jesień

jesień

wtorek, 25 września 2012

Studnia

Była paskudna, stała na środku działki, mogliśmy ją zrównać z ziemią ale Miły postanowił ją upiększyć. Nie wiem jak wy, ale ja jestem absolutnie zachwycona! Tak zachwycona, że wrzucam zdjęcia jeszcze niegotowej :-))))




Wczesna jesień w moim ogrodzie












Wiecie co? LUBIĘ JESIEŃ! Sama jestem tym zaskoczona, ale mieszkanie na wsi powoduje, że akceptuję wszystkie pory roku. Nagle widzę, że każda z nich ma swoje uroki, ale też każda jest potrzebna. Nadchodząca jesień zawsze wzbudzała we mnie melancholię, tak automatycznie. A teraz uważam, że to najpiękniejsza pora roku, nawet jak jest pochmurno. Oczywiście coraz krótsze dni i coraz niższa temperatura nie nastrajają optymistycznie, ale postanowiłam to zaakceptować. A jak jest ciemno, zimno i/lub deszczowo, to piekę ciasta, zwłaszcza drożdżowe, ale nie tylko. Szczególnie, że tej akurat zimy nie muszę (a nawet nie powinnam) pilnować diety, hurra! 

Co prawda pierwszego dnia jesieni było rano tak:

Zatem pierwsze palenie w piecu już za nami, tydzień wcześniej niż w ubiegłym roku. Tak się zafiksowałam na tym terminie, że mimo przenikliwego chłodu nie pozwalałam Miłemu rozpalać, ale w końcu, gdy kolejną noc z rzędu nie mogłam zasnąć z zimna pomimo nałożenia na stopy skarpetek, poddałam się. Na razie było to jedyne rozpalenie. Nie lubię pieca węglowego, marzę o ogrzewaniu gazowym. Może w przyszłym roku się uda...

sobota, 22 września 2012

Z notatnika rolnika, czyli sezon błędów i wypaczeń

W poprzednim, naszym pierwszym rolniczo-ogrodniczym sezonie cieszyliśmy się jak dzieci własnymi plonami: udało się wszystko, poza pomidorami. Oj, płakałam ja nad nimi, bo zaraza ziemniaczana w nie wlazła jak były tuż przed dojrzeniem. Ale mieliśmy mnóstwo marchewek, pietruszek, piękne pory i buraki, mnóstwo cukinii i fasolki, lasy kopru, wianki czosnku.

W tym roku nie udało się prawie nic. Marchewki i pietruszki wzeszły późno, więc ich mało a poza tym coś je żre, buraków garstka, pory też coś zaatakowało i wyglądają koszmarnie i nieapetycznie. Koper zaatakowały mszyce, dzięki czemu ugotowałam swego czasu garnek zupy mszycowej (fuj) a teraz, gdy mszyc nie ma, wcale się nie wysiał po raz drugi (w tamtym roku nie mogłam sobie z nim poradzić, tyle go było). Fasolki trochę mieliśmy, ale mniej, i posiana drugi raz już nie zdąży wydać owoców. Groszek cukrowy urósł jak głupi i nie miał go kto zbierać. Brokuły na grządkach nie wzeszły wcale, a pod folią owszem, ale nie zawiązały główek i na każdym piękna gąsienica była. Czosnek nie wiadomo dlaczego zawiązał maleńkie główki, cebula wielkości pomidorka koktajlowego.

Mieliśmy za to wspaniałe pomidory - bardzo dużo i pyszne, pod folią i pryskane często wywarami z pokrzyw i skrzypu. Plantacja pepperoni niczego sobie. Sporo cukinii i ogórków. Trzy sztuki dyni. Jarmuż, z którym nie wiem co zrobić. Tyle.

Czy to oznacza, że w przyszłym sezonie uda nam się wszystko, czy też nie uda nam się zupełnie nic? Na pewno wiemy już, że ziemię warto nawieźć obornikiem - ale nie wszędzie, bo np. buraki nie lubią. No i nie kupię już na pewno nasion cebuli, pora, selera, brokuła, kalafiora. Wolę mieć mniej warzyw, ale za to pewnych, i łatwych w uprawie. Pilnujcie mnie, żebym wiosną znowu nie straciła rozumu w ogrodniczym!

Tymczasem powinnam sadzić czosnek i cebulę, ale nie mam! Muszę jak najszybciej kupić!

czwartek, 13 września 2012

Utylizacji pepperoni ciąg dalszy: nalewka

Przepis podała mi mama przez telefon, nie wiem skąd go wzięła, ale na pewno nie z sieci.

NALEWKA Z PEPPERONI I KMINKIEM

1/2 l spirytusu
4 łyżki miodu
2 szklanki przegotowanej wody
4 ostre papryki bez pestek (małe)
1 łyżeczka kminku

Do gotującej się wody wsypać kminek, gotować 15 minut. Odcedzić, wystudzić do 40 stopni i dodać miód. Przykryć, odstawić na 24 godziny. Dodać spirytus. Do butelek włożyć pozbawione nasion papryczki, zalewać alkoholem. Odstawić na 30 dni.

Prawdopodobnie w smaku będzie ohydne, ale ta nalewka jest znakomita przy kłopotach trawiennych. Podobno. Zweryfikuję, jak zrobię i skosztuję.

Edit: Już wiem, skąd pochodzi przepis. To kartka z kalendarza z maja 2012 roku - właśnie znalazłam jej zdjęcie.

środa, 12 września 2012

Zima będzie OOOstra!!!

Przynajmniej u nas!


Dwa i pół kilo pepperoni zebrałam za jednym zamachem w naszym tunelu foliowym. Zostało jeszcze drugie tyle. To paręset sztuk papryczek! Wyhodowane z nasion papryczek kupowanych w supermarkecie! Mimo, że lubię jeść na ostro, to nigdy bym nie przejadła takiej ilości (zwłaszcza, że ich trwałość nie jest wieczna), gdyby nie przepis Moniki na adżykę. Dzięki, Monia! Zrobiłam na razie z kilograma i musiałam odpocząć. To znaczy wyleczyć poparzenia skóry, które się pojawiły mimo sprawiania papryczek w rękawiczkach! A dziś Córa dostała łyżeczkę, którą oddzielałam pestki od papryczek i owa łyżeczka po myciu w zmywarce wciąż parzy w język! Metalowa łyżeczka, dacie wiarę? Strach się bać tych pepperoni, a to przecież nie najostrzejsze papryczki na świecie... 
W każdym razie adżyka jest, pachnie pięknie, przyprawiłam ją oczywiście po swojemu ale nie odważyłam się spróbować, czy aby nie za słona ;)))

niedziela, 9 września 2012

Dwa lata na wsi - bardzo krótki bilans

Rok pierwszy: depresja z myślami samobójczymi.

Rok drugi: ciąża z zaskoczenia.


Ze zgrozą i trwogą myślę zatem o latach kolejnych ;)


Ale mimo wszystko - jestem tu szczęśliwa!


wtorek, 4 września 2012

Aksamitki

Aksamitki to kwiaty, których nie znosiłam. Nie dość, że wydawały mi się paskudne - brązowe! - to jeszcze śmierdzące. Ale oczywiście odmieniło mi się ;) Aktualnie są to jedne z moich ulubionych jednorocznych, bo: a) nie mają ŻADNYCH wymagań co do pielęgnacji, b) jest wiele odmian, kolorów, wzorów, wysokości i nawet zapachów, c) przyjmuje się blisko 100% wysianych nasion, nawet jeśli się je tylko rzuci na ziemię(sprawdziłam), d) jak się wysieją nie tu gdzie trzeba, można je przesadzić i bez problemu przyjmują się w nowym miejscu, e) kwitną od lipca do listopada, f) chronią ziemię przed nicieniami (szkodniki takie), g) rosną gęsto, a więc dobrze zasłaniają, osłaniają i ozdabiają. I podobno nie lubią ich krety ale to niesprawdzona informacja. Nawet mój Miły się zachwycił ostatnio aksamitkami, ze względu na ich gęste i ciemnozielone ulistnienie. A nie jest łatwo zachwycić Miłego kwiatkiem ;)

Zatem aksamitek ci u mnie dostatek.

Posiałam je wzdłuż tarasu, dopóki posadzone iglaki są nikczemnych rozmiarów:
I na przedogródku, wokół jałowców, bo na razie nie mam pomysłu (ani pieniędzy) na wypełnienie tej rabaty (ostatnio były tam róże, ale przemarzły):
I przy wejściu do domu, w łysych miejscach po tulipanach:
Mam też w warzywniku, a jakże.
Nasion nie kupowałam, miałam po zeszłorocznych aksamitkach (to kolejna ich zaleta). Zdaje się, że trochę się zmutowały, bo nie przypominam sobie, żebym w zeszłym roku miała tak wiele odmian. Ale możliwe, że nie pamiętam, bo fanką aksamitek jestem od teraz ;)
Te ostatnie są moimi ulubionymi, bo nie dość, że śliczne, to jeszcze cała roślina pachnie cytrynowo!

A przepraszam, jedne nasiona kupiłam w tym roku:
Ta aksamitka jest podobno BIAŁA ;)

poniedziałek, 3 września 2012

Mieszkamy dość blisko lasu, ale...

... rzadko w nim bywamy. Powód? Jęcząca pięciolatka. Las mamy 2 kilometry od domu. Nie możemy iść tam pieszo, bo nigdy byśmy nie doszli. Jeździmy więc - o wstydzie! - samochodem. Ale i tak po najdalej stu metrach zaczyna się marudzenie: "Bolą mnie nooogi", "Maaamooo, wracajmy!" Masakra. Macie jakieś pomysły na to, żeby to zmienić? Zakneblowanie dziecka lub zatyczki do uszu dla dorosłych to sposoby doraźne, ja mam na myśli coś bardziej systemowego ';)

A las jak zawsze piękny:

Próbuję też chustowania, to ciekawa alternatywa dla wózka, choć jako osoba wychowywana "na zimno" musiałam się dość długo psychicznie do tego przygotowywać (pierwsza córa nie doświadczyła chusty). Na razie kupiłam używaną, elastyczną za 50 zł, i od razu po zakupie doczytałam, że lepsze są tkane ;) Ale na początek może być:
Akurat tutaj dziecię jest nienajlepiej zachustowane, no ale dopiero się uczymy. Zresztą, mimo błędów, wydaje się być zadowolone, a w sumie to najważniejsze. Jeszcze kilka prób i będzie idealnie :)