jesień

jesień

piątek, 15 stycznia 2016

Efekt WOW

Padało przez pół dnia. Jest prześlicznie.
Od zachodu:
Od północy:
 Od południa:

Musiałam odśnieżyć nasz podjazd, 60 metrów długości. Na szczęście śnieg był leciutki jak puch. Ale i tak nieźle się zmachałam. W takich chwilach przestaję marzyć o domu na odludziu.

Tyle miałam do odśnieżenia:
Cieszę się w imieniu roślin.
Jako kierowca się martwię. Ale nie tak bardzo :-)

wtorek, 12 stycznia 2016

A jednak zima

Aura niczym Femme Fatale. Piękna i niebezpieczna zarazem. 



piątek, 8 stycznia 2016

Nareszcie po świętach :-)

Już wystarczy. Ileż można jeść, pić i się weselić? Czas wrócić do rzeczywistości, codziennego kieratu obowiązków i smuteczków. Nie robiłam noworocznych postanowień; nie mam złudzeń. Aktualnie staram się przetrwać styczeń, jak wiecie, jest to dla mnie najtrudniejszy miesiąc. Za długi. W tym roku na uczelni sesja dopiero od lutego, więc dłuższy niż zwykle. Uch. 
Po pogodowej sinusoidzie (+10 w drugi dzień świąt, -15 w Sylwestra), pogoda się ustabilizowała. Mamy od kilku dni marne minus 5 i śnieg. Chociaż to ostatnie słowo jest mocno przesadzone. Taki rodzaj opadu nazywam cukrem pudrem.


Nie wiedzieć czemu, w tym roku żywi się u nas niewiele ptaków. Dosłownie kilka sikorek, a bywało ich kilkanaście, a nawet ponad 20. Mam nadzieję, że nic im się nie stało, nie zostały otrute ani zjedzone przez kocury. Mam nadzieję, że to tylko foch i żywią się gdzie indziej. Chociaż wolałabym je widzieć u nas.

Właśnie piekę dla Miłego ciasto czekoladowe z płatkami chilli. Na urodziny. Bo w styczniu czekają nas jeszcze dwie imprezy, znowu trzeba będzie jeść, pić i się weselić. Toż to przecież jakaś masakra jest ;)))))