jesień

jesień

środa, 18 stycznia 2012

Styczniowe smutki i zimowe zupy

Styczeń, podobnie jak listopad, jest dla mnie okresem największej chandry. Święta przeminęły (...), na przeceny nie chodzę, miesiąc nigdy się nie kończy, jest mi zimno i smutno. W takich chwilach bardzo pomaga dobra zupa pisze Tessa Caponi-Borawska w styczniowej "Kuchni". Utożsamiam się z tymi słowami. Mnie tegoroczny styczeń dołuje nawet bardziej niż listopad, bo listopad mieliśmy piękny i słoneczny (pamiętacie jeszcze?). A nowy rok przyniósł mi nowe problemy i smutki, poza tym ten styczeń naprawdę trwa w nieskończoność! Wieki temu był Sylwester, a dziś dopiero 18.01! Jak to możliwe?! Do tego zapowiadają u nas na jutro i pojutrze 10-15 cm śniegu - za cholerę nie wyjadę z działki przecież, a jeśli nawet, to Miasto jak zwykle będzie sparaliżowane. Już teraz zresztą nieźle śnieży, szlag by to...

Ale a propos dobrej zupy, to ja jestem entuzjastką zup, zwłaszcza dobrych, przez 3/4 roku - latem nieco mniej. W taką pogodę jak dziś, jutro i pojutrze rzeczywiście zupa może postawić na nogi.

Od kilku dni "chodziła" za mną zupa z soczewicy. Aż się wreszcie zlitowałam, bo co będzie biedna tak chodzić, i postanowiłam ją ugotować. Nigdy takiej zupy nie robiłam, więc zaczęłam przeglądać przepisy, żeby się dowiedzieć, co w ogóle się do takiej zupy dodaje. We wspomnianej styczniowej "Kuchni" jest przepis pani Tessy: marchewka, pietruszka, czerwona cebula, 2 ząbki czosnku, 1 seler naciowy, 1/2 pęczka natki, 1/2 łyżeczki suszonego rozmarynu, liść laurowy, 20 dag zielonego orkiszu, 20 dag brązowej soczewicy, 3 łyżki oliwy, sól, pieprz. Jakoś mnie ten przepis nie przekonał, bo zielony orkisz wydaje się bleee, a zresztą gdzie ja go teraz znajdę; no i zupa ma kolor błotnisty. Ale, ale, doczytałam się, że u niej w domu jadało się tę zupę z ryżem a nie orkiszem. Czasami z kawałeczkami podsmażonego, wędzonego boczku, czasami bez. Zupa była ciężka, pożywna i rozgrzewająca. Ooo, taka wersja z pewnością przypadłaby do gustu Miłemu, więc rozważę, na razie jednak szukam dalej.
W jesiennym wydaniu "Werandy Country" jest pomysł taki: czerwona cebula, 3 dymki, 1,5 szklanki czerwonej soczewicy, 2 ząbki czosnku, po łyżeczce: czerwonej papryki, mielonego kminku, kurkumy, pół łyżeczki cynamonu, litr bulionu, puszka czerwonej fasoli, cytryna, pół pęczka kolendry, sól, oliwa. Hmmm, podoba mi się połączenie soczewicy z czerwoną fasolą; nie mam jednak kminku, kurkumy ani kolendry... Rozważę, a tymczasem poszukam u Liski.
Liska ma kilka propozycji. Jest przepis na zupę soczewicową z cynamonem, ale nie, nie, nie, nie moje smaki. Dalej azjatycka z kapustą i imbirem, zbyt dziwna jak dla mnie, podobnie jak marokańska z cynamonem; jest soczewicowo-pomidorowa - to musi być dobre; ale tym razem wybieram tę: ZIMOWA ZUPA Z SOCZEWICĄ I MAKARONEM. Jest w niej wszystko co lubię, czyli chilli, czosnek, pomidory w puszce i makaron. Przepis tutaj. Ponieważ zarówno kulinarnie jak i fotograficznie nie śmiem się równać z Liską, więc zdjęcie również od niej:
A tak w ogóle, to jak będę miała duuużo czasu, to przejrzę wszystkie zupowe propozycje Liski, bo pyszności tam tyle, że się zaśliniłam przeglądając tylko pobieżnie :)

A propos smaków i zaślinienia, przedstawiam wam moje dzisiejsze drugie śniadanie. Ja na sam widok odczuwam ogromną zmysłową przyjemność. Prawdopodobnie w poprzednim wcieleniu byłam Włoszką:

Do tego bagietka i oliwa z oliwek... mniam :)

No to smacznego wszystkim i oby do wiosny!

3 komentarze:

  1. Piękna ta zupa i smaczna pewnie, że się i ja zaśliniłam. Zafrapował mnie też czytany numer "CzasuKultury", podobnie książki. Zdałabyś jakąś postową relecję, hę?

    OdpowiedzUsuń
  2. ale smacznie piszesz:) a wiesz jaki dołujący jest ten styczeń w IP? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj zjadłabym takie śniadanko. Nie lubię żadnych posiłków zasadniczych na słodko. Słodkie, ale tylko bardzo dobre, to mogą być dodatki po jedzeniu, albo do kawki.
    Styczeń minie, na szczęście.

    OdpowiedzUsuń