jesień

jesień

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Bilans prac świątecznych

Choinka dawno ustrojona. 

Ozdoby z masy solnej wysuszone ale nie dokończone.

Okna brudne.

Dokumenty nie poukładane.

Garderoba nadal zabałaganiona.

Wysłanych kartek świątecznych: zero.

Pierniczki upieczone, ale jakieś niedobre.

Śledzie zrobione.

Schab maceruje się w lodówce.

Prezenty kupione, ale nie spakowane.


Jak widać, nie zrobiłam prawie nic. 

Nie jestem Superwoman, psiakostka. Ale jakoś mnie to mało rusza. 



czwartek, 19 grudnia 2013

Łyżka miodu w beczce dziegciu ;)

Na szczęście, mojego żywota nie wypełniają wyłącznie obowiązki, zaległości i zepsute sprzęty (choć ostatnia stłuczka potwierdziła teorię o laleczce voodoo). Mój żywot składa się także z radości, ostatnio niewielu, ale tym bardziej cenionych. Totalne zmęczenie pracą utrudnia weselenie się, ale bardzo się staram celebrować każdą miłą chwilę. I choć nie spodziewam się sielankowych świąt, to niezmiernie, z każdą chwilą coraz bardziej raduje mnie fakt, iż do pracy pójdę... uwaga, uwaga... 8. stycznia!!! Mam dwadzieścia dni wolnego. W mojej robocie nie jest to stuprocentowy reset, bo przy komputerze siedzę codziennie, ale sam fakt, że nie-muszę-tam-iść-i-produkować-się-dla-studentów-i-przełożonych jest dość zachwycający, nieprawdaż?

Ponadto dziś moje dziecko dostało niezwykły prezent od Niezwykłej Kobiety. Im dłużej na niego patrzę, tym bardziej się nim zachwycam. Im dłużej na niego patrzę, tym większą mam ochotę wyrzucić wszystkie plastikowe zabawki.


Każda część tej choinki jest zdejmowalna, ponieważ jest to zabawka typu "wieża". Jak dla mnie - esencja pomysłowości, talentu, ekologii i "wiejskości". I jak tu się nie radować?


Niespecjalnie raduje mnie natomiast fakt, iż skumulowane zmęczenie sprawia, iż nie potrafię sklecić poprawnego gramatycznie zdania. Mam nadzieję, że się poprawię w tej kwestii.

piątek, 13 grudnia 2013

Ostatnia prosta (?!)

Za mną kolejny, 10-godzinny dzień pracy. Kolejne wyrzuty sumienia, że nie widzę się z dziećmi przez cały dzień. Ale to już końcówka, już basta, za chwilę będę świętować.

Jeszcze tylko napiszę dwa artykuły.

I odbędę siedmiogodzinne zajęcia.

Jeszcze tylko umyję okna, poukładam dokumenty i zrobię porządki w garderobie.

I jeszcze książkę dokończę.

I sprawdzę jakieś siedemdziesiąt testów, oraz ułożę kolejne, na inne kolokwia.

Aaa, i jeszcze trzeci artykuł by się przydało sklecić.

I jak już to wszystko zrobię, to zostanie mi jeszcze dosłownie kilka drobiazgów: kompletowanie i pakowanie prezentów, pisanie i wysyłanie świątecznych kartek, pieczenie pierniczków po raz czwarty, bo trzy poprzednie tury "się zjadły", i jeszcze parę rzeczy do pracy.

I już wtedy będę mogła świętować. Zakładając, iż nie okaże się niespodziewanie, iż Nowy Rok już minął ;)

niedziela, 8 grudnia 2013

Jestem absolutnie zaskoczona

"Ksawery" już sobie w cholerę poszedł, ze swoimi przerażającymi podmuchami wiatru, niestety zostawił pokaźny pakunek białego paskudztwa, zwanego przez niektórych białym puchem. Jestem owym "puchem" głęboko wstrząśnięta, nie spodziewałam się albowiem żadnego śniegu o tej porze roku. Patrzę przez okno i oczom nie wierzę. No wiem, wiem, że jest grudzień, nie straciłam kontaktu z rzeczywistością, ale... śnieg? Przecież grudzień to miesiąc bezśnieżny! Znajomi pukają się w czoło, gdy to mówię, i nawet Miły patrzy na mnie z rozbawieniem vel troską, ale ja tam swoje wiem. Zima zaskoczyła mnie totalnie. Choć nie jestem z zawodu ... no wiecie kim :) 
Z tego wszystkiego ubrałam dziś choinkę. Jak zima, to choinka. 

Liczę jednak na odwilż, w końcu mamy jesień ;)))


czwartek, 5 grudnia 2013

Niepokojąca prognoza

"Przewiduje się wystąpienie silnego wiatru o średniej prędkości od 30 km/h do 50 km/h, w porywach do 100 km/h. Wiatr południowo-zachodni, w nocy z czwartku na piątek skręcający na zachodni. Maksymalne porywy wiatru spodziewane są w drugiej połowie nocy z czwartku na piątek oraz w piątek. Wiatrowi okresami towarzyszyć będą przelotne opady śniegu, co spowoduje występowanie miejscami zawiei śnieżnych. 
Prawdopodobieństwo wystąpienia zjawiska: 90% "

Jak na złość, zarówno w piątek, jak i w sobotę będę musiała jechać do pracy (w oba dni na 9 godzin, jak w manufakturze, psiakrew). Mam nadzieję, że dojadę. I że wrócę.

Boję się tego wiatru.

czwartek, 28 listopada 2013

Lubię :)

Szaro, mokro, zimno, wietrznie. Nareszcie porządny listopad :)

I mgły, rano i wieczorem. Uwielbiam mgły.

W tym roku nie przeszkadza mi nawet to, że dzień coraz krótszy. Ostatnio pomyślałam, że te ciemności o godzinie 17.00, 16.00, za chwilę 15.00 sprawiają, że rzeczywistość staje się mniej rzeczywista. Miasto zdaje się być senną marą, ludzie - zjawami, życie - tylko wyobrażeniem. I już nie myślę, że polarne noce to coś okropnego, zaczynam rozumieć, że ciemność można zaakceptować. Zwłaszcza, że tylko w ciemnościach można docenić piękno światła...

Lubię dżdżysty listopad, bo tylko wtedy zupa z dyni i ciasto drożdżowe smakują nieziemsko :)

piątek, 22 listopada 2013

Nieszczęścia chodzą... czwórkami i w ósemkach :/

Najpierw padł mój sześcioletni laptop, narzędzie pracy.
Następnie zepsuł się samochód, łącznik ze światem i narzędzie pracy.
Potem odmówił posłuszeństwa router.
Następnie laptop, rzekomo naprawiony, okazał się być ciągle zepsutym.
Router nawet nie raczył dać się naprawić.
Samochód dla towarzystwa popsuł się ponownie.

Wczoraj przestał działać pendrive.
A ekspres do kawy wywalił korki w całym domu.

Nadchodzące dni napawają mnie więc niejaką zgrozą a pobladłe z przerażenia usta mamroczą co rano: "co jeszcze, k..., co jeszcze?!"

Nie lubią nas bogowie, mamy pecha, taka nasza karma czy może ktoś się bawi laleczką voodoo?

piątek, 15 listopada 2013

No i nadszedł w końcu ten dzień...

Dzień, którego zaszroniony poranek zweryfikował nasze poglądy na to, że może w tym roku zimy nie będzie. Który skonfrontował nas z faktem, że - jakkolwiek dziwne i niespodziewane się to wydaje - NAPRAWDĘ jest już połowa listopada, półtora miesiąca do końca 2013 roku, 39 dni do wigilii. Jak zwykle, jesteśmy srodze zaskoczeni.
Zaskoczenie i niejaka melancholia wymieszana z przed-przedświąteczną paniką nie przyćmiła jednak faktu, iż okoliczności przyrody są aż nazbyt piękne.


Szron znikł, słońce świeci, jakby zapomniało, że to listopad a ja miotam się pomiędzy hippisowską chęcią wybiegnięcia w stronę owego słońca a drobnomieszczańską obawą przed wyściubieniem nosa na TAKIE zimno. To ja może później wyjdę. Wiosną na przykład ;)

czwartek, 7 listopada 2013

Nie jest źle

Pogoda nienajgorsza, choć wyraźnie chłodniej niż tydzień temu. Szybko robi się ciemno, ale w tym roku mi to za bardzo nie przeszkadza. Szkoda tylko, że tak dużo pracuję, ale cóż... trzeba zacisnąć zęby i wytrzymać, ciesząc się maksymalnie tym, czym się tylko da :)

czwartek, 31 października 2013

U progu listopada

Czuję się dopieszczona a nawet rozpieszczona przez październik. Prymulom tak przygrzało, że zakwitły - poczuły wiosnę?! Jest cudownie!


czwartek, 17 października 2013

W kolorach złota i miedzi

Z góry przepraszam za nadmierną ilość zdjęć, ale nie mogłam się zdecydować, co wyrzucić.



I moje Złotka :)

wtorek, 8 października 2013

Rekoloryzacja przed monochromią

Preludium czarno-białego świata. Na razie jeszcze kolorowo, ale nie jest to już wrześniowa feeria.

Orzech zgubił liście. Dzięki temu chryzantemy będą miały trochę słońca.

 Musiałam już wyrwać aksamitki. Zrobiłam to z żalem.
 Pompony powojników. Cudne, prawda?
 Przekwitłe rudbekie. Takie też ładne.
 A róże kwitną, jakby nigdy nic.
Posadziłam dziś jakieś 50 cebulek tulipanów. A to się nornice ucieszą!

czwartek, 26 września 2013

Zmiany różne, kwadratowe i podłużne ;)

Nareszcie udało mi się sfotografować to i owo. Na pierwszy ogień tzw. stary ogród, bo w nim wiele zmian. Pokazuję stan przejściowy, albowiem zamierzamy tu wcisnąć jeszcze 8 róż (w tym 4 pnące), będą po 15. października. Pośrodku widać piwonie, fachowo przeze mnie przycięte na zimę. Piwonie i bukszpany to jedyne co zostawiliśmy w tym miejscu. No i jeszcze prymule, jest ich całe mnóstwo. Tam gdzie kora, posadziłam mnóstwo cebulowych, np. puszkinie, cebulice, różowe i białe szafirki, śniedki, szachownice. Mam jeszcze do posadzenia kilkadziesiąt cebul tulipanów i krokusy. Z krokusami powinnam się bardzo pośpieszyć, kurza twarz.

Po lewej, północnej stronie posadziliśmy kilkanaście tawułek japońskich, strasznie mi się podobają od tego roku ;)
A poza tym - jesiennie. Czerwienią się winobluszcze i truskawkomalina (nie wiem, czy będzie smaczna, ale przynajmniej jest ładna jesienią):
Rosną dynie, chociaż bardzo słabo owocują, chyba było im za zimno tego lata. Parę jednak jest, np. ta:
Jeśli dobrze pamiętam, to nazywa się ona WHANGAPARAOA CROWN, uroczo, nieprawdaż? Hokkaido Blue niestety nie ma. 

Owocują dzikie róże, rośliny doskonałe:

A poza tym - zimno i smutno. Staram się nie popadać w przygnębienie, ale jakoś się nie mogę przestawić na jesień. Chociaż jesień bardzo lubię. Ale mam wrażenie, że przed chwilą było 35 stopni ciepła, a tu nagle zrobiło się 12! Ja się nie zgadzam! Wrzesień powinien być ciepły! Może chociaż październik będzie przyjemny? Albo i listopad? Cóż, pomarzyć można...


piątek, 20 września 2013

Rozpierducha

Gdy kupiliśmy dom na wsi, uważaliśmy że piec węglowy to świetne rozwiązanie. Tanio, wygodnie, praktycznie. Pierwszy sezon grzewczy sprawił, że zaczęliśmy w to wątpić. Po drugim mieliśmy dość. Po trzecim powiedziałam, że podpiszę pakt z diabłem żeby tylko zmienić ogrzewanie na gazowe. Na szczęście żaden szatan się wtedy nie zgłosił z ofertą, chyba że za takiego uznać Pana Gazownika, Projektantkę zwaną Dziunią czy Kominiarza ;) Albowiem właśnie to zrobiliśmy. Działka przekopana, trawnik zmasakrowany, obwódki ceglaste wyjęte. W rurach już płynie gaz, niebawem będziemy mieli piec. A ja się zastanawiam, czy nie będziemy tego żałować...

Czekamy z niecierpliwością na lepszą pogodę, żeby zrobić porządki, choć przyznać muszę, że panowie bardzo ładnie po sobie posprzątali (no proszę, to faceci jednak umieją sprzątać??!). Ale muszę posadzić cebulki, porobić zdjęcia nowego starego ogrodu. I posadzić wrzosy (znowu kupiliśmy) i w ogóle nacieszyć się jesienią w ogrodzie. Niżu, spadaj!