jesień

jesień

czwartek, 21 sierpnia 2014

Późnoletnie klimaty (zanim nadeszły deszcze)

Ja tam lata nie żegnam, przecież jeszcze cały miesiąc do jesieni. A że nie jest już upalnie? Cóż, to nawet lepiej. Mogę wreszcie włożyć na siebie nowy pluszowy dres :) Dzisiaj jest całkiem paskudnie, ale jakoś mnie to nie martwi. Istnieje szansa, że ogarnę wreszcie bałagan w garderobie, może nawet zechce mi się upiec szarlotkę? W słoneczne dni przebywam niemal cały czas w ogrodzie, więc przynajmniej dzisiaj pomieszkam w domu. 

Ostatnie dni były całkiem słoneczne, co widać na zamieszczonych poniżej obrazkach.

To miały być różowe jeżówki, ale zdaje się, że jednak rudbekie. Z tym, że przeogromne:

Radosne chwile w piaskownicy, w tle rudbekie "właściwe"; o tej porze roku to mój ulubiony zestaw kolorystyczny. Wiosną żółci nie znoszę, uznaję tylko róż i fiolet ;)

A propos różu i fioletu: przekwitająca hortensja oraz nowe nabytki: floksy i łubiny czyli sentymentalna podróż do babcinego ogrodu:

Wciąż kwitną róże; w tym roku miały tylko jednego wrednego szkodnika, który wyżerał łodygi od środka. Ale został zamordowany. Mszyc w tym roku niemal nie było. 

Lada moment zakwitną kanny; obiecałam sobie, że już ich nie będę mieć w ogrodzie - za dużo z nimi kłopotu (trzeba wykopać jesienią i przechować w chłodnym miejscu do wiosny, potem w doniczkę a dopiero w maju do ogrodu), ale dostałam w prezencie od cioci. Ciocia jest nerwowa, więc nie śmiałam nie wziąć ;))))

A teraz trochę migawek z części użytkowej, czyli warzywnika, który jakoś nam średnio leży.

W tym roku prawie nie będzie cukinii (wielka szkoda), ale udało się kilka dyń, chociaż też bez szału.

Pierwszy raz mamy UFO w ogrodzie czyli patisony:

Wspaniale udały się pomidory, oczywiście w folii, mamy ich przeogromną ilość. Jak zwykle Miły posadził za dużo i jest trochę ciasno; w przyszłym roku już będzie wiedział jak sadzić - powtarza to od kilku lat ;) Mamy też trochę słodkiej papryki i bardzo niewiele pepperoni. Z nasionami pomidorów i papryki była ciekawa sprawa: po wykiełkowaniu w specjalnej ziemi do siewu w ogóle nie chciały rosnąć, dopiero po przesadzeniu do piachu pod folią zaczęły szybko nadrabiać zaległości. Nauczka na przyszły rok: podłoże do siewu wcale nie musi być podłożem właściwym. Może lepiej je mieszać ze zwykłą ziemią ogrodową.

Co roku stwierdzam to samo: każdy rok jest inny. Długa zima wcale nie musi oznaczać katastrofy w warzywniku a łagodna zima obfitych plonów. Na przykład w tym roku nie wyrosło mi zupełnie nic, co siałam bezpośrednio do ziemi. Nawet aksamitki i nagietki czyli rośliny pancerne. Cynie nie wzeszły a ogórków jest bardzo niewiele. Marchewka i pietruszka w śmiesznych ilościach. 
Natomiast łagodna zima cudownie posłużyła chwastom. Rosną wyjątkowo bujnie.
Łagodna zima posłużyła także jakimś cholernym owadom, na które mam uczulenie. Trzeci raz w przeciągu trzech miesięcy jestem spuchnięta: tym razem mała dziurka na piszczelu spowodowała opuchnięcie całej łydki aż do stopy; kostki już nie widać. Nie wiem, czy to meszka, czy mrówka, ale mówię temu stanowcze "spieprzaj".

Idę robić razową szarlotkę. Na siedząco.

3 komentarze:

  1. Mniam. Czuć z Twojej opowieści miłość do ziemi - ogrodu, warzywniaka. Cudowne pomidory i patisony. Młodą przesadź w grządki to Ci skopie ogródek;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piszczel to ona, nie on.
    Tak samo, jak goleń.
    Nie mogłam się powstrzymać od tej uwagi, wybacz.
    M.

    OdpowiedzUsuń
  3. Urodzaj czy nie i tak jest przecudnie!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń