jesień

jesień

środa, 28 grudnia 2011

Święta, święta, i...

Królową Śniegu "wygryzła" Królowa Deszczu, już w pierwszy dzień świąt nie było śladu po Białym. Święta się skończyły, i dobrze. Nie są to moje święta, nie przeżywam ich jak katolicy, więc ani ich tak nie oczekuję, ani się nimi nie raduję, zwłaszcza, że z rodziną to najlepiej się wychodzi na zdjęciu... Starałam się jednak wykrzesać z siebie choć odrobinę radości, żeby nie obrzydzać ich Córce... Dziecięca radość ze świąt jest niesamowita, choć nie jestem pewna, czy nie jest to głównie radość z prezentów... W każdym razie Święty Mikołaj u nas był i zrobił furorę :)

Teraz trzeba wykrzesać z siebie odrobinę entuzjazmu na Sylwestra. Którego też nie lubię. Jakoś nie znajduję powodu do radości, że minął kolejny rok mojego życia... Ale ja już taka z natury smutasowata jestem.

A życie znowu dało mi prztyczka w nos i uraczyło takimi zmianami, że będę je dłuuugo odchorowywać... Ja zmiany lubię. U innych. Zmiany w moim życiu na tyle naruszają moją homeostazę, że zwykle kończy się to głęboką depresją - nawet jeśli są na lepsze; z tym, że teraz chyba na gorsze. Pocieszam się, że nie ma tego złego... ale jedyne co produkuje mój umysł to "a może jednak nic się nie zmieni, może wszystko będzie jak dawniej", co nie jest zbyt konstruktywne, prawda?
Trzymajcie kciuki, żeby wszystko było jak dawniej. Albo żebym zaakceptowała to, co nieuchronne.

piątek, 23 grudnia 2011

Wesołych i Do Siego :)

Nie lubię świąt i nie umiem składać życzeń; ale wytrwałym czytelnikom moich wypocin coś się jednak należy :) Zatem życzę Wam, moi mili, dużo radości, zdrowia i cudownej rodzinnej atmosfery w te święta i nie tylko; miło byłoby także, gdyby Nowy Rok przyniósł nam wszystkim zmiany na lepsze.

Nie udał się mój plan pt. "jadalna choinka", choć są elementy do jedzenia typu pierniczki, cukierki i (ewentualnie) suszone krążki pomarańczy; ale za to mam dwie choinki, po jednej na każdym piętrze. Ekologiczne, żywe, z własnego ogrodu, wycięte za pozwoleniem Gminy :)




Królowa Śniegu

Przyszła trzy dni temu, sypnęła porządnie śniegiem, mrozu też nie poskąpiła, dzięki czemu dylemat "karmić ptaki czy nie karmić" rozwiązał się sam. Moja działka wygląda pięknie, bo cała przysypana; na szczęście ta ilość śniegu nie utrudnia nam zanadto życia.

A kto chce usłyszeć, co mam do powiedzenia na temat baśni Andersena "Królowa Śniegu", niech włączy w Wigilię o 11.00 Radio Lublin :)

Z zimowymi pozdrowieniami!

czwartek, 15 grudnia 2011

O mocy i niemocy

Po dwóch dobach niemocy zafundowanej dzięki uprzejmości rotawirusów, wracam do żywych. Choroba, zwłaszcza o dramatycznym przebiegu, zawsze nastraja mnie refleksyjnie. Tym razem dramatu nie było, ale całą dobę przeleżałam, co przy moim zwykłym poziomie energii jest odmianą całkowitą. Nie lubię być bezsilna, ani w znaczeniu dosłownym ani w przenośni. Na szczęście już nie muszę.

Wczoraj nie udały mi się pierniczki, a przepis miał być niezawodny! Wszystko przez to, że postanowiłam skorzystać z innego niż zwykle. Nie sądziłam, że ciasto piernikowe może się nie udać - było kruche i rwało się, więc nijak na ciasteczka się nie nadawało. Wsadziłam w całości do blachy, upiekło się, ale jest twarde jak kamień. Owinęłam w ściereczkę i schowałam do szafki - zobaczymy, czy coś z tego dobrego wyniknie.

W ramach świątecznych zajęć z dzieckiem, przygotowywałyśmy papierowy łańcuch. Nie jest to oczywiście nic ładnego, ale postanowiłam w tej materii wyluzować, ja i tak świąt nie lubię a dziecko niech się cieszy. Po drodze okazało się, że nie ma w domu kolorowego papieru. postanowiłam więc przetworzyć starą kolorową gazetkę, u mnie tego na tony, a spalić w piecu się toto nie da. Mamy więc łańcuch z recyklingu:


Na oknie w salonie (i nie tylko tam) mamy również ekologiczne ozdoby. Ich ekologiczność polega na tym, że zostały wysępione z miejsca, gdzie miały wisieć czyli użyte ponownie ;) To dwustronna naklejka:
Mamy takie od wschodu, zachodu i południa. Sąsiedzi się pewnie dziwują ;)

Melduję, że mała kula dla ptaków została zjedzona w 5 dni. Zawiesiłam więc dużą, na której mieszczą sie naraz 3 sikorki - pod warunkiem, że się nie przeganiają. Kule robią furorę, tak jak przypuszczałam. Zadowolony wydaje się też być kot, choć może to frustracja? Zobaczcie, gdzie się schował:

Gdyby ktoś nie widział, zbliżenie:

(Zdjęcia robiłam przez nienajczystsze kuchenne okno, więc wybaczcie jakość.)

Przez chwilę zrobiło się dramatycznie, bo ja wiedziałam, gdzie kocur jest, ale sikorki go nie widziały:

Niepotrzebnie jednak się martwiłam o ptaki - kot zmienił jedynie pozycję głowy:

by po chwili ponownie zapaść w letarg:


Jednym słowem - wesoło u mnie ;)

Dziś kupiłam sztuczny śnieg w sprayu. Jak wiecie, nie martwi mnie brak śniegu, ale na szybie niech będzie nastrój, choć sztuczny. Ubawił mnie za to widok sanek w sklepie - jakoś nikt nie kupował. Wiem, wiem, niektórych to z pewnością martwi, a już z całą pewnością dzieci - moje się nie może doczekać, kiedy ulepimy... pingwina i kota. Hmmm, z moimi zdolnościami plastycznymi jakoś tego nie widzę. Ale jak już będzie śnieg i ulepię tego pseudo-pingwina, to z całą pewnością go wam pokażę.

Niech moc będzie z wami :)

czwartek, 8 grudnia 2011

Otwarcie sezonu zimowego

Wprawdzie śnieg znikł w niewyjaśnionych okolicznościach - dobrze, że robiłam zdjęcia, bo myślałabym że mi się przyśnił ;) - ale jednak nieuchronnie zbliża się zima. Podjęłam decyzję o rozpoczęciu dokarmiania ptaków, w końcu jest grudzień. I zawiesiłam na próbę małe kule. Efekt - sami zobaczcie:



Wygląda na to, że kule zrobią furorę i będziemy chętnie odwiedzani przez ptaki. Z czego bardzo się cieszę, bo ptaki ogromnie lubię. Przy okazji zauważyłam, że ptaki są jak ludzie, to znaczy różne ;) Jedne bardzo sprawnie wskakiwały na kulę a inne jak ostatnie pierdoły, jedne są bardziej inne mniej odważne, jedne zjadają wszystko a inne wybrzydzają ;) Ciekawe, kiedy sikory zwęszą, że od południowej strony domu wisi druga kula. I ciekawe, kiedy koty zwęszą, że tu tyle ptaków przylatuje ;) Mikrosystem po prostu.

A czy wspominałam, że mam jakieś zwierzę na strychu? Wspina się nocą środkiem rynny i zostawia czarne kupy na strychowej podłodze. Chyba że to dwa różne zwierzaki - Miły twierdzi, że nietoperze też mamy. Rok temu mnie to przerażało, teraz cieszę się że to nie człowiek i mam nadzieję że jakaś łasica albo kuna. Hm, czy kuny jadają nietoperze? Bo jeśli tak, to mi się kolejny mikrosystem stworzy...


środa, 7 grudnia 2011

Zapach śniegu

Przyszedł około 22.00. Nie wiem dokładnie, bo zrobił to jak zwykle niepostrzeżenie. Przypadkiem spojrzałam w okno i okazało się, że jest biało! Nie dowierzając własnym oczom, otworzyłam okno - i przestałam mieć wątpliwości, bo w powietrzu unosił się ten specyficzny zapach - zapach śniegu. Zapach, który sprawił, że coś we mnie w środku podskoczyło z radości! A zarzekałam się, że śniegu nie chcę, prawda? To prawdopodobnie moje Wewnętrzne Dziecko tak się ucieszyło.
Zresztą, świat w śniegu jest jakiś lepszy. Jak trądzikowa cera dobrze przykryta pudrem. Ładniejszy po prostu :) Ta czystość i dziewiczość pierwszego śniegu ma właściwości euforyzujące, podobnie jak pierwsze listki na drzewach wiosną. Niby co roku to samo, ale jednak się cieszymy - za każdym razem od nowa.

Nadal jednak uważam, że zeszłoroczna ilość śniegu była grubą (dosłownie!) przesadą.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

5 XII 2010 - 5 XII 2011







Przyznaję, rok temu o tej porze było pięknie. Dziesięć razy piękniej niż dziś. Sto razy. Tysiąc razy. Wszelkie wyświechtane i banalne określenia typu "biały puch", "puchowa kołderka", "magicznie", "prawdziwa zima" miały swoje uzasadnienie.
Ale dla nas był to szósty dzień walki z żywiołem, szósty dzień kłopotów z wyjazdem i wjazdem, szósty dzień trwogi o to co będzie jutro, szósty dzień zablokowanego totalnie Miasta, szósty dzień niemożności zaparkowania i szósty dzień nie-życia, początek niekończącego się odśnieżania, rosnącego poczucia bezradności i beznadziei. Gdybym wtedy wiedziała, że następne 3 miesiące będą wyglądały tak samo (a może 4?), oszalałabym. I tak zaliczyłam mega depresję, która się skończyła dopiero koło czerwca...

Więc nie tęsknię za śniegiem. Choć biały świat jest przepiękny.