jesień

jesień

czwartek, 23 października 2014

Pierwsze pieca odpalenie

Nie dało się już dłużej tego odkładać. Jest tak zimno i mokro, że trzeba było włączyć piec. Włączyć, nie rozpalić! Wciąż nie mogę się nacieszyć ogrzewaniem gazowym... I wciąż nie mogę pojąć, dlaczego uchodzi ono za takie drogie. Poprzedniej zimy wydaliśmy 2000 zł, mniej niż za węgiel. Oczywiście zima była łagodna, ale oprócz węgla zawsze kupowaliśmy jeszcze miał i drewno, no i mnóstwo było przy tym roboty: Miły wstawał o 6.00 żeby rozpalić, potem trzeba było dokładać a i tak wygasało jeśli nas nie było w domu, więc wieczorem znowu trzeba było rozpalać. W związku z tym w nocy nie mogliśmy zasnąć z gorąca a rano szczękaliśmy zębami z zimna, póki Miły nie wstał i znowu nie rozpalił. Nie mogłam tak po prostu umyć włosów ani się wykąpać, bo ciepła woda nie zawsze była dostępna. No i nie radziliśmy sobie z przeogromną ilością popiołu. 

Tak więc, absolutnie nie żałuję. Uczciwie jednak muszę dodać, że pojawiły się dodatkowe koszty - musimy znacznie częściej (co miesiąc a nie co 2-3) wołać pana od szamba, Z kolejnej strony, zapłaciliśmy za prąd o jakieś 600 zł mniej na przestrzeni roku i rachunki wciąż maleją (bo nie grzejemy wody prądem w sezonie wiosenno-letnim).

Jestem zatem wielką zwolenniczką ogrzewania gazowego. Jednocześnie, jako naukowiec z zawodu i zamiłowania, zastanawiam się głęboko skąd powszechne przekonanie o tym, że ogrzewanie gazowe jest drogie. I tak sobie myślę, że to pewnie jest też kwestia wielkości domu, grubości ścian, czy preferowanej temperatury. My mamy niewielki, 120-metrowy dom bez piwnicy i z grubymi ścianami. No i przyzwyczailiśmy się do 21 stopni w dzień, zresztą tak jest zdrowiej niż 23-24, albo - jak u mojej mamy w bloku - 26 stopni! Ale jeśli robi nam się zimno, oczywiście zwiększamy temperaturę. W każdym razie ogrzewanie gazowe polecam, ale każdy musi podjąć decyzję sam.

Pomimo tego radosnego tonu, nie cieszy mnie jakoś szczególnie dzisiejsza aura. Ale też i niespecjalnie smuci. Będę miała pretekst, żeby upiec jakieś drożdżowe ciasto ;) Lubię też w taką pogodę zrobić zupę-krem, na przykład z dynią, albo lekko pikantną zupę z soczewicą. Mniam. No i nigdy czerwone wino lepiej nie smakuje, podobnie jak naleweczki. 

Oczywiście najfajniejsze z dzisiejszego dnia jest to, że nie muszę iść do pracy - pan rektor ogłosił dzień wolny. Z domu jednak będę musiała na chwilę wyściubić nos, żeby odebrać Córę ze szkoły. Nie jestem zachwycona ale droga zajmuje mi 10 minut w obie strony, więc da się przeżyć ;)

Idę podkręcić piec i zrobić sobie herbatkę. Trzymajcie się ciepło.


2 komentarze:

  1. Też sobie chwalę ogrzewanie gazowe, które mieliśmy w poprzednim mieszkaniu. Świetnie sprawdzały się regulatory ciepła na grzejnikach, które nastawialiśmy podczas naszej nieobecności na niższą temperaturę co pozwalało na duże oszczędności w zużyciu gazu. Tu gdzie teraz mieszkamy nie ma we wsi gazu i palimy w piecu z podajnikiem ale pomimo wszystko wolelibyśmy ogrzewanie gazowe. :Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dopóki mój a nie ja pali w piecu, jest mi wszystko jedno:) W starym, dużym domu ogrzewanie wyłączne gazowe się nie sprawdza - grozi zagrzybieniem, brrrr.

    OdpowiedzUsuń