jesień

jesień

piątek, 23 maja 2014

Trzymając gardę

Potopu nie było, nawet jeśli wliczę powódź łez to i tak jakoś nas ominęła wielka woda. Jedyne niefajne skutki ulew to zapadnięta w kilku miejscach ziemia. Tam, gdzie jesienią były wykopki pod rury gazowe, teraz powstały spore wąwozy. Trzeba uważać, żeby nie złamać nogi. Wyrównamy to oczywiście. Kiedyś. 

Przychodzi lato, więc znowu marzy mi się dom na odludziu i w dziczy. Póki dzieci małe, marzenie musi poczekać. Tymczasem więc robimy sobie własną dzicz, sadząc kolejne rośliny oraz pozwalając - z przyczyn od nas niezależnych jak to się sprytnie mówi - rosnąć chwastom. Gdybyście chcieli założyć plantację podagrycznika, perzu, gwiazdnicy lub pokrzywy, służę sadzonkami.

Okoliczności przyrody idealnie kontrastują z okolicznościami życiowymi. Wszystko nam się wali. Muszę trzymać gardę, ale już mnie ręka boli...

czwartek, 15 maja 2014

W oczekiwaniu na potop

Miły chciał zbudować arkę, ale odwiodłam go od tego pomysłu. Mam nadzieję, że nie będę żałować. Póki co, zbudował schron dla ostróżki, bo ma ona bardzo delikatne łodygi i połamały się już trochę od wcześniejszych wiatrów. Nie jest ów schron może szczytem designu, ale rozczuliła mnie troska Miłego:
Jak na razie rośliny niespecjalnie przejęły się aurą, robią swoje czyli kwitną. Ciekawe, gdzie podziały się pszczoły. Przydadzą się, jak już wyjdzie słońce.
Pnąca róża ma już pąki:
Zaczynają kwitnąć krzewuszki, serduszka (tu: wspaniała, mam jeszcze okazałą), powojniki. Bardzo lubię różowy kolor w ogrodzie, zwłaszcza wiosną.

Nasz nowy nabytek, azalia Rubineta, ma się świetnie. Podobnie bratki ;)
 
Piwonie chińskie mają już pąki (jestem dumna z tego zdjęcia), uwielbiam piwonie! 

A propos piwonii... to już mam tę drzewiastą vel krzewiastą (Paeonia suffruticosa). Kalina sztywnolistna będzie jutro. Wystarczyło odwiedzić sklep na A. Hosty "Elata" na razie nie znalazłam. Ale znajdę, oczywiście ;)

Zakwitła wreszcie pigwa, mam nadzieję na pierwsze owoce w tym roku. 
Ale najpiękniej w deszczu wygląda przywrotnik ostroklapowy.

I jeszcze kilka host, te większe są 1-2letnie, te małe z tego roku. Ten niebieski proszek to trucizna na ślimaki. Głównie na pomrowce, one uwielbiają hosty. Ale choć to straszne szkodniki, to trochę mnie sumienie gryzie, że je zabijam. Jestem chyba jednak trochę "miętka", pańciowata czy co ;) LECZ mimo rozterek moralnych, dla host jestem gotowa mordować :)

Mam nadzieję, że potopu jednak nie będzie.

poniedziałek, 12 maja 2014

Ulubione miejsce i kolejne "must have"

Pomiędzy jedną ulewą a drugą udało nam się wczoraj zajrzeć - i to na dłużej - do jednego z najpiękniejszych zakątków Miasta, czyli do Ogrodu Botanicznego. Od lat jest to moje ulubione miejsce i będę się upierać, że lubelski Botanik jest najfajniejszy na świecie ;) Pagórkowaty teren, mnóstwo drzew, tysiące bylin, staw, malutka kafejka z pyszną kawą (lub piwem, co kto woli), i to co dla mnie najbardziej atrakcyjne - nic nie jest od linijki i każdy zakątek jest inny. Można się tam nieźle zgubić, zaszyć i oderwać od rzeczywistości. Uwielbiam takie miejsca. Taki ogród chciałabym mieć.
Ale zdjęcia zrobiłam marne, skupiłam się na mikro a nie na makro. Cóż, trzeba będzie pojechać tam ponownie...

Na moje (nie)szczęście i pohybel dla równowagi emocjonalnej oraz portfela, zobaczyłam tam kilka roślin, które muszę mieć JUŻ oraz NATYCHMIAST, najlepiej dziś!!!

Piwonię krzewiastą vel drzewiastą:

Kalinę sztywnolistną:

Oraz, jakże by inaczej, kolejną hostę, o liściach wielkości płaskich talerzy:
Nie spocznę, póki nie będę mieć ich w swoim ogrodzie. Najtrudniej będzie z piwonią, ale muszę ją mieć i już!

Pogodę mamy pod psem. Właśnie wysadziłam dynie, a tu leje i leje. Nie sądzę, żeby im się to podobało. Mnie też się nie podoba. Łapię jakieś emocjonalne doły, rozmyślam o śmierci a moja motywacja do pracy sięgnęła dna. Najchętniej zwinęłabym się w kłębek pod kocem. Najgorsza jest świadomość, że nic nie można zrobić w ogrodzie. Chwasty niedługo zaduszą nam trawnik, warzywnik, skalniak, a w końcu wejdą do domu i zaduszą nas. A ma padać do końca tygodnia, coraz bardziej i bardziej. I co z tego, że Ogrodnicy i Zimna Zośka nie sprezentują nam w tym roku przymrozków, skoro rośliny albo zgniją albo zostaną wyparte przez chwasty. Niech to szlag.


czwartek, 8 maja 2014

Hortiterapia

Uwielbiam mój ogród. Odkąd go mam (a może to on ma mnie?), skończyły się moje stany depresyjne. Polecam taki rodzaj terapii, choć trudno go nazwać darmowym :-)
Kocham mój ogród o każdej porze roku i w każdą pogodę. Dziś leje, ale musiałam wyskoczyć z aparatem.

Ale tu zielono. Jak w maju. Jak w gaju :)

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że mój (nasz) ogród nie jest doskonały. Kocham go mimo to, a może właśnie dlatego. Zwłaszcza, że nie wydaje mi się, żeby kiedykolwiek udało nam się ową doskonałość, rozumianą jako "rozsądnie zaplanowaną i idealnie zadbaną przestrzeń" osiągnąć. Do tego potrzeba bowiem dużo czasu, którym rzecz jasna nie dysponujemy. Dziwnym trafem ilość czasu wolnego nie ma u mnie prawie żadnego związku z ilością pracy zawodowej. Oznacza to, że nawet będąc na emeryturze nie będę w stanie doprowadzić ogrodu do stanu idealnego. Ale ponieważ wielbię wiejskie ogrody w stylu angielskim, przeto nie mam w sobie tego rodzaju presji.
Tak czy inaczej, ogród spełnia swoją powinność.