jesień

jesień

poniedziałek, 29 lutego 2016

Mam przeczucie...

...że zima już nie wróci! Nawet jeśli będzie jeszcze trochę śnieżyć czy mrozić, to ptaki (śpiewające) i rośliny (wyłażące) wiedzą lepiej. Mamy przedwiośnie. Przed-wiośnie. Za chwilę marzec i chociaż w marcu jak w garncu, to przecież "najgorsze" już minęło. 
Uwaga, zdjęcia są nieostre. Tak to jest, jak się robi telefonem przy kiepskim oświetleniu. Ale hej! a propos oświetlenia: Zauważyliście, o ile dłuższy jest już dzień?

Jutro pobiegam po ogrodzie i porobię lepsze fotki. Chyba, że sprawdzą się prognozy i będzie lało.

piątek, 12 lutego 2016

Piątek, dziewiąta.

I już po śniegu.

Ciekawe, czy teraz już będzie przedwiośnie, czy zima znowu wróci. Dziecię zaczyna ferie, coś czuję że tego bałwana to jednak nie ulepi...

Według tvnmeteo, jeszcze będzie zimnawo, ale bez śniegu.
Zobaczymy.



czwartek, 11 lutego 2016

Czwartek. Ósma rano


I w ten oto sposób zdjęcie główne znowu stało się adekwatne. 

sobota, 6 lutego 2016

Efekt buuu

No nie ma już śniegu. A było tak pięknie! Sama nie wiem, co mi się znowu w głowie przestawiło, że w tym roku cieszyłam się ze śniegu. Może dlatego, że jestem lepszym kierowcą i już mnie jazda w śniegu nie przeraża. Może dlatego, że mam trochę lepszy samochód. Może dlatego, że czynność odśnieżania podjazdu nie była ani tak ciężka ani tak przerażająca jak mi się wcześniej wydawało (mam więcej sił i mniej depresji). Bardzo dobrze na moją psyche działała też świadomość, iż "jakby co", to w bagażniku wożę szpadel. 
W tak zwanym międzyczasie aura nie mogła się zdecydować, czy zmierza ku wiośnie czy pozostaje przy zimie, i znowu mieliśmy huśtawkę emocjonalną.

Najpierw było brzydko, jak to zwykle bywa po roztopieniu się czyściutkiego śniegu. Widok rozebranej a do tego przewróconej przez wiatr choinki także nie napawał radością.

Potem zaczął padać śnieg:
Następnie deszcz, choć nie samodzielnie:
W rezultacie znowu zrobiło się ładnie:
Ale nie na długo:

I teraz znowu jakby wiosna, choć dziś akurat zimno.

Zdaje się że czas wysiewać pomidory. Oj, nie. Kasia Bellingham odradza. Trzeba sobie dać na wstrzymanie ;-)