jesień

jesień

poniedziałek, 4 lutego 2013

(Czarny) humor na dziś

Zaufały nam miliony kurczaków! przeczytałam na samochodzie mijanym w Mieście. Było to ... hasło reklamowe firmy drobiarskiej z okolicznej miejscowości. Zatem: zaufajcie nam, a my poderżniemy wam gardła, można by tak owo hasło rozwinąć. Gratuluję taktu, wyczucia i inteligencji. 

Humorystyczne jest też to, choć nie aż tak jak powyższe, że poszłam dziś do pracy - w końcu mam przerwę w urlopie. Na uczelni trwa sesja egzaminacyjna. Studenci zupełnie mnie nie potrzebują, albowiem nie miałam z nimi w tym semestrze zajęć, tym bardziej egzaminów. Ale do pracy pójść musiałam. Było zresztą bardzo przyjemnie - była ze mną Budda, która, jak się okazało, ma doskonałą wersję demo - rozdawała uśmiechy na lewo, prawo i pośrodku. Mądre dziecko, dba o dobre postrzeganie mamusi w firmie ;)

Starsza ma dziś bal maskowy. Zrobiliśmy własnoręcznie kostium kota. Legginsy z przyszytym ogonem zrobionym z futrzastego kołnierza od kurtki, czarna tunika i czarny bezrękawnik a na twarz "kocia" maska - szablon znaleziony w sieci, pomalowany czarną farbą olejną, z przyklejonymi wąsami wyciągniętymi ze szczotki do zamiatania. Wygląda super. Tylko że wszystkie inne - albo znakomita większość - dzieci ma stroje kupowane. Ciekawe, jak tę konfrontację zniesie Córa i czy to w ogóle będzie dla niej problem. Dla nas przez chwilę był, przyznaję. 

Ale przyznaję również, że finansowe ograniczenia rozwijają u nas twórczość oraz zabijają konsumpcjonizm. Myślę, że to całkiem dobra zamiana.

Ograniczenia finansowe powodują również, iż Budda ma zupki gotowane a nie ze słoiczków. Nie jestem przeciwniczką gotowych dań dla niemowląt, a przynajmniej nie byłam w poprzednim wcieleniu matki niemowlaka. Ale teraz, póki mam czas i możliwości, gotuję własne, absolutnie pewne i ekologiczne marchewki i dynie. Od przemiłych sąsiadów przed chwilą dostaliśmy buraki, selery i ziemniaki. (Czyham na królicze zwłoki od drugiego sąsiada). Budda wcina, aż miło :)

3 komentarze:

  1. Bądź dobrej myśli, nasza maska anubisa została okrzyknięta odkryciem balu. Rozwijajcie więc twórczość i zabijajcie konsumpcjonizm w pokoju. U nas zarządzanie kryzysowe i ziółka (nie mylić z ziołem). Zjadłabym Twojego marchwiowego...

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę,że córcia bawiła się świetnie.
    Najfajniejsze stroje są zrobione w domu i koniec!
    Bardzo dobrze,że Budda jada takie swojskie przecierki,to jest to i to się ceni!



    OdpowiedzUsuń
  3. Moje dzieci też miały robione stroje (ach, gdzie te czasy) i zwykle wzbudzały nimi podziw i zainteresowanie. Były oryginalne, a nie któreś z kolei - trzeci pirat, czwarta księżniczka, itd...
    Zaś ograniczenia finansowe odkryły w nas ogromną inwencję i przekonujemy się, że teraz jemy bardziej różnorodnie niż w czasach bogatszych. Oczywiście dzieje się to za cenę stania przy garach i zmęczonych rączek, ale - coś - za coś.

    OdpowiedzUsuń