jesień

jesień

piątek, 28 lutego 2014

W przerwie między "jest źle" a "będzie źle"

Uprawiamy ostatnio z Miłym wiele mentalnych sportów. Jesteśmy całkiem nieźli w dyscyplinie 'zamartwianie się', w 'czarnowidztwie' mamy kilka medali, osiągamy mistrzostwo w 'panice',  'rozpaczy' i 'wyuczonej bezradności'. 
Mimo wszystko potrafimy cieszyć się wczesnym przedwiośniem. Nawet u nas na wschodzie to widać:

Widok kiełkujących roślin cebulowych nie dziwi, co innego stokrotka:

Koty mają podejrzanie niewinne miny, chyba miały zamiar uprawiać wiosenne miłosne harce.
Widok kota niemal zawsze mnie rozbraja.

Trudno też się smucić, gdy dostało się tak wspaniałe prezenty urodzinowe:

Chociaż oczywiście zawsze można posmęcić na temat: "ale jestem stara". Jednak chwilowo mi się nie chce. Może dlatego, że jest to wysoce niekonstruktywne. A może dlatego, że się upiłam na wesoło. 

Cha, cha, cha.




wtorek, 18 lutego 2014

W oparach absurdu

Zamiast sikor, dokarmiamy kota.

Dostałam ofertę szkolenia z komunikacji, przy czym grupą szkoloną miała być jedna osoba. 

Piszę bajki terapeutyczne o jelonkach, jeżykach i innych pingwinkach, z tym, że ja nie lubię bajek terapeutycznych a mój poziom infantylności wynosi minus 10.

Budda postanowiła pomóc mi zwariować.

Zima postanowiła wyglądać jak wiosna.

Właśnie napisałam projekt, w którym udowadniałam, że jestem kim jestem i umiem to, co umiem. Z tym, że brak stosownych zaświadczeń oznacza, że nie umiem tego, co umiem oraz nie jestem tym, kim jestem. 

Na tablecie córki karmię wirtualne rybki oraz przewijam wirtualnego Kartofla.


To ja może poproszę jakiegoś innego Matrixa.



niedziela, 9 lutego 2014

Coś optymistycznego (czas najwyższy)

Odstawiony na najwyższą półkę prawie rok temu.
Zapomniany przez Boga i ludzi (lubię dramatyczne sformułowania).
Nie podlewany.
Nie kochany.
Nie zauważany.

Nagle wypuszcza liście.
Hiacynt.
Twardy dowód na to, że idzie wiosna. Na razie jest dość daleko, ale idzie. I dojdzie, z całą pewnością.


wtorek, 4 lutego 2014

Minął styczeń, nastał luty

Podobno idzie odwilż.
Podobno w górach nie ma śniegu.
Podobno niektórzy krajanie mieli dziś plus dziesięć.
Hmmm.
U nas też upał - w dzień tylko minus trzy! Co do odwilży, to... 
Czuję się jak mieszkanka Syberii, która wystawia dziecko na dwór bo jest tylko minus dwadzieścia stopni. Było mi dziś bardzo ciepło :)
Biel na zewnątrz wspaniale kontrastuje z czernią wewnątrz. Wewnątrz mnie. Czarna dusza, czarna rozpacz, w sumie bardzo ładny obraz. Cóż, że niewesoły. Nie wszystko musi być wesołe. 
Może to starcza melancholia? Za niecały miesiąc mam kolejne urodziny. Nie dwudzieste, i nawet nie trzydzieste. I muszę z tym żyć :) 

A poza tym kiepsko nam się wiedzie.