jesień

jesień

czwartek, 25 października 2012

Kiedyś - nie do pomyślenia

Wczoraj rano pojawił się na naszej działce wiejski koń z furmanką wypełnioną po brzegi obornikiem i wysypał go u nas pod stodołą za naszą wiedzą i zgodą. Obornik, czyli gnój, czyli słoma z krowią (a może i końską) kupą. Kiedyś nie do pomyślenia, bo Miły brzydzi się obornika najbardziej na świecie (a niewielu rzeczy się brzydzi). Mój Miły w poprzednim, mieszczuchowatym wcieleniu nie był w stanie przejechać samochodem obok nawożonych obornikiem pól bez wydawania odgłosów obrzydzenia, manewrowania przy szybach, klimatyzacji... A wczoraj wziął widły i rozrzucił tę cenną kupę na naszych grządkach. I jeszcze mówił, że nie cuchnie ;) Faktycznie, po powrocie z tej pracy nie cuchniał. Albo i ja straciłam powonienie. W każdym razie skarb jeszcze nie cały rozrzucony, leży sobie malowniczo pod stodołą. Wyobrażam sobie miny co poniektórych naszych znajomych, gdyby nas teraz odwiedzili...
Ze względu na czytelników o słabszych nerwach sfotografowałam obornik bez zbytniego zbliżenia i wraz z piękną studnią ;)

Druga nie-do-pomyślenia kiedyś sprawa, to fakt, iż wzięłam do ręki narzędzie mechaniczne w celu oszlifowania mebli tarasowych. Miły mówi, że to szlifierka oscylacyjna, wierzę na słowo, ale nie znam się kompletnie:
W każdym razie do ręki wzięłam, meble oszlifowałam a potem zaolejowałam. Przy okazji oddając się refleksjom pod tytułem "Jak to się stało, że się stałam taką pierdołą". To chyba brak okazji do używania tak zwanych męskich sprzętów spowodował, że mam wobec nich spory dystans. Jednocześnie wiem, że jestem osobą na tyle zaradną i sprytną, że jestem w stanie nauczyć się obsługiwać kosiarkę, szlifierkę, zmienić butlę gazową... Choć trochę się boję. Zresztą swego czasu bardzo mi w głowie utkwiło tzw. przysłowie mężatek "Pokaż, że umiesz coś robić, a będziesz to robiła cały czas". Jest w tym trochę prawdy, ale unikanie prac 'niekobiecych' sprawia, że stajesz się kaleką. A co, jeśli mąż odejdzie albo zejdzie? Zostajesz z ręką w nocniku. Może więc moja potrzeba uczenia się prac do tej pory mi niedostępnych wynika nie tyle z chęci rozwoju, co z neurotycznego lęku przed bezradnością kobiety samotnej? W sumie nieistotne, ważne że nabywam nowe umiejętności.

A wieczorem byliśmy z niemowlęciem na szczepieniu. I nie zaszczepiliśmy dziecka przeciwko rotawirusom, ponieważ nie było nas na to stać. Kiedyś nie do pomyślenia. Ale z tym akurat czuję się cholernie źle.

2 komentarze:

  1. "Odleżany" koński gnój nie śmierdzi wogóle, tak więc z Twoim zmysłem powonienia jest wszystko jak najbardziej w porządku ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudo, prawdziwe dzieło sztuki. Oczywiście nie piszę o oborniku tylko o tym, czym go zasłoniłaś na zdjęciu w trosce o tych czytaczy co to mają słabsze nerwy (czyli mnie). Mój neurotyczny lęk przed bezradnością kobiety samotnej objawia się tym, że zażyczyłam sobie na czas nieobecności Zapracowanego włączenia gazu, żeby w piecu nie palić. Czy zaszczepiłabym dziecię od rotawirusa, gdyby mnie było stać (na dziecię i szczepionkę)? Niech pomyślę, nieee, bez przesady.

    OdpowiedzUsuń