jesień

jesień

wtorek, 20 sierpnia 2013

Bolesny powrót z Bieszczadów

W górach jest wszystko co kocham 
Wszystkie wiersze są w bukach 
Zawsze kiedy tam wracam 
Biorą mnie klony za wnuka 

                             (Jerzy Harasymowicz)

W Bieszczadach byliśmy sześć dni, a wspomnień jest na co najmniej 12. Jakoś nie mogę się pozbierać po powrocie. Rozpakowujemy się już dwa dni. Ogórki, śliwki, maliny, cukinie, pomidory, kalarepki, fasolka wołają o przetworzenie. Na domiar złego, przetwory robione przed wyjazdem okazały się po przyjeździe przetworami cieknącymi, więc od początku muszę je pasteryzować (nie sprawdza mi się pasteryzacja na sucho w piekarniku). Wracając do Bieszczadów - niepowtarzalne połoniny, smutne dzieje, opuszczone wsie, dzika przyroda, tłumy turystów (na szczęście nie wszędzie i głównie w wakacje). Ustrzyki Górne od lat tak samo zadupiaste, Chatka Puchatka na Wetlińskiej jak zawsze obrzydliwie paskudna. I ogólna refleksja - brak internetu, telewizji, billboardów i (chwilami ale jednak) zasięgu telefonii sprawia, że odpoczywa się na maksa. 

Uwielbiam tu wracać.

2 komentarze:

  1. Aż dech zapiera. Takie widoki sprawiają, że chce się żyć.
    Tak bym się chętnie wyrwała z miasta, choć na dzień, choć na kilka dni... i nie mogę :-(
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super tam jest, nie? Kocham bieszczady!

    OdpowiedzUsuń