jesień

jesień

wtorek, 25 czerwca 2013

Wczesne lato

Będę się upierać, że to początek, a nie środek lata jak pisze Tarnina. Gdybym uwierzyła, że to środek, musiałabym natychmiast popaść w depresję a na to nie mam ochoty. Zatem początek lata. Odkrywam, że moje ulubione barwy w ogrodzie to odcienie fioletu. Połączenie fioletu i różu działa na mnie uspokajająco. A późnym latem lubię żółcie i czerwienie. Nie lubię pomarańczowych kwiatów, z wyjątkiem aksamitek które mogłyby mieć inny kolor ale są to tak doskonałe rośliny, że wybaczam im tę barwę. Wracając do lata, fiolet przełamany żółtym też świetnie wygląda ;) 
A w warzywniku inwazja chwastów, niestety.

Zawsze na początku wakacji mam koszmarny sen o tym, że właśnie skończyły się wakacje. Mam nadzieję, że w tym roku moja podświadomość będzie bardziej litościwa.

czwartek, 20 czerwca 2013

Fajną książkę kupiłam

Łukasz Łuczaj wydawał mi się, szczerze mówiąc, wariatem. Na kanale Kuchnia zachęcał do jedzenia rzeczy niejadalnych, np. żołędzi. Hippis to, czy kloszard, ekolog czy oszołom, nie umiałam rozstrzygnąć. Podobała mi się idea bycia blisko natury, ale nie wiedziałam, czy się aby nie otruję, jedząc rzeczy które pan ów proponuje. Ale potem przeczytałam o nim w "Werandzie Country" i się okazało, że facet jest specjalistą od dzikich roślin, żadnym tam oszołomem. Pan Łuczaj jest doktorem habilitowanym biologii, więc chyba można mu zaufać. W każdym razie ja zaufałam. I gdy wczoraj zobaczyłam w Empiku jego książkę, od razu wzięłam do ręki. Cena powala - 64,90 zł. Ale środek zniewala. Książka wydana jest przepięknie i bardzo starannie. Przy każdej roślinie jest jej zdjęcie, rysunek, zdjęcie rośliny podobnej, okres zbioru, miejsce występowania, opis jadalnych części i właściwości farmakologiczne, użytkowanie tradycyjne i nietradycyjne oraz kilka przepisów. To prawdziwa encyklopedia roślin dzikich. Od razu poszłam do kasy! Tam okazało się, że zapłacę tylko 48 zł, bo na tę książkę jest zniżka. To się nazywa interes życia!
Wszyscy wiedzą, że pokrzywa i szczaw są jadalne, ale okazuje się, że także bluszczyk kurdybanek, szczawik, wrotycz, rdest, skrzyp i wiele innych chwastów oraz berberys, sosna, brzoza, lilia, lipa... - co najmniej połowę z tego mam w swoim ogrodzie, więc z głodu, zdaje się, nie umrzemy tego lata ;)))


wtorek, 18 czerwca 2013

Pomiędzy wiosną a latem

Na parapecie stoją cztery słoiczki dżemu truskawkowego, trzy rabarbarowo-waniliowego, kilka syropów z pędów sosny. W garze gotuje się następny dżem. Zebrałam dziś dwie łubianki truskawek, wczoraj i przedwczoraj podobnie. Fascynujące, że pomimo przydługiej zimy, są o czasie. Chociaż mogłyby się nie pojawiać tak wszystkie naraz, bo nie daję rady ich przerabiać, a jeść chyba nie mogę.

Zakwitły pierwsze róże, a kolejne mają pąki. Porzeczki i agrest mają już owoce, choć jeszcze niedojrzałe. Zbieramy własną sałatę i rzodkiewkę.


Mam szesnaście bąbli na prawej nodze, osiem na lewej i kilka na na plecach, ale nie umiem sama policzyć ;) Obie ręce po łokcie w swędzącej wysypce (chyba jednak mam alergię na truskawki). W podręcznej apteczce Allertec, wapno, Fenistil w żelu i kroplach, tabletki na alergię i maść sterydowa. 

Wielkimi krokami nadchodzi lato.


sobota, 15 czerwca 2013

Nigdy nie wrócę do miasta ;)

W ogrodzie feeria barw, coraz to nowa. Aktualnie kwitną powojniki, róże, piwonie, macierzanka, naparstnice, goździki brodate, żurawki, żylistek, wiesiołek, jaśminowiec... Już prawie-prawie zakwitły rozchodniki i rojniki oraz hosty. Szaleństwo.


Skalniak zarósł jak dziki, niemal nie widać kamieni. Wolę jak jest trochę bardziej surowy, ale teraz nie wyrwę nadmiaru, niech kwitnie:

Hosty też mam bardzo piękne, choć zupełnie nie wiem, dlaczego ja je tak lubię, w sumie to kupa liści a kwiaty takie sobie. Ale lubię je bardzo. Tutaj z bergenią i przywrotnikiem ostroklapowym:


Cieszę się, że tu mieszkam! Zobaczcie, jaka sielanka:

Tylko komarów dużo. Cóż, inaczej byłoby zbyt cudownie, a to zawsze podejrzane ;)

czwartek, 6 czerwca 2013

W biegu i pomiędzy

Pomiędzy pracą a pracą, pracą a domem, pracą a gośćmi (sezon się zaczął), pracą a dziećmi. Na Miłego nie mam czasu, z wzajemnością. Na wolny czas nie mam czasu, z wzajemnością. Dla siebie nie mam czasu także. Generalnie lubię pracować, nawet bardzo, i cieszę się że wróciłam do świata dorosłych. Jednak fajnie byłoby uszczuplić nieco stos książek do-przeczytania, albo wypić wino w Miłym towarzystwie bez wyrzutów sumienia i stresu pt. "nie wyrobię się z robotą". Ale idzie ku lepszemu, semestr się kończy, może więc uda się wygospodarować choć jedną noc w tygodniu na sprawy nie-pracowe. Oby. 

Wrzucam zdjęcia robione w biegu, pomiędzy jedną a drugą ulewą.
Obiecany skalniak, w hurcie i detalu:

Prezent, jaki sprawiliśmy dzieciom w dniu ich święta; docelowe miejsce: domek na drzewie, Miły już go robi!

A poza tym - nadal specjalizuję się w wypiekach drożdżowych, poniżej brioszki z masą kajmakową z przepisu Liski. Smacznego.

A deszczom już dziękujemy.