jesień

jesień

wtorek, 30 kwietnia 2013

Przekwitły krokusy, zakwitły fiołki

Różne rodzaje fiołków. W różnych, czasem nieplanowanych miejscach, jak to u nas. Patrzę i oczy pasę tym widokiem. Leczy to moje umęczone ciało i zmartwiony umysł. Dzisiaj dzień kryzysowy, daje znać o sobie kilkumiesięczne zmęczenie, praca od 22.00 do 1.30 i 5 godzin snu (do tego nie w jednym kawałku). Nie wiem, co to czas dla siebie. Nie wiem, co to wolne. Ale to minie, najważniejsze że jest wiosna. Przejdą chmury, wyjdziemy na podwórko - bo na spacer nie mam motywacji przy takiej przestrzeni wokół domu. Będzie dobrze. Zakładając, że Budda raczy zasnąć choć na pół godziny. 


Miły ostatnio posadził ziemniaki, po czym sam siebie ogłosił Prawdziwym Burakiem ;)))) 


Czego i Państwu życzę :)




niedziela, 21 kwietnia 2013

Jezu, jak się cieszę...

Jedenaście dni temu było full śniegu. Znikł w trzy dni, choć wydawało się to niewiarygodne. Ponieważ jednak znikł tak późno, mamy na działce i w domu dwa miesiące do zrobienia w miesiąc. W zasadzie jednocześnie trzeba było zwertykulować, zgrabić i nawieźć trawnik, przyciąć przerośnięte i przemarznięte gałęzie drzew i krzewów, zdjąć z roślin osłony zimowe, posiać marchewkę, pietruszkę, posadzić dymkę, posadzić bratki... A jeszcze różom kopczyki trzeba rozkopać (czekam na cieplejsze noce), umyć w domu okna, wymienić w szafach garderobę na wiosenną, zaimpregnować huśtawki... Nie wiadomo, w co ręce włożyć. Ale nic to. Po pierwsze cieszę się jak szalona, że już nareszcie i na pewno jest wiosna, a po drugie - wrzuciłam na luz. Nie wyrosną buraki czy pory, trudno. Będę miała brudne okna, trudno. Nie jestem cyborgiem i nie daję rady ogarnąć wszystkiego. Czy muszę?

Na działce - podwórku - polu, co kto woli,  jest tak cudnie, że po raz tysiąc pięćset sto dziewięćsetny ucieszyłam się, że nie mieszkam już w bloku (nie przyjmując chwilowo do wiadomości istnienia problemu kredytu do spłacenia):


W domu skończyły się wolne parapety, mimo zakupionego specjalnie regału na sadzonki:

Za nami już pierwsze wiosenne zakupy ogrodowe:

Niestety, nie byłabym sobą, gdyby mi wiosną na mózg nie padło. Otóż kupiłam sobie czarne szpilki. Z tym, że ja szpilek nie noszę, jeśli obcasy, to wyłącznie na koturnie. No więc mam szpilki. W sumie to i tak lepiej niż onegdaj, kiedy to przez wiele, wiele lat co roku na wiosnę odczuwałam nieprzepartą chęć obcięcia sobie własnoręcznie grzywki, co zresztą czyniłam. Obecne "padnięcie na mózg" przynajmniej sprawia, że wyglądam lepiej, a nie gorzej... Ale ów zakup ostatecznie przesądza kwestię wiosny. Otóż wiosna w pełni, proszę państwa. I choć dziwnie nieco wygląda, gdy jednocześnie kwitną prymule i tulipany, to nic nie szkodzi. Wiosna rulez! 

niedziela, 14 kwietnia 2013

Coraz śmielej cieszę się wiosną

Na początku nie dowierzałam, ale rośliny wiedzą lepiej. I owady - w krokusach był dziś ogromny ruch! Kupiliśmy bratki. Wyłażą tulipany i czosnki ozdobne, w przedziwnych miejscach, bo jak zwykle po posadzeniu ich jesienią natychmiast zapomniałam, gdzie i co. Przynajmniej mam niespodziankę. Jest tyle pracy w ogrodzie, że nie wiadomo, za co się zabrać, ale - jest cudnie!

piątek, 12 kwietnia 2013

Golono, strzyżono, śnieg grabiono...

Perukowiec zarósł jak dziki, trzeba go było mocno przyciąć:
 I wrzosy do pilnego przycięcia były:

A śnieg naprawdę grabiłam, dzięki czemu szybciej stopniał:
Nareszcie wiosna.

środa, 10 kwietnia 2013

Zimowy Dzień Świstaka

O ile się nie mylę, dziś jest dwudziesty pierwszy dzień wiosny. A u nas na wschodzie wciąż zima. Wprawdzie w niedzielę była jakaś nadzieja na wiosnę, bo pomimo śniegu było pięknie...
I wprawdzie wczoraj, gdy wychodziłam z pracy o 19.30, nie było jeszcze całkowicie ciemno a jakiś ptak pięknie gwizdał...

Niestety, dzisiejsza aura pozbawia mnie energii i nadziei na lepsze jutro.

Uch, jak to przetrwać?
.
.
.
.
.
.
.
.
Ale wiecie co? Ależ ja mam piękne córki!



poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Jak przetrwać zimę, zwłaszcza gdy jest na wiosnę

Zima wiosną to nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej, mówiąc delikatnie. Mówiąc wprost, omal nie oszalałam. Na szczęście znalazł się sposób na to, żeby przetrwać tę beznadzieję i nie przekroczyć cienkiej czerwonej linii. 
Wyjechaliśmy. 
Do ludzi, których kochamy, a którzy mieszkają 400 km od nas. W normalnym kraju tę odległość pokonalibyśmy w 4, góra 4 i pół godziny, w naszym kraju zajęło nam to 6 i pół, ale było warto. 

Ludzie, których kochamy, wyglądają tak:
I robiliśmy u nich to:
Co prawda nie wszyscy. Niektórzy wlewali w siebie piwo oraz się objadali, ale na szczęście Córka tego nie zarejestrowała. Przynajmniej nie na papierze ;) 
Ale zaprawdę, powiadam wam - nie ma jak piwo w dobrym towarzystwie :)

No i proszę - wróciliśmy a tu wiosna.
Co prawda nie u nas, ale w końcu i tutaj śnieg stopnieje. Temperatura i aura już wspaniałe, oby tak dalej. Piwo pomogło!


wtorek, 2 kwietnia 2013

Przeczytałam "Żarna niebios"

Jako dziecko wierzyłam, że mam za plecami Anioła Stróża i chętnie recytowałam przeznaczoną specjalnie dla Niego modlitwę. 
We wczesnej dorosłości zdarzyło się kilka sytuacji, podczas których pomyślałam, że Stróż nadal gdzieś przy mnie jest, bo po raz kolejny uratował mi życie. 
Teraz, w nieco bardziej zaawansowanej dorosłości nie wierzę już w anioły. Ale chciałabym w nie wierzyć, może dlatego z tak wielką przyjemnością przeczytałam książkę Kossakowskiej. Już pierwszy rozdział wciągnął mnie tak bardzo, że kiedy się okazało, że nie jest to rozdział, lecz opowiadanie, bo książka nie jest powieścią, tak się rozczarowałam, że aż nią rzuciłam! Ale zwyciężyła ciekawość i wróciłam do lektury. Im więcej opowiadań przeczytałam, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że nie jest to zbiór opowiadań :) W pewnym sensie książka jest powieścią, bo historie tworzą dość spójną całość. Napisane jest to bardzo sprawnie, ale jeśli spodziewacie się historii o uduchowionych, blondwłosych bezpłciowych istotach odzianych w koszule nocne, to się bardzo zdziwicie. Anioły u Kossakowskiej ćpają, kradną, zabijają, buntują się, kochają na zabój, poświęcają życie dla Jasności, wchodzą w układy z Demonami... Są niczym ludzie, ale moim zdaniem, o wiele bardziej interesujący ;) Nie ma tu prostych rozgraniczeń dobro-zło, wszystko jest relatywne a przez to bardzo prawdziwe. Mnie się podobało BARDZO i nawet teraz, gdy zamykam oczy, widzę zakrwawioną twarz Daimona Freia walczącego z oddziałami Cienia...