jesień

jesień

poniedziałek, 21 marca 2016

Witaj, Wiosno

Nareszcie skończyła się zima. Ciągnęła mi się jak makaron, choć nie była przecież bardzo ostra. Ale już za długo noszę kozaki, czapkę, szalik i ciepłą kurtkę. I skrobię rano szyby. Ile można!? Przyroda jednak twierdzi, ba, krzyczy nawet, że zima się definitywnie skończyła. Ptaki śpiewają od 6.00 rano, rośliny wyłażą z ziemi, pąki na wierzbie, bzach, brzozach itd. zielenieją, kwitną pierwsze kwiaty. 

Niestety w ogrodzie mam jeszcze chaos, bo nie mam kiedy się za niego zabrać - wspaniała i godna pozazdroszczenia praca nauczyciela akademickiego sprawia, że cały czas pracuję, i w pracy, i w domu, a mimo to cały czas mam zaległości. Więc do ogrodu rzadko wyłażę, zwłaszcza że mi jakoś zimno. Ale ma być ciepło, więc pewnie zacznę przycinać, kopać i siać. Miły wysiał do doniczek pomidory, paprykę, melony (!) i dynię, ja - kwiatki (gazanie). Rozważny i Romantyczna :-)

poniedziałek, 7 marca 2016

Kalendarz wysiewu warzyw i kwiatów



Sekator w dłoń!

Nareszcie znalazłam czas, żeby użyć mojego ulubionego narzędzia ogrodniczego jakim jest sekator. Przycięłam wrzosy. Wcale nie jest to łatwa sprawa, bo jest ich sporo i są gęste, a poza tym lepsze byłyby do tego nożyce ogrodowe, bo mają dłuższe ostrza. Ale jakoś dałam radę. Dzięki cięciu okazało się, że wyłażą krokusy, większość ma jeszcze tylko liście, ale wsadziłam jakieś wcześniaki, bo kwitną. Oczywiście jeśli chodzi o cebulowe, to kwestie: co wsadziłam, gdzie i kiedy, są natychmiast zapominane. Więc każdej wiosny mam niespodziankę, tym większą że cebule się przecież rozrastają. Te wcześniaki są akurat różowe, widocznie takie kupiłam.

Wzięłam się też za powojniki. Na początku nie wyglądały za dobrze, delikatnie rzecz ujmując. 
Ale z sekatorem w dłoni nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Ostrzygłam.
Ćwierkały wróble i mazurki, gwizdały sójki. Znowu poczułam się częścią Wszechświata, czyli takim małym pionkiem który jest na swoim miejscu i jest tak samo ważny, ani mniej ani więcej, jak te wrzosy, powojniki, sójki i mazurki i cała reszta. Ta świadomość działa na mnie kojąco za każdym razem. Po długich miesiącach z depresją, praca w ogrodzie przywraca mnie do życia. Moje demony - lęki, smutki i neurozy - nie lubią ogrodu. I całe szczęście. 

niedziela, 6 marca 2016

Idzie, idzie

Najpierw pomyślałam, że przeczucie mnie zawiodło, bo przez moment było tak:

Ponieważ jednak nikt się nie cieszył, Zima się zorientowała, że na nią już czas. I zrobiło się tak:

Ta szklarnia to u sąsiada, jest to mój "mroczny przedmiot pożądania", bo my, póki co, mamy 
paskudny tunel foliowy.

Rzuciłam okiem na moją półkę z książkami kucharskimi i postanowiłam więcej już nic nie kupować. A taka była dziś promocja w E. na "Kumam kaszę"! A może to był "Jaglany detoks". Ale się zawzięłam i nie kupiłam. W sumie to naprawdę dziwne, zwykle książkom nie odmawiam. Muszę sobie sprawić większą półkę w kuchni ;-)
I jeszcze tu upchnęłam:
I to jeszcze nie wszystkie... A ostatnio gotuję wyłącznie z przepisów w sieci... Albo z głowy. Grzech po prostu.