jesień

jesień

środa, 10 października 2012

Wieś nie jest dla mięczaków

Twardym trzeba być, nie miękkim. A miasto rozmiękcza. Sama byłam "pańcią", intelektualistko-pierdołą, przyzwyczajoną do miejskiej wygody. Dzieciństwo spędzone wśród pól i łąk zostawiło we mnie jednak tak wielką tęsknotę za przyrodą i przestrzenią, że wymarzyłam sobie dom na wsi. Wymarzyłam, kupiłam i... się przeraziłam. Widok mrówek w domu wywoływał lęk, chrobot myszy absolutną panikę, śnieżna zima - dół depresyjny. Na szczęście moja pańciowatość nie była wrodzona i odnalazłam się jakoś na tej mojej wsi. Teraz myślę, że mam za dużo cywilizacji i planuję przeniesienie się w dzicz, gdy dzieci pójdą na studia. Czyli za jakieś osiemnaście lat :)

A wczoraj wzięłam do ręki dżdżownicę. Miała zaskakująco przyjemne, jędrne ciało. Pędraki rozgniatam w palcach. Muchy zabijam bez mrugnięcia okiem. Dokarmiam ptaki, dzwonię do szambiarza, segreguję śmieci, uprawiam warzywa. Odśnieżam podjazd, olejuję meble tarasowe, posługuję się szpadlem, widłami, sekatorem i taczką ;) Robię przetwory i piekę ciasta. O matko, ależ ja się zmieniłam!!!


Dawno nie pisałam o ptakach. Otóż nie możemy wyczyścić domków po sikorach, bo wprowadziły się do nich wróblowate! Chyba, bystrzaki, znalazły sobie schronienie na zimę.

Mój ulubiony portal pogodowy przewiduje dzisiejszej nocy przymrozki. Biegnę więc wykopać resztę marchewki z grządki!

4 komentarze: