jesień

jesień

środa, 25 lipca 2012

Wiejska cisza, wiejski spokój

Ci z mieszczuchów, którzy marzą o domu na wsi i ci, którzy nas odwiedzają, często używają określeń "taka tu cisza i spokój". No to opowiem wam o tej ciszy na przykładzie dzisiejszego dnia.

Przez całą noc szczekają psy. Jak zwykle zresztą.

O 4.30 przydomowe jaskółki z głośnym "fijjjt, fijjjt" ogłaszają początek dnia. Zaraz potem odzywa się kogut sąsiada, kukurycząc dla pewności z dziesięć razy.

Po chwili rozdzierające "mrauuu, miauuu, auuuu" informuje o rozpoczęciu kociego sezonu godowego. Trzeciego w tym roku. A może czwartego, pogubiłam się.

Od 6.00, a może 7.00 tuż za płotem rzęzi traktor, a dwa pola dalej kombajn. Żniwa się zaczęły.

Do południa przejeżdża po naszej asfaltówce z 50 TIR-ów. Buduje się obwodnica. Zanim się zbuduje, droga nie będzie się nadawała do niczego. Oczywiście ciężarówy jeżdżą cały dzień, poznaję po drżączce szyb i poprzekrzywianych ramkach wiszących na ścianach zdjęć. I tak mam szczęście, bo dzięki oddaleniu od ulicy nie słyszę ciągle jeżdżących osobówek.

Aż do wieczora sąsiad-mechanik przeraźliwie głośno coś piłuje, pewnie blachy.
Koty nadal się drą. Psy nadal szczekają.

Sąsiadki wymieniają się przepisami na przetwory. Sąsiad krzyczy na wnuczkę, inny głośno złorzeczy - jak co miesiąc, gdy się napije na okoliczność otrzymanej emerytury.

Od 17.00 zaczyna się koncertowanie świerszczy. Grają cudownie, ale o 21.00 zaczynam się irytować, bo zagłuszają telewizor i muszę pozamykać okna.

W tzw. międzyczasie przelatuje nad naszym niebem kilka wojskowych samolotów. Głośno, bo nisko.

Idzie noc, więc psy rozpoczynają swoje ujadanie. Rano jaskółki ogłoszą początek dnia, a koty nadal będą uprawiać swoje miłosne harce. Kombajn nie skosił wszystkiego a TIRy mają jeszcze mnóstwo roboty.


Oczywiście, nie zawsze jest aż tak hałaśliwie (chociaż psy, sąsiad-mechanik, TIRy i kogut to elementy stałe). I absolutnie nie tęsknię za blokiem w mieście. Zaczynam jednak przemyśliwać o domu na odludziu ;)


5 komentarzy:

  1. A ja kocham odgłosy:) No, może nie wszystkie: szczekanie mojego psa (sąsiadów już nie:), jak jedzie dostawczy do Biedronki (syn piszczy z radości), krzyki srok i zrywy wróbli. Nocą chrobocze chomik i śpiący obok niedźwiedź;))) Życie to dźwięki, jak widać nawet na wsi:) Zabić je dechami na głucho??? Nieee

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozumiem Cię:) Znam,momo,ze nie mieszkam na wsi,ale bywam.

    Wszystko jest ok, ale mnie najbardziej irytuje głośno puszczana muzyka (umpapa umpapa,mydełko fa,no i ogólnie zbyt głosno,na całą okolicę)

    OdpowiedzUsuń
  3. :)mam chyba jakis rodzaj autyzmu w lekkiej formie, bo dźwięki słyszę, które innym umykają. Wynoszę zegary, bo za głosno cykają, nawet takie na rękę :)Jak mąż kupował kuchenkę mikrofalową, to zażądał od sprzedawcy aby ją w sklepie podłączył i puszczał mi przez telefon, zebym zdecydowała czy nie za głośna :)
    na wsi nie ma ciszy. tam tylko ciemność bywa niezwykła... W mieście nie ma ani jednego ani drugiego...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też niektóre wiejskie odgłosy kocham, co nie znaczy, że są ciche ;) Świerszcze są the best, i ptaki, i nawet marcujące się koty ;)

    [Marcujące się, kto wymyślił to słowo? Przecież one robią "to" w lutym, w maju i w lipcu, i chyba jeszcze jesienią, wcale nie w marcu...]

    Ujadające i wyjące psy, piejące na okrągło koguty i telepiące się TIRy oraz inne wspomniane atrakcje są bardzo niefajne, zwłaszcza w kumulacji.

    Ale ciemność rzeczywiście jest niesamowita...

    Wcale nie chcę wracać do miasta. Ale zimą zapewne znowu zatęsknię i tak w kółko ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie wiem, gdzie jest prawdziwe odludzie. Myślałam, że u mnie, ale nie. Sąsiad kupił stareńki kombajn i go remontuje i próbuje, czy już go naprawił, ale nie, więc dalsze próby i tak trwa.

    OdpowiedzUsuń