jesień

jesień

poniedziałek, 1 lipca 2013

Wstępna korekta przedogródka i zdjęcia robione cichaczem

Jak zapewne pamiętacie, przedogródek mój mocno chaotyczny jest. Poprzedni właściciele mieli róże i przebiśniegi, niestety róże przemarzły a ja w pierwszym sezonie sadziłam wszystko, co mi się podobało. Czarcią Miotłę od wujka-ogrodnika (to ten mały iglak). Pełniki od cioci. Różowe dzwonki o nieznanej nazwie od innej cioci. Wiesiołka, co ma korzenie niczym perz i podagrycznik razem wzięte. Prymule. Macierzankę. Osobiście kupioną lawendę i perowskię a w tym roku bratki. A pomiędzy rosły sobie chwasty w dużych ilościach. W końcu powiedziałam 'dość' i wzięłam się do pracy. Choć oczywiście niczego oprócz chwastów nie wyrwałam. Ale zrobię to. Wiesiołka stąd wyrzucę, zostawię głównie róże i lawendę. Mieczyki, które gdzieniegdzie widać i nie wiadomo skąd się wzięły, też wywalę (przeniosę). Ale to wszystko jesienią, dziś 'tylko' odchwaściłam i wysypałam korą. Zmęczyłam się przy tym bardzo.
No i wizualnie lepiej, choć nie idealnie.
To zdjęcie z południa na północ, widać Czarcią Miotłę na środku.
 Przyznaję, że wszystkie rośliny wyglądają lepiej na takim tle. 
A tu zdjęcie z północy na południe, widać jak wiesiołek (ten żółty) zdominował rabatę. A ta niewielka jeszcze róża na pierwszym planie jest czarnego koloru, jakbyście nie zauważyli. Musi to być czarny, takie kupowałam w ogrodniczym ;)
Pod płotem mam też korę wokół jałowców, i moim zdaniem znacznie lepiej wygląda kora do iglaków niż do róż, ale chwilowo nie mam lepszego pomysłu. I tak, wiem, że trawa znowu do koszenia.
Kora tu, kora tam... Trochę nudno, nie uważacie?

A zdjęcia robione cichaczem, to niedokończone jeszcze dzieła Miłego. Skorzystałam z okazji, gdy był pod prysznicem i cyknęłam fotki. Miły mi zabrania publikować tego, co niedokończone, ale mnie się to już strrrrasznie podoba! Zdjęcia robiłam o zmroku, stąd takie dziwne kolory i nieco złowrogi nastrój.
Oto domek na drzewie, wstępnie zaimpregnowany:
I kompostownik. Miły zbierał się dwa lata, modził, kombinował, aż w końcu wymyślił. I zrobił w pół godziny (jeszcze nie ma przedniej ścianki, żeby łatwiej było przerzucić pryzmę). Wydaje mi się, że pomogło to, że powiedziałam żeby nie robił, bo można kupić w Obi za 300 zł, i żeby się nie męczył. Tego już Miły nie zdzierżył ;)
Powoli ogród zaczyna wyglądać tak, jak sobie wymarzyłam. Bardzo mnie to cieszy!

2 komentarze:

  1. Zupełnie przez przypadek zajrzałam na Pani bloga i przeczytałam tekst z 2011 r. o wadach i zaletach mieszkania na wsi. Mieszkam od niedawna na podwarszawskiej wsi i zgadzam się, że zalet jest mnóstwo (kawka, tara, dużo miejsca :-)), ale i wad nie mało. I wcale nie chodzi o ciągłe sprzątanie. Wadą jest sama wieś. Przeprowadzając się na wieś zupełnie nie wzięłam pod uwagę jednego: mentalności polskiego chłopa (bo nie rolnika, czy farmera - to nie ta kategoria), czyli śmieci wyrzucanych za płot, zagłodzonych psów na metrowym sznurku, szamba wylewanego na pole itp., sąsiadów czujnie wyglądających zza firanek i oplotkowujących każdy nasz ruch. Sąsiadom przeszkadza nawet to, że nie koszę trawy jak pod pole golfowe, za to potrafią wyciąć wszystkie sosny rosnące na polu, bo to "chwast panie taki, że się potem nie pozbędzie". I tak sobie mieszkamy, okoliczna ludność i napływowi z miasta. A mówią, że to mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus.... :-)

    OdpowiedzUsuń