jesień

jesień

środa, 28 listopada 2012

Mieć dynię i zjeść dynię

Zakochałam się tej jesieni. Nie jest to miłość od pierwszego wejrzenia, bo najpierw obiekt mej miłości wzbudzał we mnie dużą nieufność: z czym to się je? jak toto przyrządzić? Wysialiśmy w tym roku na próbę i ... wpadłam jak śliwka w kompot, albo jak dynia w zupę. Zakochałam się w dyni. Co prawda dopiero Bea oświeciła mnie, że jest bardzo wiele gatunków, bo żyłam w przekonaniu, że dynia jest pomarańczowa i ma dwie odmiany: dużą i ogromną ;))) Już wiem, że jest inaczej i zamierzam w przyszłym roku posiać jej trochę więcej i trochę innej. Choć klasyczna jest super. Po przejrzeniu przepisów - w internecie, a jakże - okazało się bowiem, iż dynię można jeść na słodko, słono i pikantnie. Jedliśmy w tym roku dyniowe zupy-krem z adżyką, dynię na mleku z zacierkami, trzy rodzaje dyniowych ciast, pasztet z dyni, zapiekankę makaronową z dynią, rozmarynem (bardzo pasuje!) i podsmażoną piersią kurczaka. Nie starczyło mi dyni na marynaty i na dziesiątki innych fascynujących potraw. Aktualnie mam w lodówce dwa małe kawałeczki dyniowej kuli i... szkoda mi ich jeść. A najbardziej kocham dynie za kolor! Jak się zrobi taką zupkę-krem z jasnymi warzywami to jej barwa jest absolutnie energetyzująca, rozgrzewająca i rozweselająca! Kto wie, może to jest mój patent na walkę z depresją? To znaczy był, bo dynia się niemal skończyła. I co ja teraz pocznę?
Pierniczki już z Córą piekłyśmy, połowa została "wyżarta", więc upiekłyśmy drugą porcję, z innego przepisu. Znalazłam go tu, i bardzo polecam, bo są to ciastka na mące razowej! Bardzo, bardzo słodkie i bardzo miodowe, więc można trochę pogmerać w proporcjach, jak ktoś lubi nieco bardziej wytrawne. 

A poza tym grabimy liście. I grabimy. I grabimy. Miły kończy studnię. Przekopuje kompost. Przesadza jedne drzewa i mocno przycina drugie (tak naprawdę są do całkowitego wycięcia, ale jeszcze dajemy im szansę). Nie okrywamy jeszcze roślin na zimę, bo wiele z nich ma jeszcze zupełnie zielone liście, np. róże czy budleja. Czekamy więc na konkretny mróz, który zresztą nadejść ma już niebawem...

W tzw. międzyczasie zajmuję się małą córką, ćwiczę z Dużą rolę Marii Panny do Jasełek a nocami piszę książkę o baśniach - i sprawia mi to ogromną przyjemność...

czwartek, 22 listopada 2012

Krew z krwi, kość z kości

Zawsze uważałam, że to cudownie mieć dwie, trzy albo nawet cztery córeczki, ale dla siebie planowałam tylko jedną.

No więc mam dwie ;) Kocham obie i ciekawa jestem, jakimi będą ludźmi. Temperamentalnie mamy przesrane (sorry). Córki nasze są dziećmi dominującej choleryczki i dominującego choleryka. Starsza już jest dominującą choleryczką, ciekawe jaka będzie młodsza ;)))


Najskuteczniejsze antydepresanty :)

wtorek, 20 listopada 2012

A czas sobie biegnie jak szalony

Nie pisałam od prawie dwóch tygodni, to niebywałe! Ale wcale nie dlatego, że mam depresję. Bo nie mam. Zawzięłam się i nie mam. Może będzie w styczniu ;))) A czas leci mi trochę na pracowaniu (urlop macierzyński niezupełnie "urlopowy"), na goszczeniu różnych gości (jak zwykle) i na matkowaniu. Niemowlak będzie miał za chwilę 4 miesiące, jak to się stało??? Najgorsze, że wkrótce święta, nie cierpię no i finansowy dół taki, że czasem brakuje na chleb. Cholernie mnie to martwi ale wciąż się nie daję - trzymam gardę! Tylko jak długo jeszcze wytrzymam?

czwartek, 8 listopada 2012

Polubić listopad

Lubię listopad, pisze Anna Wrońska, naczelna miesięcznika "Kuchnia". Listopadowe wieczory w Warszawie, kiedy zawijam się w koc i patrzę jak za oknem leje. Listopadowe weekendy we wsiowym domku w fotelu przed kominkiem (...) w listopadowe wieczory lubię wracać do przeczytanych już książek (...) A już listopadowe spotkania ze znajomymi i leniwe plotkowanie przy dobrym winie lubię najbardziej na świecie. wszyscy jakoś mają czas, nigdzie się nie śpieszą, bo przecież co to za różnica: szósta po południu czy pierwsza w nocy, tak samo ciemno.

Bardzo mi się ta argumentacja podoba, szczególnie ostatnie zdanie, podkreślone przeze mnie. Nigdy nie starałam się polubić jesieni, ani listopada, po prostu ODRUCHOWO, bezrefleksyjnie wpadałam w depresję. Jednak ostatnio stwierdziłam, że tyle samo energii pochłania bycie w depresji co nie-bycie. No dobra, w listopadzie może trzeba się bardziej wysilić, żeby się nie załamywać, ale wiecie co? Szkoda mi życia na snucie się po domu z grobową miną. I choć mam zarówno genetyczne jak i nabyte skłonności do depresji, to dziś mówię jej NIE. I muszę powiedzieć, że odkąd zaakceptowałam życie na wsi, to mniej mnie przeraża jesień i zima. Gdy się mieszka w bloku, w mieście, te pory roku wydają się bezsensowne, ale tutaj widzę ich wartość, sens zimowego odpoczynku i wiosennego odradzania się. Cztery pory roku są bardzo logiczne i człowiek w swoich cyklach umierania i odradzania się też bardzo do tych pór roku pasuje. W każdym razie taki człowiek jak ja. A jakie mam sposoby na utrzymanie dobrego nastroju, gdy na dworze szaruga? Bardzo proste. Po pierwsze, wyglądam przez okno i patrzę na pięknie przebarwione liście. Gdy zabraknie liści, będę się jak zwykle zachwycać ptakami. Wieczorami oglądamy wspólnie fajne filmy, ostatnio "Harry Pottera" (moja 5-latka się nie boi). Gramy w Jengę. Produkuję ciasta drożdżowe i pizze. Pijemy z Miłym nalewki naszej produkcji. Albo dobre wino. Uśmiechamy się do niemowlaka, który śmieje się do nas całą "gębą", nie mając pojęcia o listopadowej chandrze. Na początku grudnia zrobimy z Dużą Córką pierniczki. Potem będziemy łapać atmosferę świąt (przyrzekam, że w tym roku się postaram). Sylwestra spędzimy z przyjaciółmi. A potem będzie styczeń i luty, dla mnie miesiące najgorsze, ale coś na pewno wymyślę. Przede wszystkim dzień będzie coraz dłuższy. I jako matka karmiąca wciąż nie myślę o odchudzaniu - to jest dopiero przyjemne ;) A wy, jakie macie sposoby na jesienne smutki?



wtorek, 6 listopada 2012

Listopadowy las

Wciąż piękny, ale już wyraźnie przygotowuje się do zimowego snu. Zmarzliśmy strasznie, choć było plus 5 i ubraliśmy się porządnie. Ale ciała jeszcze nie przyzwyczajone do zimna. Prognozy tvnmeteo pocieszają, że do 20.11 będzie stosunkowo ciepło, więc może jeszcze jakieś grzyby się pojawią. Ostatnio były głównie niejadalne, choć parę podgrzybków znaleźliśmy. Przynajmniej mieliśmy co jeść...

poniedziałek, 5 listopada 2012

Prognozy na zimę


Amerykańscy meteorolodzy twierdzą (źródło: tvnmeteo.pl), że zima u nas będzie taka jak zwykle. Tylko co to znaczy??? Bo dla mnie typowa polska zima to ciepły i bezśnieżny grudzień, mroźny styczeń i luty ze śniegiem niewielkim. Dwa lata temu było śniegu po pachy. Rok temu bardzo ciepło przez dwa miesiące i bardzo mroźno w lutym. Jak będzie teraz? Wierzycie amerykańskim meteorologom? A może nie chciało im się robić dla Polski pomiarów i dlatego piszą, że będzie "normalna" zima?