jesień

jesień

sobota, 7 stycznia 2012

3 doby

Już zaczęłam myśleć, że pobyt w szpitalu mi się przyśnił, kiedy znalazłam w książeczce ubezpieczeniowej KARTĘ INFORMACYJNĄ. Stanowi w niej niezbicie:

Dziecko przyjęte w godzinach nocnych do Kliniki Otolaryngologii Dziecięcej z powodu ostrej niewydolności oddechowej. Przy przyjęciu duszność, stridor, suchy szczekający kaszel. Rozpoznano ostre podgłośniowe zapalenie krtani. Zastosowano intensywne leczenie zachowawcze.

Brzmi dość przerażająco, ale wtedy nie zdawałam sobie sprawy, że może być groźnie. Miły zadzwonił po pogotowie, i wszystko poszło bardzo szybko. Przy okazji okazało się, że moje zadupie nie jest aż tak zadupiaste, bo karetka dotarła do nas w 10 minut.

Znalazłam też w szpitalu i skrzętnie dla was zachowałam ulotkę dla rodziców. Gdybyście myśleli, że mój poprzedni wpis był podyktowany emocjami i nie był zbyt zgodny z rzeczywistością, zacytuję co na tej ulotce napisano.

Prosimy o wyposażenie dziecka przyjmowanego do szpitala w niżej wymienione artykuły oraz bieżące uzupełnianie tych, które ulegają zużyciu:
Dzieci starsze: mydło w płynie (1 szt.), ręcznik (2 szt.), szczoteczka do mycia zębów, pasta do zębów (1 szt.), kubeczek na wodę do płukania jamy ustnej, papier toaletowy (1 szt.), talerzyk plastikowy (1 szt.), sztućce (bez noża) - 1 kpl., szampon do włosów (1 szt.), grzebień (1 szt.), kubeczek plastikowy (1 szt.), kapcie (1 szt.), pidżama (1 szt.), dresik (1 szt.), termometr elektroniczny.

Jak widać, w tym pieprzonym szpitalu naprawdę nic nie było. Najbardziej rozwalił mnie wpis o termometrze, może niedługo trzeba będzie przywozić własne leki?; a najbardziej rozśmieszył wpis o sztućcach, bo do śniadania podawali np. kromki chleba z dużym kawałkiem pasztetu, którego bez noża nie bardzo da się rozsmarować; zresztą jeśli brak noża ma służyć zapewnieniu bezpieczeństwa to doprawdy niepotrzebna to troska, gdyż po pierwszej dobie miałam ochotę zaciukać kogoś choćby i widelcem ;)

A, i jeszcze świetny na ulotce jest jeden wpis:
Kategorycznie zabrania się wnoszenia na oddziały szpitalne składanych łóżek, karimat, leżaków, itp. A zatem rodzic ma prawo spać na gołej podłodze, zarąbiście, co?

Byliśmy tam niecałe trzy doby a ile wrażeń, prawda?

Oby nigdy więcej.
Czego i wam życzę.

Weszliśmy zatem w Nowy Rok z wielkim hukiem. Jak na razie wygląda na to, że ten rok będzie dla nas wszystkich bardzo, hm, rozrywkowy. Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam, śpiewała Jopek, i takie mam na ten temat refleksje.

4 komentarze:

  1. Dlatego tak nie lubię szpitali...Nie do pomyślenia by w cywilizowanym kraju takie rzeczy miały miejsce, przerażające! Ale fajnie, że juz jesteście w domku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Resztę dób w domu, albo w innych przyjaznych miejscach, byleby z dala od służby zdrowia, bo to jak widać, ani służy, ani zdrowiu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Współczuję ! Oby to był pierwszy i ostatni raz takich przeżyć.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepraszam,znów córka mi się zalogowała,a na chwilę,odeszłam od komputera! Wr
    poprzedni komentarz to byłam ja-dora

    OdpowiedzUsuń