jesień

jesień

czwartek, 8 listopada 2012

Polubić listopad

Lubię listopad, pisze Anna Wrońska, naczelna miesięcznika "Kuchnia". Listopadowe wieczory w Warszawie, kiedy zawijam się w koc i patrzę jak za oknem leje. Listopadowe weekendy we wsiowym domku w fotelu przed kominkiem (...) w listopadowe wieczory lubię wracać do przeczytanych już książek (...) A już listopadowe spotkania ze znajomymi i leniwe plotkowanie przy dobrym winie lubię najbardziej na świecie. wszyscy jakoś mają czas, nigdzie się nie śpieszą, bo przecież co to za różnica: szósta po południu czy pierwsza w nocy, tak samo ciemno.

Bardzo mi się ta argumentacja podoba, szczególnie ostatnie zdanie, podkreślone przeze mnie. Nigdy nie starałam się polubić jesieni, ani listopada, po prostu ODRUCHOWO, bezrefleksyjnie wpadałam w depresję. Jednak ostatnio stwierdziłam, że tyle samo energii pochłania bycie w depresji co nie-bycie. No dobra, w listopadzie może trzeba się bardziej wysilić, żeby się nie załamywać, ale wiecie co? Szkoda mi życia na snucie się po domu z grobową miną. I choć mam zarówno genetyczne jak i nabyte skłonności do depresji, to dziś mówię jej NIE. I muszę powiedzieć, że odkąd zaakceptowałam życie na wsi, to mniej mnie przeraża jesień i zima. Gdy się mieszka w bloku, w mieście, te pory roku wydają się bezsensowne, ale tutaj widzę ich wartość, sens zimowego odpoczynku i wiosennego odradzania się. Cztery pory roku są bardzo logiczne i człowiek w swoich cyklach umierania i odradzania się też bardzo do tych pór roku pasuje. W każdym razie taki człowiek jak ja. A jakie mam sposoby na utrzymanie dobrego nastroju, gdy na dworze szaruga? Bardzo proste. Po pierwsze, wyglądam przez okno i patrzę na pięknie przebarwione liście. Gdy zabraknie liści, będę się jak zwykle zachwycać ptakami. Wieczorami oglądamy wspólnie fajne filmy, ostatnio "Harry Pottera" (moja 5-latka się nie boi). Gramy w Jengę. Produkuję ciasta drożdżowe i pizze. Pijemy z Miłym nalewki naszej produkcji. Albo dobre wino. Uśmiechamy się do niemowlaka, który śmieje się do nas całą "gębą", nie mając pojęcia o listopadowej chandrze. Na początku grudnia zrobimy z Dużą Córką pierniczki. Potem będziemy łapać atmosferę świąt (przyrzekam, że w tym roku się postaram). Sylwestra spędzimy z przyjaciółmi. A potem będzie styczeń i luty, dla mnie miesiące najgorsze, ale coś na pewno wymyślę. Przede wszystkim dzień będzie coraz dłuższy. I jako matka karmiąca wciąż nie myślę o odchudzaniu - to jest dopiero przyjemne ;) A wy, jakie macie sposoby na jesienne smutki?



1 komentarz:

  1. Latam po mieście, rozgrzeszam się z domatorszczyny i awersji do ekstrawersji. Z niczym nie zdążam, ale czytam, że dobrze się rozgościłaś w swoich progach:) Małe dzieci to zupełnie inny wymiar, z perspektywy czasu - na prawdę słodki.

    OdpowiedzUsuń