jesień

jesień

piątek, 20 kwietnia 2012

"Kot z miasta Łodzi pochodzi..."

Miasto Łódź to przykład, przepraszam za wyrażenie, zadupiastej metropolii. Nie piszę tego, by obrazić Łodzian, lecz żeby wyrazić swoją złość z powodu zmarnowania potencjału tego miasta.
Jak piszą tu: Łódż to była Ziemia Obiecana polskich kapitalistów, w drugiej połowie XIX wieku działały tu największe na świecie fabryki wlókiennicze. W owej epoce było to bujnie rozwijajace się, kosmopolityczne miasto w którym na równych prawach żyli Polacy, Niemcy, Żydzi i Rosjanie.

Kiedyś centrum przemysłowe, teraz centrum handlowe. Ludzie pracują w supermarketach a zarobione pieniądze wydają w innych supermarketach. Podobnie jest zresztą w Radomiu, Lublinie i wielu innych polskich miastach, ale w Łodzi razi mnie to szczególnie, ponieważ z racji idealnego położenia, powierzchni i liczby mieszkańców, powinna ona być jednym z największych i najbardziej rozwiniętych polskich miast. A nie jest. Wystarczy przejść się na spacer po centrum miasta - takiej biedy i brzydoty nie widzę nawet w Lublinie. Jednocześnie jest to miasto bardzo skontrastowane - obok zabytkowych kamienic stoją szklane domy, wąskie przedwojenne uliczki przecinane są przez dwu- i trzypasmówki, świeżo odnowione budynki sąsiadują z ruinami. Nawet osławiona Piotrkowska jest piękna tylko na pierwszy rzut oka - gdy się przyjrzeć uważnie, piękne kamienice się sypią a zresztą odnowione są tylko ich fasady, i to nie wszystkie.

Powiecie, że tak jest wszędzie... Jednak w Łodzi razi mnie to bardziej. Nie dlatego, że Łodzi nie lubię, wręcz przeciwnie, mam do niej wielki sentyment i słabość! I mam wielką nadzieję, że plany rozwoju infrastruktury, jakie roztaczał wczoraj przede mną starszy pan taksówkarz, rzeczywiście wkrótce się zrealizują. Tylko nie wiem, czy fakt, iż do Warszawy będzie się jechało pociągiem tylko 45 minut, rzeczywiście Łódź rozwinie - bo może się zdarzyć i tak, że jeszcze więcej mieszkańców Łodzi będzie zarabiać w stolicy, zaś dla warszawiaków Łódź stanie się tylko miejscem tanich zakupów... Oby nie.

Dziś zdjęcia z sieci, bo nie mam ze sobą aparatu, ale przyrzekam, że zamieszczam tylko te obrazy, które widziałam na własne oczy.

Wczoraj wysiadłam na tym dworcu:
A że po prawej był las, poszłam w osiedle, zastanawiając się gorączkowo, czy możliwe, by powstało w przeciągu 5 lat - jak się okazało, niemożliwe, bo nie wyszłam do centrum miasta, lecz na taką ulicę:
 Taksówkarz powiedział, że cieszy go zamówiony przeze mnie kurs, bo trochę zarobi, więc przez całą drogę denerwowałam się, że jestem straszliwie daleko od hotelu; na szczęście nie było tak źle.

Dziś spacer w stronę Piotrkowskiej dał mi takie oto wrażenia:
Ulica Narutowicza:

Rozbierany Dworzec Łódź Fabryczna:

 Piękna - gdzieniegdzie - Piotrkowska i murale, które widziałam na własne oczy:


Generalnie odniosłam jednak wrażenie, iż miasto zamierza się rozwijać w takim kierunku:

Strasznie żałuję, że już jutro wyjeżdżam.Muszę tu szybko wrócić.

2 komentarze:

  1. Właśnie ten mural na ulicy Piotkowskiej 152 (u Ciebie na trzecim zdjęciu od końca) uważam za bardzo udaną alegorię miasta. Znakomity przykład wielkoformatowego malarstwa iluzyjnego. Mi też szkoda Próchnika, Wólczannki i rzemiosła w ogóle (nie tylko włókienniczego), ale i tak biorę miasto, bo kocham miasto. Nawet to "na rogatkach niejasne", "wykute", "zasnute".

    OdpowiedzUsuń
  2. Ups, trzecie zdjęcie od końca przed "generalnie jednak odniosłam wrażenie...".
    Miłego pobytu i powrotu:)

    OdpowiedzUsuń