jesień

jesień

sobota, 8 sierpnia 2015

Susza

Odkąd mieszkam na wsi, stwierdzam, że nie ma dwóch takich samych "roków", każda zima, wiosna, jesień i lato różnią się od siebie. Nie wiem czy wniosek ów wynika z faktycznych zmian w klimacie, zawodnej pamięci czy też bardziej wnikliwej niż za miejskich czasów obserwacji przyrody.

Z całą jednak pewnością takich upałów dawno nie było. Odkąd mieszkam na wsi - nigdy. I choć nie cierpię narzekania - jest lato a więc powinno być ciepło, wszystko jest w porządku - to jednak trudno pogodzić się z tym, że większość dnia spędza się w domu a ogród umiera na naszych oczach. Oczywiście drzewa jakoś dają radę, ale generalnie jest kiepsko. Popatrzcie sami:

To jest (był) trawnik. Podlewamy go codziennie. Chyba przestaniemy, bo szkoda wody, on już umarł.

To jedna z rabat kwiatowych, tu ledwo zipią rudbekie i liliowce:
Pomidorki koktailowe:
Jeżyny wyglądają tak:

Borówki amerykańskie - równie źle:

A deszczu na horyzoncie brak. Cholera.

I pomyśleć, że za "miastowych" czasów problem suszy pojawiał się w moim umyśle przez pięć sekund, gdy w tv mówiono o zakazie wstępu do lasu. Kiedyś susza latem to było coś, o czym się marzyło, bo przecież deszczowe wakacje to koszmar. Teraz bardzo wyraźnie widzę, jak bardzo byłam krótkowzroczna...

3 komentarze:

  1. No to witaj w klubie przegranych z suszą. Co dziennie 2 h, na dwie pompy i dwie studnie. A rezultatów brak. Armagedon mówię, armagedon!

    OdpowiedzUsuń
  2. I ja dołączam do klubu!
    W studniach wody brak, wszystko 'zdechło', podlewanie co wieczór to już rytuał. Inaczej borówki, jeżyny i wszystko inne by po prostu zdechło.

    Zapraszam do mnie na żniwa: http://wiejskie-zycie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. I nadal trwa. Przeraża mnie ten upał, ta susza, to lato.

    OdpowiedzUsuń