jesień

jesień

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Zima, kawa, książka

Po tym, co ostatnio napisała Zimno a potem w PS. Mimo-za, jakoś głupio udzielać się na blogu. Ale trudno, zawsze możecie oszczędzać prąd i tego nie czytać ;)

Zima trwa u nas w najlepsze i stwierdzam z zaskoczeniem, że nie tęsknię już za Miastem. Bywam w nim czasem, ale zima w mieście jest jeszcze większym koszmarem niż ta na wsi. Właściwie zima w mieście jest przede wszystkim koszmarem - kojarzy mi się głównie z błotem pośniegowym i koszmarnymi problemami z parkowaniem. Albo z wyjeżdżaniem z parkingu. Na wsi zima to przede wszystkim piękny, nieskazitelny śnieg na polach i trochę podeptany śnieg na działce (np. przez kocią inspekcję dwa razy dziennie), żadnego błota. Odwilż zapewne oszpeci i nam widoki, ale i tak będzie sto razy ładniej niż w mieście. Faktem jest, że łatwiej mi się zachwycać zimą, gdy obcuję z nią głównie poprzez wyglądanie przez okno ;) W przyszłym sezonie będę musiała przebijać się przez zaspy do pracy i już niekoniecznie będę taka zadowolona. A może?
Minusem zimy na działce jest to, że brak roślin i wszędobylska biel uwypukla potworną brzydotę starego domu, na którego remont nas nie stać, więc stoi i straszy. Stodoła też nie najpiękniejsza, ale ten dom - okropny. 
Wczoraj pojawiła się przed tarasem cała nasza rodzina zaklęta w bałwany:
Bałwany mają taki... rustykalny urok, są w stylu retro, powiedziałabym eufemistycznie. Nie ja robiłam, więc nie będę krytykować... Fajnie, że są. Ten pierwszy od lewej jest zupełnie taki sam, jak moje wspomnienie z dzieciństwa. Ten pierwszy od prawej to ja ;)

Pytaliście, jaką kawę lubię. Och, o kawie to ja mogę pisać peany! Mam hopla na punkcie kawy. Po pierwsze, musi być dobra. Po drugie, mocna i aromatyczna. Czyli z ekspresu lub z kafetiery, zależy od nastroju i pory roku. Zimą najczęściej piję taką (zdjęcie sprzed chwili):

Czyli własnoręcznie zrobiona latte we własnym ekspresie ciśnieniowym, z odrobinką przyprawy (kardamon, cynamon, goździki jeśli dobrze pamiętam; używam jej też do piernika). Bez cukru.
Latem czarna jak smoła i mocna jak diabli kawa z kafetiery. Z cukrem, bo inaczej się nie da. Najlepiej, żeby to była grubo zmielona kawa smakowa kupiona w "Pożegnaniu z Afryką". Smaki toleruję tylko trzy: pomarańczowy, miętowy, 5 smaków. Ponadto mam w głowie listę lubelskich kawiarni, w których można dostać dobrą kawę oraz jeszcze ważniejszą listę kawiarni, w których nie zamawiam kawy. Najgorsza kawa na świecie to dla mnie - oprócz fusiastej - kawa latte z likierem. Szczególnie amaretto, fuj.

... mogę jeszcze długo o kawie, ale się powstrzymam ;)

Wracam do moich baśni. Aha, wczoraj w nocy zaczęłam czytać "Harry'ego Pottera"; nie mogłam się oderwać ;)))

2 komentarze:

  1. Bałwany fantagoryzmiczne! Z takim widokiem depresja? - nigdy w życiu! Zwłaszcza z taką kawą. Nie popadajmy w eko-przesadyzm, wiesz - z tym postem na posty:)
    Moja miejska zima też niczego, niczego, ale cieszę się, że jesteś u siebie. Gdzie ja szukam celów w życiu? Aktualnie w apteczce;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak - Też pamętam jak podkradałam synowi Harry Pottera :) I czytałam z zapartym tchem !
    Bałwanki... Wiesz - jak to cudownie mieć z kim robic bałwanki...a szczególnie z własnymi dziećmi !

    OdpowiedzUsuń