jesień

jesień

piątek, 19 września 2014

Wesoło-smutno (z tym, że mi raczej wesoło)


Pierwszy smutny obrazek. Żałośnie wygląda ten dmuchany rekin na zwijanym (nareszcie!) basenie. Jak prawdziwa ryba wyrzucona na brzeg i umierająca z braku możliwości oddychania. 

Jednak wkrótce okazało się, że rekin bez basenu radzi sobie jak ryba bez roweru, zwłaszcza z takimi asystentkami:

Zrobiłam osiem słoików powideł. Co mnie bardzo cieszy. Szkoda tylko, że śliwki nie z naszych śliw (jakiś grzyb zniszczył) i że spaliłam dwa garnki. Ale co tam. Garnki się domyły, odciski po drylowaniu zagoiły a słoiczki zawekowane stoją już w spiżarni. Mniam.

Ogród powoli nabiera barw jesieni, ale jeszcze nie przebarwia się całkowicie. Popatrzcie na winobluszcz, on wyraźnie ma "wojnę postu z karnawałem".

Cieszą własne dynie, wyrosły mimo zimnych nocy wiosną, częstych deszczy w sierpniu i naszej nieumiejętnej uprawy. Szału nie ma, ale dobrze że są. Przepiękne.Aż będzie szkoda jeść.
 
Pojawiły się też typowo jesienne chwasty. Te całoroczne mam przez cały rok, więc się chwalić nie będę. Ale te są całkiem urodziwe, choć nawłoci akurat nie lubię:
Walka z nimi to jak walka z wiatrakami.

Mamy zatrzęsienie malin, choć wydawało się, że słabe krzaki. Ale nie, jest ich naprawdę sporo. Gdybym była malkontentem, to musiałabym powiedzieć, że malin jest za dużo, bo ciągle muszę coś z nimi robić. Codziennie nowe porcje zasypuję cukrem, żeby zrobić.. soczek. Dla dzieci. Dla dorosłych też coś będzie. No i mnóstwo zjadamy na surowo.

Jesień idzie, nie ma na to rady, jak mówi piękna nostalgiczna piosenka. A mnie jakoś denerwuje przedjesienna nostalgia, choć jeszcze niedawno sama wpadałam w przygnębienie. Jesień jest cudna przecież.


sobota, 13 września 2014

Just a perfect day


Dzień idealny. Gorący ale nie duszny, słoneczny ale wietrzny. Cudowny.

Dla równowagi pogryzły mnie komary oraz zniszczyłam sobie dłonie i nerwy przerabiając 3 kilo kulek czarnego bzu. Mimo to był wspaniały dzień. Przy okazji zdałam sobie sprawę, że ostatnio bardzo łatwo osiągam stan szczęśliwości. Wystarczy jakiś motylek albo kwiatek, a ja jestem happy. Może to symptomy nadchodzącego szaleństwa? Cóż, jeśli tak miałoby wyglądać, nie chcę być zdrowa psychicznie ;)