jesień

jesień

poniedziałek, 6 lutego 2012

Intensywny weekend

Strasznie męczący był ten weekend. Na początku wysiew nasion. Wbrew pozorom, to sporo pracy. Najpierw trzeba kupić odpowiednią ziemię, na przykład taką, jeśli wysiewacie warzywa:

Jeśli kwiaty, to kwiatową, lub uniwersalną - choć jak coś jest do wszystkiego to czasem bywa do niczego ;) Lepiej nie używać do warzyw ziemi kwiatowej a do kwiatów warzywnej, bo z nasionami jak z ludźmi - lepiej się rozwijają, gdy są dobrze odżywione, adekwatnie do swoich potrzeb.

Następnie trzeba znaleźć (lub kupić, jeśli to wasz debiut) i skompletować pojemniki na nasionka vel doniczki i - co trudniejsze - podstawki. Od razu przy tej czynności okazało się, iż wywalenie wszystkich doniczek do starego domu nie było aż tak świetnym pomysłem, ponieważ musiałam wyściubić nos z ciepłego domku, ubrać się w czapkę, szalik, kurtkę, buty i spędzić kilkanaście minut w nieogrzewanej chałupie. Wprawdzie nie było tam aż tak zimno jak na dworze, ale jednak kosztowało mnie to trochę zachodu.
Następnie trzeba owe doniczki umyć. Najlepiej ciepłą wodą z łagodnym detergentem. Jeśli myliście jesienią lub kupiliście nowe to gratuluję, ale choć z kurzu trzeba je opłukać. Jeśli chcecie użyć kubeczków po jogurtach, musicie zrobić w ich denkach dziurki. Ja zrobiłam je mężem ;)
Dalej prościzna. Dźwigacie worek z ziemią, doniczki, podstawki i nasionka do jakiegoś jasnego miejsca, którego nie boicie się uwalać czarną ziemią. Ja sieję w kuchni. Planujecie, jaka roślina będzie w jakim pojemniku. Te, które trzeba przesadzić, mogą być w  czymkolwiek, ale np. zioła do uprawy domowej lepiej mieć w ładnej doniczce. Rozcinacie worek, nabieracie ziemi i wsypujecie do doniczek/pojemników, udając że nie zauważyliście że się ziemia wysypała na podłogę/stół/krzesło/spodnie itp. Nasypaną ziemię trzeba troszkę ubić i zwykle dosypać tyle, żeby sięgała około 1 cm poniżej krawędzi pojemnika. Potem wysypujecie nasiona na dłoń i wkładacie do doniczek. Uwaga, niektóre z nich są wrednej wielkości i koloru - np. brązowe ziarenka wielkości zmielonej kawy. Jak się rozsypią do doniczek w sposób niekontrolowany, za cholerę nie odgadniecie, w których są, a w których ich nie ma. Polecam sianie sukcesywne, tzn. wrzucasz nasionka i od razu odstawiasz doniczkę. Zasada jest taka, że do jednej doniczki wsypuje się więcej niż jedno nasionko, jeśli oczywiście jego wielkość pozwala na jakiekolwiek obliczenia ;) Potem trzeba będzie pikować, czyli po tzw. wschodach wyrywa się roślinkę najsłabszą - i tu nie warto się litować i zostawiać.
Po sianiu trzeba podlać - ale nie chlustać, podlewać delikatnie coby nie wypłukać z ziemi malutkich nasionek. I poprosić, żeby wyrosło, jak mawia Witold Czuksanow (kultowy program "Rok w ogrodzie").
Ja siałam z Córką, więc bałagan był niemiłosierny. Nie przepadam za sianiem, zanadto podnosi mi to ciśnienie, sadzenie jest fajniejsze - ale jak się chce mieć warzywka, to trzeba się pomęczyć. I warto.

Zasiałyśmy pomidory:
seler naciowy:
rozmaryn i rukolę i skończyła się ziemia (20 litrów); za to parapet - na razie jeden, ale w marcu wszystkie - wygląda tak:
Zrobiła się pora obiadowa; po obiedzie zajęłam się ciasteczkami z przepisu Mimo-zy. Właśnie wstawiłam je do piekarnika, gdy...

... zgasły wszystkie światła w domu i okolicy. Oto jeden z kosztów mieszkania na wsi - przerwy w dostawie prądu zdarzają się regularnie (dlatego nigdy nie przerzucę się na kuchenkę elektryczną).

Lamentując nad ciasteczkami zadzwoniłam (znowu mężem) do odpowiedniego działu Elektrowni, gdzie przemiły pan podał nam aż trzy numery telefonów, pod które zadzwonić w tej kwestii należało. Niestety, wszystkie trzy okazały się niewłaściwe. W domu było pięknie, choć bardzo romantyczny nastrój zakłócała moja troska o ciasteczka. A potem sobie uświadomiłam, że piec węglowy ma pompę. Na prąd. Nie działa pompa, nie działa piec. To znaczy jakiś czas grzać będzie, ale potem wygaśnie. Zaczęłam się denerwować...
Miły jednak zauważył na naszej działce jakiś samochód i wyszedł z domu. Okazało się, że właściwy numer do elektryka znał Rysiek Szczepanik, znaczy jakiś sąsiad. I Rysiek zadzwonił a pan elektryk przyjechał. Okazało się, że zerwał się kabel. Po pół godzinie pracy w dwudziestostopniowym mrozie Pan Elektryk przywrócił nas cywilizacji. Odetchnęliśmy z ulgą, a ciasteczka i tak się udały.

W niedzielę, przyzwyczajeni do osiemnastostopniowych mrozów w najcieplejszych momentach dnia, odkryliśmy z radością iż jest zaledwie -12, zarządziliśmy zatem spacer do lasu, w tak ciepły i słoneczny dzień. Do lasu mamy z domu 2 km, na szczęście podjechaliśmy autem, bo było jednak na spacerze dosyć zimno:

Ale pięknie było, i zauważyliśmy całe mnóstwo śladów zwierzyny. Dużych i małych. Jelenia już kiedyś w tym lesie spotkaliśmy, zające na pewno są, i to co pewne to także dziki, było widać także ślady rycia pod liśćmi dębu w poszukiwaniu żołędzi:

A inne ślady? Może saren, może lisów, może wilków? Nie wiem, niestety.


A wieczorem zrobiłam szarlotkę sypaną (bez jajek, z kaszą manną) - poszło od razu pół.
Poszłam spać wykończona, a o 3.30 obudziła mnie Córka ogłaszając, iż już się wyspała. Przez kolejne 2 godziny rzucała się po łóżku a ja razem z nią, po czym zasnęłyśmy obie i przyśniło mi się włamanie oraz kradzież mojego laptopa.

Jestem wykończona.

3 komentarze:

  1. Bardzo gratuluję ,wykonałaś kawał dobrej roboty z tym wysiewem!

    Popatz, ja to samo pomyślałam wczoraj jak w dzień ,w słoncu wydawało sie ,ze jest o wiele wiele cieplej,ale okazało sie to mylne,ponieważ wiatr skutecznie wyziebiał wszystko i wszystkich.

    Twoja córcia obudziła Cie o 3 ja z kolei dopiero ok 3 dałam radę zasnąć.

    dora

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że nie spękałaś z tymi ciasteczkami. Robotna z Ciebie kobieta!

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja się martwię czy oby nie za wcześnie wysiałaś nasiona,,, widzę, że ktoś się wiosny nie może doczekać :D

    OdpowiedzUsuń