jesień

jesień

czwartek, 12 kwietnia 2012

Jęki, stęki, smutki i czarnowidzenie

Wariacje na temat świąt okazały się świętami z wirusem, który podniósł temperaturę ciała dziecka do 40 stopni i nie chciał reagować na leki.

Dziś po raz kolejny okazało się, że moje Miasto jest zadupiaste, to znaczy nie można w nim zdobyć podstawowych utensyliów odzieżowych, jeśli jest się dojrzałą kobietą z czasową tendencją do powiększania się.

Urlop od pracy okazał się jedynie urlopem od studentów.
Wszystkie inne sprawy mam obowiązek wykonywać w terminie, niezależnie od tego, gdzie aktualnie przebywam.
Ostatnio spędziłam kilka godzin na wyliczaniu, ile czasu przeciętnemu studentowi zajmuje przygotowywanie się do moich zajęć. Bardzo twórcza praca, coś pomiędzy wróżeniem z fusów a socjalistycznym raportowaniem wszystkiego. Przeciętny student zapewnie zsika się ze śmiechu czytając te szacunki.

Co ciekawe, mimo niewyspania, zmęczenia i ogólnego skołowania zadaniem, czuję się lepiej niż wtedy, gdy nie mam służbowych obowiązków. Albowiem po 6 miesiącach urlopu stwierdzam, że bez pracy głupieję.

Niestety, w najbliższym czasie nie mogę do pracy wrócić. Zmiany w moim życiu zaszły za daleko i są już nieodwracalne. Unieszczęśliwia mnie to, bo nie lubię zmian, a już szczególnie takich których nie planowałam.

Zmiany w życiu zawodowym Miłego powodują jak na razie kłopoty finansowe,  zmienił on bowiem pracę na bardzo przyjemną, ale niepłatną. Moje zarobki wydajemy w całości na ratę kredytu. Może trzeba było zostać w wieżowcu?

Przycięłam róże i okazało się, że na siedem nowych, ślicznych, zakupionych jesienią, tylko jedna przejawia oznaki życia.
Hosty siedzą pod ziemią i nie wyglądają, jakby miały wyjść.
Z hortensji chyba nic nie będzie, czemu inni mają śliczne a ja nie mogę?
Jedną z magnolii szlag trafił, też nie wiem, dlaczego.
Tawułki zakupione w sklepie internetowym w tamtym roku za podwójną cenę, prawdopodobnie nigdy nie wyrosną. Kara za naiwność.
A do tego nasze głupie forsycje znowu nie kwitną. Celowo sprawdzałam, w Mieście żółto. Nasze nie zamierzają, choć były dobrze przycięte. Ktoś ma pomysł, co się dzieje? Może są za stare i lepiej je wywalić?

Generalnie od jakiegoś czasu czuję, że moje życie jest do d... I nie mam pomysłu na inne.

Dobrze, że chociaż jest wiosna, choć z moim nastrojem bardziej kompatybilny byłby listopad. Najgorsze, że w moim odczuciu mam fatalne perspektywy na przyszłość. A uważałam się za dziecko szczęścia... Widocznie to już nieaktualne i trzeba się przystosować do nowej rzeczywistości. Fuck.

Dobrze, że jest wiosna... Chwilo, trwaj!

6 komentarzy:

  1. Ogrodowo: funkie wychodzą póżniej, forsycje nie kwitną bo gleba im nie pasuje u mnie też tak jest, przez interent więcej nie kupuj, z różami jeszcze poczekaj mogą rozwinąć się dopiero za jakiś czas.

    Życiowo: to widocznie pracę na uczelni jednak lubisz, nieszczęścia chodzą stadami, ale też i przechodzą, idzie wiosna, idzie nowe zapewne lepsze, ale czemuż to lepsze musi być wrogiem dobrego?

    Inne: jajca masz fajne :)))))))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Bedzie dobrze :)))
    Tez nieraz mialam poczucie kompletnego zawieszenia, beznadziejnosci i drogi do nikad, ale to przechodzi :) Nie stresuj sie, bo to na pewno nie pomoze, nie rozmyslaj za duzo, ciesz sie wiosna! Sprawy same sie uloza jak powinny.

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale to wszystko przejdzie. Ja myślę, że to po prostu przesilenie wiosenne wszystkiemu winne i niestabilność pogody ;)
    Ostatnie zdjęcie to alien jakiś :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Do wieżowca - nigdy. Do mnie na kawę - zawsze:) Zwłaszcza, że niebawem zasilę szeregi bezrobotnych (mam nadzieję, że z prawem do zasiłku). Witaj więc w klubie obniżonych standardów, czyli tych, dla których kryzys nie jest urojony.

    OdpowiedzUsuń
  5. czuję się tak samo, choć z zupełnie innych powodów. Hmmm czyzby powody nie miały znaczenia? :))

    Pozdrawiam listopadowo łącząc się w beznadziei wiosennej...

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki, dziewczyny, za dobre słowo. Dziś popracowałam w ogrodzie i trochę mi lepiej, choć generalnie jest beznadziejnie, oczywiście ;)

    Aneto, jaką glebę lubią forsycje, do diaska??? Wszędzie piszą, że to mało wymagający krzew!

    Kamphora, masz rację, myślenie szkodzi ;)

    Heurek, ten alien to rabarbar po prostu :)

    Mimo-za, jednak rezygnujesz? Szkoda... Dzięki za zaproszenie, skorzystam przy lepszym nastroju, coby Ci nie smęcić :)

    Agata, powody mam, ale generalnie przecież nie o powody chodzi ;)

    OdpowiedzUsuń