jesień

jesień

czwartek, 21 czerwca 2012

A tymczasem przyszło lato...

(Nie mylić z Lato Grzegorzem, o którym nie mam zamiaru pisać).

Lato dla mnie nie zaczęło się najlepiej, ponieważ dziś jest jeden z tych dusznych, parnych, obezwładniających dni, podczas których nic mi się nie chce. Nawet uciekłam z podwórka do domu, co mi się zdarza tylko w dramatycznych okolicznościach - zwykle uciekam z domu na podwórze, nawet gdy pada. Ale się nie da wytrzymać. Choć wczoraj siedzieliśmy na tarasie aż zaczęło się ściemniać, jedliśmy pizze - wymyśliłam, że każdy sobie skomponuje swoją. Roboty trochę więcej, ale jedząc swoją, z pomidorami, oliwkami i serem - i niczym więcej - poczułam się jak na wakacjach we Włoszech. Cudownie było. A dziś dla równowagi nie jest, ale to nic, bo mam parę rzeczy do zrobienia w domu a nawet w komputerze. Zanim rzucę się w wir pracy (w co jednakowoż jakoś wątpię), uraczę was kilkoma zdjęciami.

Najpierw bukiet, który udał mi się bardzo zarówno ze względów wizualnych, jak i zapachowych - po prostu piwonie, maciejka i goździki, a oczy i nozdrza zachwycone:

Ponadto, dzięki chytremu zwabieniu Miłego w pewne magiczne miejsce u Osoby Bardzo Niezwykłej, która gościła mnie jakiś czas temu, zaczęły się na naszym podwórku pojawiać ceglane obwódki. Ja jestem zachwycona - bardzo mi się podobają no i nareszcie na coś przydał się chlewik a właściwie "materiał pochlewikowy". I codziennie mam nowy pomysł na to, gdzie jeszcze Miły ma te obwódki zrobić ;)))

Warzywnik zarósł kwiatami, co bardzo mnie cieszy. Zarósł też, na szczęście, warzywami, ale najwięcej jest chwastów - jak zwykle. Walka z nimi, to walka z wiatrakami. Wiem już, że w przyszłym roku będziemy siać mniej warzyw, bo się zarżniemy przy ich pielęgnacji, a i tak nie wszystkie wzejdą.

Możliwe też, że w przyszłym roku założymy ptaszarnię ;)))) Skrzydlatego towarzystwa u nas tyle, że czujemy się jak na międzynarodowym lotnisku. Wspominałam, że dochowaliśmy się ptasiego potomstwa, prawda? Otóż maluchy już wyleciały z domków, choć czasem jeszcze do nich wracają. Mamy więc młode wróbelki i młode sikorki, do tego młode jaskółki, które same, bezczelnie, zrobiły sobie gniazdo nad jednym z okien naszego domu. I to w takim miejscu, że nie byliśmy w stanie ani ich przegonić, ani wystraszyć, ani - jeśli okaże się, że jaskółki to niefajne współlokatorki - nie będziemy w stanie go zniszczyć. Nie wiem, czy się cieszyć z tego gniazda, bo jaskółki jakoś źle mi się kojarzą, tak źle jak gołębie - że brudzą, że ekspansywne... Mam rację?
Oprócz wyżej wspomnianych, są u nas nadal kopciuszki, odwiedzają nas - a właściwie nasze dżdżownice - kosy, przylatują gile i kilka nowych, nie widzianych wcześniej ptaków, co więcej, nie istniejących w naszym "Atlasie ptaków". Ponieważ człowiek ze mnie dociekliwy, nie mogę wytrzymać z tym, że nie wiem, jak się nazywają... Chociaż jedna z zagadek została rozwiązana. Ale po kolei.
Tak wygląda młody wróbel:
Trochę "nieuczesany", prawda? Młode sikorki też takie rozczochrane, i mniej kolorowe od dorosłych, brzydsze po prostu. Ale kochamy je, bo to prawie nasze dzieci ;)))

Tu "stary" kos, spaceruje po wrzosowisku w poszukiwaniu dżdżownic, jeden z najpiękniejszych ptaków moim zdaniem:

To chyba kopciuszek, ale wcale nie jestem pewna, te wróblowate są do siebie podobne. Hm, kopciuszek jest bardziej smukły...


A to nasz nowy towarzysz, zidentyfikowany dzięki Anecie. Przylatuje do nas od kilku tygodni, i to w towarzystwie krewnych i znajomych ;)

Proszę Państwa, przedstawiam MAKOLĄGWĘ!
Tu pogrążona w rozmowie z inną makolągwą ;)
Według Wikipedii, makolągwa zwyczajna to ptak towarzyski, dość ruchliwy i mało płochliwy. W powietrzu leci szybko torem falistym. Co jada? Nasiona chwastów i traw, np. nasiona szczawiu zwyczajnego, wiesiołka, niektórych roślin z rodziny Compositae, choć czasem też krzewów i drzew. Chętnie wyszukuje nasiona roślin oleistych. W porze lęgowej chwyta też bezkręgowce - pająki, owady, np. muchy i komary, ale też pluskwy, chrząszcze i mszyce. "Nasze" makolągwy wpieprzają nasiona mniszka, czyli dmuchawce - wyciągają dziobem wprost z rośliny. Samo to spowodowało moją sympatię do nich. Najbardziej podobno uwielbiają nasiona konopii indyjskich ;) Dlatego jej łacińska nazwa to Carduelis cannabina. Tego u mnie nie ma, ale każdy inny chwast i owad - proszę bardzo ;)))
A śpiewa owa makolągwa pięknie, niemal jak skowronek:
http://www.youtube.com/watch?v=2dgDMYxlIFc

Jeszcze mam do zidentyfikowania ptaszka, który podobny jest do kopciuszka, ale dźwięk wydaje "stukający" i cały czas dyga ;))) Ale spokojnie, namierzę i tego gagatka ;)))

Cóż, czas do pracy. Wieczorem mecz Czechy- Portugalia, spodziewam się udanego widowiska :)

PS. Ech, Czesi przegrali... To było do przewidzenia, ale trochę szkoda naszych sąsiadów... Boski Ronaldo zostanie bohaterem narodowym, jeśli jeszcze nim nie jest ;)

3 komentarze:

  1. Gratuluję ptasiego potomstwa:))
    Zazdroszczę tych obserwacji !

    OdpowiedzUsuń
  2. To nie wróbel, to mazurek :) Czasami mówi się na niego "wróbel mazurek", ale należy pamiętać, że wróbel domowy to zupełnie inny gatunek. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mazurek, powiadasz? No proszę, czego to się można dzięki blogowaniu dowiedzieć. A czym się tak konkretnie różni od wróbla, bo mam w ogrodzie całe stado i nie wiem czego?

    OdpowiedzUsuń