jesień

jesień

piątek, 31 października 2014

Zimno, ciemno, wszystko nagle

Ech, zaczęły się przymrozki i krótkie dni. Po zmianie czasu wciąż nie mogę się pozbierać, choć wydawało mi się, że polubiłam jesienne ciemności. Fajnie, że dni są słoneczne, choć w naszym ogrodzie, położonym nieco w dołku, szybko pojawia się cień. Sporo jeszcze jest pracy w ogrodzie, choć nie mamy wielu drzew liściastych, no ale parę brzóz jest i orzech. A jeszcze trzeba przyciąć maliny, zdjąć folię, przekopać grządki, zebrać fasolę, za chwilę okopać róże i lawendy, położyć gałęzie świerkowe na wrzosowisku, założyć kilku(nastu) drzewkom ubranka z agrowłókniny...  Dużo pracy, mało czasu. Budda nie bardzo daje coś zrobić, wymaga 100% uwagi a jeszcze jest Starsza, którą trzeba pilnować przy lekcjach i z nią rozmawiać, a tu obiady do gotowania, dom do sprzątania i jeszcze cholerna praca zawodowa, która wykańcza mnie fizycznie i psychicznie. A do tego nikt mnie nie rozumie, bo przecież jako nauczyciel akademicki mam życie jak w Madrycie. G... prawda. W każdym razie "nie ogarniam, Jezus Maria".


Dobrze, że chociaż udało się pójść na spacer do lasu. Mamy do niego niecałe dwa kilometry i zupełnie prostą drogę, a naprawdę rzadko bywamy. W lesie było przepięknie.



A dla tych, których łapie depresja - zdjęcia pokazowe pt. "jak można jeść spaghetti".


czwartek, 23 października 2014

Pierwsze pieca odpalenie

Nie dało się już dłużej tego odkładać. Jest tak zimno i mokro, że trzeba było włączyć piec. Włączyć, nie rozpalić! Wciąż nie mogę się nacieszyć ogrzewaniem gazowym... I wciąż nie mogę pojąć, dlaczego uchodzi ono za takie drogie. Poprzedniej zimy wydaliśmy 2000 zł, mniej niż za węgiel. Oczywiście zima była łagodna, ale oprócz węgla zawsze kupowaliśmy jeszcze miał i drewno, no i mnóstwo było przy tym roboty: Miły wstawał o 6.00 żeby rozpalić, potem trzeba było dokładać a i tak wygasało jeśli nas nie było w domu, więc wieczorem znowu trzeba było rozpalać. W związku z tym w nocy nie mogliśmy zasnąć z gorąca a rano szczękaliśmy zębami z zimna, póki Miły nie wstał i znowu nie rozpalił. Nie mogłam tak po prostu umyć włosów ani się wykąpać, bo ciepła woda nie zawsze była dostępna. No i nie radziliśmy sobie z przeogromną ilością popiołu. 

Tak więc, absolutnie nie żałuję. Uczciwie jednak muszę dodać, że pojawiły się dodatkowe koszty - musimy znacznie częściej (co miesiąc a nie co 2-3) wołać pana od szamba, Z kolejnej strony, zapłaciliśmy za prąd o jakieś 600 zł mniej na przestrzeni roku i rachunki wciąż maleją (bo nie grzejemy wody prądem w sezonie wiosenno-letnim).

Jestem zatem wielką zwolenniczką ogrzewania gazowego. Jednocześnie, jako naukowiec z zawodu i zamiłowania, zastanawiam się głęboko skąd powszechne przekonanie o tym, że ogrzewanie gazowe jest drogie. I tak sobie myślę, że to pewnie jest też kwestia wielkości domu, grubości ścian, czy preferowanej temperatury. My mamy niewielki, 120-metrowy dom bez piwnicy i z grubymi ścianami. No i przyzwyczailiśmy się do 21 stopni w dzień, zresztą tak jest zdrowiej niż 23-24, albo - jak u mojej mamy w bloku - 26 stopni! Ale jeśli robi nam się zimno, oczywiście zwiększamy temperaturę. W każdym razie ogrzewanie gazowe polecam, ale każdy musi podjąć decyzję sam.

Pomimo tego radosnego tonu, nie cieszy mnie jakoś szczególnie dzisiejsza aura. Ale też i niespecjalnie smuci. Będę miała pretekst, żeby upiec jakieś drożdżowe ciasto ;) Lubię też w taką pogodę zrobić zupę-krem, na przykład z dynią, albo lekko pikantną zupę z soczewicą. Mniam. No i nigdy czerwone wino lepiej nie smakuje, podobnie jak naleweczki. 

Oczywiście najfajniejsze z dzisiejszego dnia jest to, że nie muszę iść do pracy - pan rektor ogłosił dzień wolny. Z domu jednak będę musiała na chwilę wyściubić nos, żeby odebrać Córę ze szkoły. Nie jestem zachwycona ale droga zajmuje mi 10 minut w obie strony, więc da się przeżyć ;)

Idę podkręcić piec i zrobić sobie herbatkę. Trzymajcie się ciepło.


sobota, 18 października 2014

Najpiękniejsza pora roku (foto-story)






Na pisanie nie mam czasu. Codziennie kładę się o 2.00 a wstaję o 7.00, ledwo zaczął się semestr a ja już mam zaległości. No i oczywiście jestem wyczerpana. Najchętniej rzuciłabym robotę i poświęciła się pracy w ogrodzie.

Od paru lat uwielbiam jesień, także listopadowe pluchy. Starzeję się chyba. A jak polubię zimę, to będzie to oznaka zdziecinnienia ;) Nie wiem, co lepsze.