jesień

jesień

sobota, 6 lutego 2016

Efekt buuu

No nie ma już śniegu. A było tak pięknie! Sama nie wiem, co mi się znowu w głowie przestawiło, że w tym roku cieszyłam się ze śniegu. Może dlatego, że jestem lepszym kierowcą i już mnie jazda w śniegu nie przeraża. Może dlatego, że mam trochę lepszy samochód. Może dlatego, że czynność odśnieżania podjazdu nie była ani tak ciężka ani tak przerażająca jak mi się wcześniej wydawało (mam więcej sił i mniej depresji). Bardzo dobrze na moją psyche działała też świadomość, iż "jakby co", to w bagażniku wożę szpadel. 
W tak zwanym międzyczasie aura nie mogła się zdecydować, czy zmierza ku wiośnie czy pozostaje przy zimie, i znowu mieliśmy huśtawkę emocjonalną.

Najpierw było brzydko, jak to zwykle bywa po roztopieniu się czyściutkiego śniegu. Widok rozebranej a do tego przewróconej przez wiatr choinki także nie napawał radością.

Potem zaczął padać śnieg:
Następnie deszcz, choć nie samodzielnie:
W rezultacie znowu zrobiło się ładnie:
Ale nie na długo:

I teraz znowu jakby wiosna, choć dziś akurat zimno.

Zdaje się że czas wysiewać pomidory. Oj, nie. Kasia Bellingham odradza. Trzeba sobie dać na wstrzymanie ;-)


2 komentarze:

  1. oj, chyba jednak zbyt wczesnie na pomidory:
    polecam:
    http://katarzynabellingham.blogspot.com/2016/01/kiedy-i-jak-wysiewac-pomidory-nie-za.html

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie, trzeba się wstrzymać. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń