jesień

jesień

środa, 27 czerwca 2012

Śniadanie

Na śniadanie kuchnia serwowała dziś naleśniki, muchy oraz dżdżownice. Ale po kolei.


Najpierw złapałam obiektywem "własną" pleszkę, z tym, że teraz zwątpiłam czy na zdjęciach są takie same, czy różne ptaki ;) W każdym razie to na dole jest z pewnością Panią Pleszkową.
 Potem się okazało, że Pani Pleszkowa przybyła z dziećmi:
Dzieci dostawały jedzenie prosto do dzioba! Takim to dobrze!

Niektórzy pozazdrościli i próbowali podczepić się "na sępa" ale bezskutecznie ;)


Jeszcze inni od razu wiedzieli, że karmienia nie będzie. Naleśniki trzeba było sobie usmażyć samemu, a dżdżownice osobiście znaleźć:

No i sam Pan widzi, Panie Dziekanie, że ja nie mam możliwości pisania tych artykułów ;))) No chyba, że o ptakach :)

wtorek, 26 czerwca 2012

Cuda, dziwy, wstrząsy, końce

Już wiem, jak nazywa się ptaszek podobny do kopciuszka, dzięki mojej kultowej gazetce pt. "Działkowiec". To pleszka. Cieszę się jak głupia ;) Rzeczywiście to ten ptak, który nazwałam "dygającym" - jak piszą w Wikipedii, ma postawę wyprostowaną, często regularnie kiwa ogonem i przykuca. Ponadto pleszki żywią się głównie owadami, które chwytają w locie ze stałego stanowiska lub zbierają z liści i ziemi (...) Owady zbiera z pni, gałęzi i liści. Może zawisać przy nich w powietrzu lub wypatrywać swoje ofiary z odpowiedniego miejsca. I naprawdę tak jest! Widziałam, jak pleszki łapią owady w locie, jak potrafią zawisać w powietrzu. U nas w ogrodzie widziałam tylko samiczki, ale nie zdołałam jeszcze schwytać ich aparatem, dlatego zdjęcie będzie z sieci:
zdjęcie też z Wiki

Ciekawe, jakie kolejne ptaki do nas zawitają. Już się nie mogę doczekać!

A tymczasem makolągwy zjadają naszą sałatę. Zeżarły już dwie główki. Wiedzieliście, że istnieją sałatożerne ptaki? Bo ja nie. Wciąż nie mogę wyjść ze zdziwienia.

Kończy się Euro. Uważam, że nader udana to impreza, choć przeciwnicy PO i tak znajdą powody do narzekania. Dzięki Euro Córka polubiła futbol tak, jak ja w jej wieku. Kibicuje Włochom, tak jak ja ;) 

Kończy się rozwój mojej Zmiany, niedługo zaczną się zmiany nowe. Nie cierpię zmian, jak już mówiłam.

Skończyłam czytać "Kochając Franka". Książka o romansie, prawie do miłości, o wyborach jakich trzeba z miłości dokonać gdy się nie chce żyć w hipokryzji. Książka historyczna - zorientowałam się pod koniec ;) o najwybitniejszym amerykańskim architekcie i jego kochance. Wciąga, zaciekawia, zmusza do myślenia. Przez 457 stron opowiada o pięknej, pozamałżeńskiej miłości dwojga dojrzałych, "dzieciatych" ludzi z zobowiązaniami. Ostatnie 25 stron to tak dramatyczny zwrot akcji, że jeszcze nie mogę się pozbierać. Nie wiem, czy dziś zasnę. Ale - a moźe właśnie dlatego - książkę polecam.

A propos końców, to mam nadzieję, że nieprzyjemna pogoda także się skończy. W zasadzie pogoda nie ma wpływu na moje samopoczucie, ale jak za długo pada i, za przeproszeniem, piździ, to nie jest fajnie.

czwartek, 21 czerwca 2012

A tymczasem przyszło lato...

(Nie mylić z Lato Grzegorzem, o którym nie mam zamiaru pisać).

Lato dla mnie nie zaczęło się najlepiej, ponieważ dziś jest jeden z tych dusznych, parnych, obezwładniających dni, podczas których nic mi się nie chce. Nawet uciekłam z podwórka do domu, co mi się zdarza tylko w dramatycznych okolicznościach - zwykle uciekam z domu na podwórze, nawet gdy pada. Ale się nie da wytrzymać. Choć wczoraj siedzieliśmy na tarasie aż zaczęło się ściemniać, jedliśmy pizze - wymyśliłam, że każdy sobie skomponuje swoją. Roboty trochę więcej, ale jedząc swoją, z pomidorami, oliwkami i serem - i niczym więcej - poczułam się jak na wakacjach we Włoszech. Cudownie było. A dziś dla równowagi nie jest, ale to nic, bo mam parę rzeczy do zrobienia w domu a nawet w komputerze. Zanim rzucę się w wir pracy (w co jednakowoż jakoś wątpię), uraczę was kilkoma zdjęciami.

Najpierw bukiet, który udał mi się bardzo zarówno ze względów wizualnych, jak i zapachowych - po prostu piwonie, maciejka i goździki, a oczy i nozdrza zachwycone:

Ponadto, dzięki chytremu zwabieniu Miłego w pewne magiczne miejsce u Osoby Bardzo Niezwykłej, która gościła mnie jakiś czas temu, zaczęły się na naszym podwórku pojawiać ceglane obwódki. Ja jestem zachwycona - bardzo mi się podobają no i nareszcie na coś przydał się chlewik a właściwie "materiał pochlewikowy". I codziennie mam nowy pomysł na to, gdzie jeszcze Miły ma te obwódki zrobić ;)))

Warzywnik zarósł kwiatami, co bardzo mnie cieszy. Zarósł też, na szczęście, warzywami, ale najwięcej jest chwastów - jak zwykle. Walka z nimi, to walka z wiatrakami. Wiem już, że w przyszłym roku będziemy siać mniej warzyw, bo się zarżniemy przy ich pielęgnacji, a i tak nie wszystkie wzejdą.

Możliwe też, że w przyszłym roku założymy ptaszarnię ;)))) Skrzydlatego towarzystwa u nas tyle, że czujemy się jak na międzynarodowym lotnisku. Wspominałam, że dochowaliśmy się ptasiego potomstwa, prawda? Otóż maluchy już wyleciały z domków, choć czasem jeszcze do nich wracają. Mamy więc młode wróbelki i młode sikorki, do tego młode jaskółki, które same, bezczelnie, zrobiły sobie gniazdo nad jednym z okien naszego domu. I to w takim miejscu, że nie byliśmy w stanie ani ich przegonić, ani wystraszyć, ani - jeśli okaże się, że jaskółki to niefajne współlokatorki - nie będziemy w stanie go zniszczyć. Nie wiem, czy się cieszyć z tego gniazda, bo jaskółki jakoś źle mi się kojarzą, tak źle jak gołębie - że brudzą, że ekspansywne... Mam rację?
Oprócz wyżej wspomnianych, są u nas nadal kopciuszki, odwiedzają nas - a właściwie nasze dżdżownice - kosy, przylatują gile i kilka nowych, nie widzianych wcześniej ptaków, co więcej, nie istniejących w naszym "Atlasie ptaków". Ponieważ człowiek ze mnie dociekliwy, nie mogę wytrzymać z tym, że nie wiem, jak się nazywają... Chociaż jedna z zagadek została rozwiązana. Ale po kolei.
Tak wygląda młody wróbel:
Trochę "nieuczesany", prawda? Młode sikorki też takie rozczochrane, i mniej kolorowe od dorosłych, brzydsze po prostu. Ale kochamy je, bo to prawie nasze dzieci ;)))

Tu "stary" kos, spaceruje po wrzosowisku w poszukiwaniu dżdżownic, jeden z najpiękniejszych ptaków moim zdaniem:

To chyba kopciuszek, ale wcale nie jestem pewna, te wróblowate są do siebie podobne. Hm, kopciuszek jest bardziej smukły...


A to nasz nowy towarzysz, zidentyfikowany dzięki Anecie. Przylatuje do nas od kilku tygodni, i to w towarzystwie krewnych i znajomych ;)

Proszę Państwa, przedstawiam MAKOLĄGWĘ!
Tu pogrążona w rozmowie z inną makolągwą ;)
Według Wikipedii, makolągwa zwyczajna to ptak towarzyski, dość ruchliwy i mało płochliwy. W powietrzu leci szybko torem falistym. Co jada? Nasiona chwastów i traw, np. nasiona szczawiu zwyczajnego, wiesiołka, niektórych roślin z rodziny Compositae, choć czasem też krzewów i drzew. Chętnie wyszukuje nasiona roślin oleistych. W porze lęgowej chwyta też bezkręgowce - pająki, owady, np. muchy i komary, ale też pluskwy, chrząszcze i mszyce. "Nasze" makolągwy wpieprzają nasiona mniszka, czyli dmuchawce - wyciągają dziobem wprost z rośliny. Samo to spowodowało moją sympatię do nich. Najbardziej podobno uwielbiają nasiona konopii indyjskich ;) Dlatego jej łacińska nazwa to Carduelis cannabina. Tego u mnie nie ma, ale każdy inny chwast i owad - proszę bardzo ;)))
A śpiewa owa makolągwa pięknie, niemal jak skowronek:
http://www.youtube.com/watch?v=2dgDMYxlIFc

Jeszcze mam do zidentyfikowania ptaszka, który podobny jest do kopciuszka, ale dźwięk wydaje "stukający" i cały czas dyga ;))) Ale spokojnie, namierzę i tego gagatka ;)))

Cóż, czas do pracy. Wieczorem mecz Czechy- Portugalia, spodziewam się udanego widowiska :)

PS. Ech, Czesi przegrali... To było do przewidzenia, ale trochę szkoda naszych sąsiadów... Boski Ronaldo zostanie bohaterem narodowym, jeśli jeszcze nim nie jest ;)

czwartek, 14 czerwca 2012

Pozytywne skutki Euro

Po dzisiejszym (genialnym) meczu Włochy-Chorwacja, moja Córka rzekła, że lubi oglądać mecze. Yes, yes, yes!!!

Mamy też wiele okazji do patriotycznych rozmów o fladze, barwach narodowych, kibicowaniu itp.

Na razie same zalety. Piłka nożna jest piękna, nieprawdaż?

środa, 13 czerwca 2012

Mokro!

Miało być tak:


czyli sucho. A jest tak:

Dobrze, że Miły, w przebłysku jakiejś genialnej intuicji, skosił wczoraj trawę, bo zarosłaby nas. Zdołałam też nieco odchwaścić przedogródek, ale tylko w połowie, miałam dokończyć dziś - ale chyba nie dokończę... Chwasty nas zarosną a mszyce zeżrą nam wszystko, co jadalne albo ozdobne - są na wiśniach, różach, tawułach, burakach, czarnym bzie a nawet koprze. Pryskamy ekologicznie, tzw. sodką, i to jest sposób skuteczny, ale trzeba pryskać co tydzień a nie da się w deszczu. Niech to szlag. Nie mogłoby padać tylko w nocy?

Niewątpliwą zaletą deszczu - oprócz braku konieczności chodzenia po działce z wężem ogrodowym - jest fakt, iż siedzę w domu, co oznacza, iż być może zechce mi się trochę popracować i/lub posprzątać. Wieczory mam bowiem zajęte, codziennie po godzinie 18.00 i po 20.40 ;))) Zaniedbujemy z Miłym obowiązki małżeńskie, rodzicielskie, domowe i ogrodowe a do tego zmuszamy Córkę do oglądania meczów z nami. Już wczoraj pytała, czy "panowie już nie będą więcej grać"; nie ucieszyła jej moja odpowiedź, jak się domyślacie :)))

wtorek, 5 czerwca 2012

Oto my :)

Tak właśnie wyglądamy, wyżej ja, niżej Miły. Bardzo udane portrety :)


poniedziałek, 4 czerwca 2012

Ogród niedoskonały

Podobają mi się ogrody dopracowane w każdym szczególe. Czasem marzę, że i mój taki będzie. Ale nie będzie, ponieważ jeszcze bardziej od porządku kocham sielskość. Uwielbiam ogrody wiejskie, ogrody angielskie, ogrody w których jest może trochę za dużo chwastów, ale ludzie czują się w nich doskonale. Oczywiście, nie znaczy to, że w ogrodzie dopracowanym, doskonale zaprojektowanym i zadbanym nie można czuć się dobrze. Można, ale ja wolę nieprzewidywalność mojego ogrodu. W pierwszym roku chciałam mieć w ogrodzie rarytasy: grujecznika, klon japoński, pięknotkę, hortensje, magnolię... A teraz moje serce zdecydowanie mocniej bije na widok roślin tradycyjnych, wiejskich, kiedyś pospolitych. Większość z tych roślin odziedziczyliśmy po niefajnych poprzednikach, ale powstrzymaliśmy zapędy, by wywalić wszystko, co się z nimi kojarzy. I dobrze. Przedstawiam moich obecnych faworytów:

Goździk brodaty, rozsiewa się sam, a do tego rozłazi za pomocą podziemnych kłączy. Nie do końca wiem, gdzie się go spodziewać, a i kolory są niespodzianką. Jest cudny:
Naparstnica, uwielbiam, pojawia się, gdzie chce, tym razem chciała być w warzywniku, z czego bardzo się ucieszyłam:
Irysy, nie rozsiewają się ale rozrastają, można i należy od czasu do czasu je rozdzielać i przesadzać, piękne i pachnące:
Czarny bez, mam trzy krzaczory okazało się, uwielbiają go niestety mszyce:
Do tego dokupiliśmy w tamtym roku trzy krzaczki dzikiej róży, rosa rugosa, i w tym roku już zakwitły, a najlepsze jest to, że zima nie zrobiła na nich żadnego wrażenia - a róże ogrodowe wymarzły w całej mojej wsi i w Lublinie też.
Wysiałam wszędzie gdzie się dało słoneczniki, jak w tamtym roku, oraz pierwszy raz nasturcje, już się nie mogę doczekać, kiedy zakwitną:

Mam jeszcze ostróżki, piwonie i lilie tygrysie czyli tzw. smolinosy. Marzę o floksach. Tylko do margerytek nie mogę się przekonać ;)

sobota, 2 czerwca 2012

Gdy na dworze szaruga...

... dobrze pocieszyć się czymś puszystym, pachnącym, mięciutkim i pysznym :) Przepis oczywiście od Liski, choć ciasto drożdżowe robiłam po swojemu, i nie dodałam wody tylko samo mleko. Polecam, znikają w okamgnieniu a wy zyskacie sławę mistrza cukiernictwa!
W taką pogodę żałuję, że nie mam kominka...