jesień

jesień

wtorek, 25 sierpnia 2015

Chwile w Lublinie

Moje miasto Lublin. Moje, choć wcale się tu nie urodziłam. Moje, choć bardzo długo go nie znosiłam - było takie brzydkie a ja taka w nim samotna. Moje, choć od pięciu lat mieszkam na wsi. Lublin ma w sobie to "coś". Kocham i już. I mam to szczęście, że pracuję w samym jego centrum.

W Lublinie nawet rowerom jest wygodnie:

Mamy mnóstwo klimatycznych miejsc, gdzie nowe miesza się ze starym, a gustowne z kiczowatym:

Jest caaaałe mnóstwo świetnych knajpek i kawiarni a większość z nich jest przyjazna dzieciom. Moje dzieci zresztą też są bardzo przyjazne knajpkom i kawiarniom (dziedziczne?). Dziś byłyśmy na kawie i lodach w jednej z naszych ulubionych, Świętoduskiej Cafe. Zresztą, spróbujcie pójść z dziećmi do knajpki, której nie lubią, hehe:

A trawa w centrum miasta wygląda tak:
Po prostu strasznie, prawda?

Wiem, że mój blog zaczyna przypominać instagram, ale na insta na razie się nie przenoszę. Jakoś źle mi się kojarzy ;-)

Siedzę w altanie i czekam na deszcz. Ma być. Gdybym paliła papierosy, zapaliłabym sobie teraz.

2 komentarze:

  1. Chciałaś - masz, wreszcie pada:) Lublin nabiera sznytu, coraz bardziej sztukmistrzowskiego. Dla mnie jest szczególny. Za sprawą młodych ludzi i ich inicjatyw. Na Kalinie mam Narnię, to wiem a niebawem dojadą do mnie trolejbusy:)
    Pozdrawiam spod centrum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Narnia? Ooo, fajnie! I trolejbusy, ekstra! Nawet Kalina robi się interesująca.

      Usuń