jesień

jesień

czwartek, 26 czerwca 2014

Wbrew

Mimo wszystko cieszymy się życiem. W tzw. międzyczasie Ktoś Znajomy o mało nie umarł a Ktoś Inny umarł naprawdę, więc tym bardziej cenimy to, co mamy i to, że mamy siebie. Chociaż może nie zawsze umiemy to okazać.
Pisałam niedawno o upałach, aż trudno uwierzyć, że kiedykolwiek były. Czekamy na nie cierpliwie, gdyż są nam potrzebne w celu spędzenia urlopu na pewnym Pojezierzu. A zimna woda do pływania to nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej. 
Tymczasem w ogrodzie szaleją róże, mamy ich całe mnóstwo, Miły kocha róże, tym bardziej, że chyba mu się wydaje, że nie ma innych kwiatów ;) Ja też róże lubię, ponieważ mają to, co ja - delikatność i kolce ;)

Moją jak na razie największą ogrodową miłością są jednak funkie czyli hosty. Dostałam wczoraj w prezencie 9 kolejnych, dzięki czemu mam ich w tym momencie około 40. I wciąż apetyt i miejsce na więcej...
Naprawdę nie wiem, co ja w nich widzę, takie tam liście. A jednak tętno mi przyspiesza, gdy je widzę. Ślimakom też, niestety.

Wspaniale rosną powojniki, szaleńczo rozrosła się lawenda. Gdy w końcu rzucę tę moją cudowną pracę albo gdy ona rzuci mnie, będę mieć plantację lawendy, może na niej zbiję fortunę.

Generalnie wciąż nie ogarniamy tego naszego ogrodu, jednak jest dość spory. Ale z tygodnia na tydzień i z roku na rok jest coraz lepiej. Są już nawet ładne miejsca.


W Noc Kupały urządziliśmy ognisko. Okazało się, że jestem w stanie wytrzymać więcej niż dwie osoby naraz. Jeszcze się okaże, że się zrobiłam towarzyska.... E, bez przesady ;)))))

A ponieważ mamy lato - byle jakie, ale jednak - to powróciły marzenia o domu na odludziu. 
Miną z pierwszym śniegiem.

czwartek, 19 czerwca 2014

Będzie dobrze

Mamy po dwie ręce, dwie nogi, mądre głowy i wielkie serca. Jesteśmy zdrowi i wciąż młodzi. Mamy waleczne dusze i sporo pomysłów na dalsze życie. Na dalsze życie tutaj, na naszej wsi.

Aktualnie natomiast jesteśmy bardzo zajęci oglądaniem telewizji. Mundial, sorry.

A tak na szybko: stanęła altana. Ogród jest coraz piękniejszy. Za to warzywnik w tym roku kiepski, niemal nic nie wykiełkowało. Ale pomidory będą :)

Stary ogród wypiękniał, kwitną róże historyczne, które nabyłam zeszłej jesieni. Zdjęcia wkrótce. Albo po mundialu ;))))

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Nie rzucim ziemi

Zawsze, gdy napiszę coś bardziej intymnego, mam moralnego kaca. 
Nie będę się więcej nadmiernie wywnętrzać na blogu, w końcu ma on być o życiu na wsi, a nie o tym czy mamy pieniądze na kredyt i chleb, czy nie mamy. 
Obiecuję, że jeśli nas bank wyrzuci z domu i ogrodu z powodu niewypłacalności, założę nowego bloga. Już nawet mam nazwę: "Moje nowe życie pod mostem".


Tymczasem doświadczamy afrykańskich upałów i aktywności polskich moskitów. Przyjaciółka z drugiej strony Polski pisała, że u nich komary wielkości psów. U nas komary są wielkości bakterii, to znaczy nie widać ich i nie słychać a wysysają krew jak wampiry. Szczególnie upodobały sobie moją, psiamać, w związku z tym moje świeżo wyrzeźbione kończyny są podwójnej grubości.

"Robi się" altana, będzie naprawdę świetna. Oczywiście, naszym zdaniem. Mocno przypomina górską wiatę, już widzę kwaśne miny co poniektórych znajomych. Ale mam to gdzieś.

Dojrzewają truskawki, poziomki i jagody kamczackie. Kwitną dzikie róże, ostróżki, piwonie i czarny bez. Jest cudownie. I tak ma pozostać, nigdzie się stąd nie ruszam.

wtorek, 3 czerwca 2014

"Podaruj mi trochę słońca"


Pisałam tu już kilka razy o tym, że nie mamy pieniędzy, że być może trzeba będzie wyprowadzić się z tej wsi... Dziś nie będę o tym pisać, chociaż ta straszna perspektywa jest realniejsza niż kiedykolwiek. Tyle, że nie mamy dokąd się wyprowadzić, ponieważ poświęciliśmy domowi na wsi wszystko. Pieniądze, które mieliśmy i których nie mieliśmy. Nie wiem, co będzie, wiem tylko że jeśli musiałabym opuścić mój dom na wsi, a zwłaszcza mój ogród, pękłoby mi serce.

Dlatego poproszę trochę słońca. Tego na niebie, ale i tego w życiu.



Wybaczcie, że smęcę, ale jeśli nie dotknę dna, nie będę się miała od czego odbić.