jesień

jesień

sobota, 25 stycznia 2014

Biało, czysto, mroźno, smutno

Przyszła prawdziwa zima. Już nie mówimy że mamy piękną wiosnę tej zimy. Już nikt nie narzeka na brak śniegu. Choć dziecię narzeka, że ów śnieg się nie lepi. No nie lepi się, co zrobić, że przy minus dwudziestu stopniach śnieg lekki jak puch. Jest przepięknie.

W domu ciepło. My leżymy, a piec grzeje :) Nie trzeba chodzić do stodoły po węgiel, nosić codziennie po dwa wiadra, rąbać drewna, rozpalać w piecu o 6.00 rano, wygarniać popiołu itp., itd. Myślałam, że po założeniu ogrzewania gazowego będziemy regularnie skakać z radości, że horror z węglem się skończył. A my... już niemal zapomnieliśmy, jak to było. Wstrząsająco szybko przyzwyczailiśmy się do wygody.

I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że jest źle. Nic się nie układa. To znaczy, zdrowie jest, ale cała reszta do dupy. 
I zepsuła się kolejna rzecz - karta pamięci w aparacie fotograficznym. 

Ciekawe, czy my w ogóle dożyjemy do wiosny ;)))



czwartek, 16 stycznia 2014

Powiedzmy, że jest zima

Zima wciąż ma łagodny charakter, ale współplemieńcy oczywiście narzekają. Bo co to za zima bez śniegu. Albo: teraz nie ma śniegu, ale za to znowu będzie w kwietniu. Albo przyjdą koszmarne mrozy w lutym i wszystko wymrozi. 
Najbardziej absurdalna rzecz, jaką przeczytałam w jednym z internetowych newsletterów była taka:
"obserwując zmiany jakie zachodzą w naszym  środkowo europejskim klimacie możemy zauważyć że zima przesuwa się w czasie pochłaniając miesiące zimowe"
No po prostu niesamowite i zaskakujące zmiany ta zima nam funduje - przychodzi w miesiącach zimowych! Wow! Anomalia pogodowe po prostu.
Tak, wiem, że jestem zrzędliwa i zgryźliwa, ale to dlatego, że nie znoszę stycznia, niezależnie od pogody. Styczeń nie ma końca. Ciągnie się jak makaron. Do tego czarne pasmo "psujących się przedmiotów" trwa nadal, tym razem padło na Córkę - upuściła ukochany, choć używany tylko 2 tygodnie, tablet. Rozpacz w kratkę. 
Drogi twórco laleczki voodoo, skunksie jeden, odpierwiastkuj się od mojego dziecka, cóż Ci ono zawiniło!?

Generalnie więc - jest dobrze, ale nie beznadziejnie: taką przeczytałam przed laty definicję słowa "OK". 
Jest OK. Jeszcze się nie chlastam. 


sobota, 4 stycznia 2014

Nowy rok... Który to?

Święta się skończyły.
Międzyświąteczny wyjazd przeszedł do historii.
Już po Sylwestrze.
I po Nowym Roku. 

Jakoś się nie mogę pozbierać, choć nie zamierzam narzekać, że było za dużo wolnego. Co to, to nie. Wolnego było w sam raz. I nawet przez chwilę nie pracowałam. Fajne uczucie. Trochę dziwne.

Zima też dziwna. Chociaż osobiście pasuje mi taka aura, to z drugiej strony martwię się brakiem mrozu i śniegu - ze względu na rośliny. W ogrodzie zaczęły wschodzić krokusy. Niedobrze.

Na myśl o powrocie do pracy, to znaczy do tej etatowej, robi mi się niedobrze. A przecież lubię pracować, pracowanie jest znaczącą wartością w moim życiu. 

Czas na zmiany? I - nie, nie składałam noworocznych postanowień. Po co.