jesień

jesień

czwartek, 27 października 2011

Olejowanie mebli ...

...nie krok po kroku, bo się nie znam na olejowaniu. I to zupełnie. Do tego jestem azdolna manualnie i plastycznie. Ale jak trzeba, to trzeba. Instrukcja wydawała się prosta, nakładać olej aż do momentu, w którym drewno przestanie go wchłaniać. Teoretycznie oczywiste, w praktyce nie całkiem. Ale zużyłam 1/3 litrowej puszki, nakładając po 5 warstw na każdą deseczkę, więc powinno być ok. Ostatecznie poprawię na wiosnę.
Polecam olejowanie wszystkim nerwusom i smutasom. Praca łatwa, przyjemna, użyteczna i wymierna. Olej pięknie pachnie a drewno wydaje się być wdzięczne :)



środa, 26 października 2011

A tymczasem...

... dziecię buduje osiedla z klocków (mam nadzieję że nie z tęsknoty za wieżowcem):


a my wydajemy pieniądze, których nie mamy, na rzeczy, które tylko nam wydają się niezbędne:


Siedem róż. Musieliśmy kupić już ;) Posadzone w miejscu, gdzie latem były dziwaczki. Mam nadzieję, że furczak gołąbek vel koliber będzie nadal zaglądał...
Z drugiej strony tarasu planuję niskie iglaki, ale postanowiłam poczekać z tym do wiosny, ponieważ istnieje możliwość, że mi się odmieni.
Oprócz powyższych niezbędnych roślin zostały również przez Miłego zakupione niemal hurtowe ilości drzew i krzewów owocowych (ten człowiek inaczej nie umie): 6 jabłoni, 2 albo 3 grusze, 3 czereśnie, ze 6 śliw, 2 winorośle i pigwowiec. A mamy już (po poprzednikach) 3 wiśnie, jakieś 10 krzaków porzeczek (w tym 9 czarnych), milion krzaków malin i podobną ilość truskawek. Ciekawe, kto to będzie pryskał i się tym zajmował. No niech zgadnę :)

Poza tym w ogrodzie jest jeszcze mnóstwo pracy. Człowiek który wymyślił hasło "ogród bezobsługowy" powinien stanąć pod pręgierzem ;) Bo przecież beton plus tuje to nie jest ogród; wszystkie inne wymagają ciężkiej roboty.
Przycięłam już krzaki malin, wykopałam kanny i lilie (nie lubię kwiatów, które trzeba wykopywać na zimę); wykopałam fuksję (no dobra, dla niej mogę zrobić wyjątek), przycięłam lawendę (pewnie za późno, ale cały czas kwitła a kazali po kwitnieniu), Miły skosił trawnik - pewnie po raz ostatni. Nie mogę się jednak zebrać do grabienia, nie lubię tej roboty bo nużąca i czasochłonna, na szczęście mam pretekst w postaci silnego wiatru. Ale i tak zgrabić trzeba.
Słoneczniki wycięte a nawet wykopane; ptaki zjadły wszystko, co dla nich tam było (na szczęście odłożyłam trochę pestek dla sikorek), przydałoby się jeszcze trochę rabatek skopać i uporządkować co się da, żeby wiosną było mniej pracy. Tylko to zbyt dużo dla jednej osoby, a Miły wraca gdy już ciemno. O, i jeszcze meble tarasowe trzeba zaolejować. I liście zgrabić. Raz, drugi, trzeci, dziesiąty... I za chwilę okrywać lub okopywać rośliny - oczywiście okazało się, że mamy mnóstwo roślin wrażliwych na mróz. I spalić wycięte gałęzie drzew (bo przycinałam forsycje, orzecha, wiśnie, wierzby), chwasty, łodygi malin. I przydałoby się kompostownik wreszcie zbudować (wykonania tej pracy odmawiam!) I okna przed mrozami umyć, niemalowane wcześniej ściany pomalować (nie wytrzymam dłużej żółtej klatki schodowej), nie wspominając o bieżących zajęciach domowych i rodzicielskich...
Kurczę, nie mam czasu, nie mam czasu, niemamczasu...

czwartek, 20 października 2011

Moje okno na (piękny) świat

Kuchenne okno. Żebyście nie myśleli, że ja leżę i płaczę, że nie mieszkam w stolycy. Nie leżę, nie płaczę. Choć przemyśliwuję sobie to i owo. Na razie jednak zmieniłam w kuchni firankę na kusą, umyłam okno i od razu mi raźniej :)

Co nie oznacza, że postanowiłam radośnie klepać biedę i żyć ideałami jak dotychczas. Niestety albo stety, życie mnie sprowadziło na ziemię i zaprawdę powiadam wam, moi drodzy, praca jest po to, żeby w niej zarabiać pieniądze a tak zwana satysfakcja to rzadki (choć miły) skutek uboczny. Satysfakcja jako dominujące kryterium wyboru pracy czy w niej trwania to opcja dla tych, którzy mają bogatego współmałżonka. Ja nie mam, więc pozwólcie że porzucę swoje ideały i zacznę myśleć o tym, w jaki sposób stworzyć swojej rodzinie możliwości rozwoju, nie tylko psychicznego.
Choć na razie się nie wyprowadzam ze swojego domu, w końcu niedawno się do niego wprowadziłam.

piątek, 14 października 2011

Jeszcze o Innym Świecie i Zadupiu

Wiecie co, ja się nie zachwycam szeregowymi domami, mieszkaniami w bloku ani głupimi nowobogackimi nie mającymi czasu dla swoich dzieci. Nie dość dokładnie wyraziłam swoje myśli w poprzednim poście. Najbardziej to mi chodziło o dwie rzeczy:
1. MOŻLIWOŚCI rozwoju dla dziecka. Łatwo jest powiedzieć, że lepszym rodzicem jest ten, który z dzieckiem rozmawia niż ten, który je zapisuje na zajęcia. A co, jeśli rodzice robią jedno i drugie? Znajomi u których byliśmy, mają troje dzieci, i kochają je bardzo, i zajmują się nimi. Rozmawiają i mądrze dyscyplinują. A przy tym w nie inwestują. Te dzieci mają dostęp do najnowszych technologii, najlepszych ubrań, sprzętów i szkół; rodziców stać na opłacenie im również zajęć dodatkowych. W tym kontekście moje dziecko jest skazane na upośledzenie, bo ja nie mam możliwości zapewnienia mu takich możliwości ;) Czy tamte dzieci są przez to szczęśliwsze? Nie wiem. Wiem za to, że najprawdopodobniej osiągną znacznie więcej niż moje, a niestety w naszych czasach liczy się to, jaką szkołę skończyłeś i ile języków znasz.
2. Standard życia. Po prostu rusza mnie to, że w tamtym domu jest drewno egzotyczne i włoski gres a u mnie najtańszy parkiet i płytki drugiej kategorii. Że ich dom jest dwa razy większy niż mój. Że ich firma wysyła ich na szkolenie do Bostonu a ja muszę płacić za konferencję w Pcimiu Dolnym z własnej kieszeni. Że odkąd kupiłam dom, nie stać mnie praktycznie na nic. I zaczęłam się zastanawiać - a może trzeba było sprzedać mieszkanie i wynieść się do Dużego Miasta zamiast kupować dom na wsi? I im dłużej o tym myślę, tym bardziej się boję, że odpowiedź brzmi: tak. Zwłaszcza, że naprawdę lubię klimat dużych miast.

Z drugiej zaś strony, Miły kupił dziś sadzonki drzew owocowych w celu założenia mini-sadu. I nie powiem, że sprawiło mi to przykrość.

Dziękuję wam za komentarze i chętnie poczytam więcej :)

Agatko, witaj na pokładzie :)

środa, 12 października 2011

Powrót z innego świata

Wróciliśmy w niedzielę wieczorem, a ja jeszcze nie mogę dojść do siebie. W Innym Świecie standardem są takie domy:

a działka budowlana kosztuje milion (!) złotych;

albo takie mieszkania, w cenie 13500 zł za metr kwadratowy:

W Innym Świecie ogrody projektują projektanci ogrodów, domy sprzątają panie do sprzątania, dzieci przyprowadzają ze szkoły nianie, a rodzice zajmują się zarabianiem dużych pieniędzy.
W Innym Świecie taki ogród jest ogrodem skromnym:

Najgorsze jest to, że znajomi z Innego Świata nie są jakoś szczególnie bogaci. Po prostu dobrze zarabiają. Pochodzą ze wsi, wszystkiego dorobili się sami; w przeciwieństwie do mnie wybrali odpowiedni kierunek studiów w odpowiednim mieście.
Zatem publicznie oświadczam, że:
- nie jestem żadnym mieszczuchem, tylko prowincjonalną gęsią
- mieszkam na zadupiu, pod zadupiastym Miastem (sorry, ale tak jest)
- moje dziecko będzie niedorozwinięte, ponieważ nie stać mnie na weekendowe zajęcia typu "robotyka" "wspinaczka", "taniec nowoczesny" czy choćby "zajęcia plastyczne dla dzieci"; zresztą nawet gdyby mnie było stać, to nie ma w moim Mieście Centrum Nauki, kina Muranów, ogrodów BUWu, muzeum Powstania ani czegokolwiek sensownego dla dzieci (ani dla dorosłych)
- mój dom jest beznadziejnie brzydki, biedny, nieurządzony a ogród zarośnięty i bez sensu
- i nie, nie byłam w Dubaju. Dubaj zniosłabym lepiej, bo to byłaby nieosiągalna bajka, zaś Inny Świat jest tuż za rogiem, marne 2 godziny jazdy samochodem.

No to sobie ulżyłam. Naprawdę odchorowuję ten wyjazd.

Zamieszczanie komentarzy - instrukcja

Dla tych, którzy nie mogą zamieszczać u siebie komentarzy, albo u których nie mogę ja zamieszczać ;)

Cytuję przyjaciela-informatyka:

Trzeba "Zmienić sposób komentowania. Zaloguj się na swojego bloga, przejdź
do: Ustawienia, a tam na zakładkę Komentarze. Tam, na trzecim miejscu
od góry, jest "Miejsce formularza komentarzy", z 3 opcjami do wyboru:
- Cała strona
- Okienko wyskakujące
- Osadzony pod postem
Jeśli masz wybrane 'osadzony pod postem', zmień na 'Cała strona' i zapisz ustawienia. To sprawi, że formularz dodawania komentarza będzie się pokazywał na osobnej stronie, a nie tak ładnie
pod postem, jak teraz. Brzydziej, ale część użytkowników  pisze, że im to pomogło
".

Wykopki

Moje młode wrzosowisko

Obiecane zdjęcie:
Trzymajcie kciuki, żeby wrzosy przeżyły tę zimną jesień, że nie wspomnę o zimie...

czwartek, 6 października 2011

Jesienne prace i jesienne klimaty

Nigdy w życiu nie pracowałam tyle fizycznie, serio, nie przypuszczałam nawet, że w ogrodzie jest tyle pracy. Ale nie martwi mnie to (już), przynajmniej nie gnuśnieję przed telewizorem czy komputerem. Inna sprawa, że nie mam na nic czasu.
Wczoraj miałam również mnóstwo pracy. Najpierw zabrałam się za dwie Hakuro, które trzeba było koniecznie przyciąć, bo wyglądały strasznie kudłato i niechlujnie. Wzięłam więc ogrodowe nożyce i sekator (moje ulubione narzędzia) i zrobiłam z nich to:
Widzę, że trochę krzywo, trzeba będzie poprawić. Ale... Jezusicku, jaka to była siłownia! Nożyce ogrodowe są ciężkie, a tu trzeba było trzymać ręce cały czas w górze! Mięśnie naramienne mocno pracowały, na szczęście nie mam zakwasów.
Resztę wolnego czasu zajęło mi przygotowywanie podłoża dla wrzosów. Przekopałam trawnik, wywaliłam darń, wrzuciłam kwaśny torf i sosnowe igły (jak radziła Gaja) i wszystko razem wymieszałam. Nie wymieniałam całej ziemi, bo mam tam piach i wygląda na kwaśną (w cieniu rośnie mech) a w ogóle to jest takie leśne miejsce. Potem wsadziłam wrzosy. Cztery, bo tylko tyle miałam ale posłuchałam Gai, że lepiej im będzie w ziemi niż w doniczce. W związku z tym moje wrzosowisko to mini-mini, tyci-tyci wrzosowiseczko:


Moim zdaniem, choć na razie marnie to wygląda to i tak widać, że w tym miejscu brakowało wrzosów i że jest to dla nich idealne otoczenie: sosny, jałowiec, jodła i azalie; z tyłu brzozy niczym w lesie mieszanym.
Ale nie przywiązujcie się zbytnio do tego widoku, ponieważ mój kochany Miły KAZAŁ MI dokupić wrzosy. Zwykle nie jestem posłuszną żoną, ale w tym wypadku ochoczo spełniłam polecenie Pana Męża, choć naprawdę nie mamy pieniędzy. Miły nie uznaje półśrodków, więc kazał dokupić nie 6 wrzosów, jak planowałam, ale... dwadzieścia. Kupiłam więc 6 wrzosowych, 6 różowych i 5 białych, które są właściwie ecru. Razem 21. Zdjęcia wrzucę wkrótce. Jestem szczęśliwa, choć to niedobrze, że oboje jesteśmy nierozsądni :)

A klimaty, jakimi chcę się podzielić, to:

- pięknie przebarwiające się brzozy:
- czerwony winobluszcz:


- kończąca (chyba) kwitnienie fuksja, niechże kończy, bo muszę ją wykopać!


- kudłate trawy (w ogrodniczym, który mam po drodze jest wyprzedaż traw, ledwo się powstrzymałam):


- i na koniec kwiaty typowo jesienne, czyli chryzantemy. Okazało się, że mam dwa rodzaje. I wiecie co? Zaczęłam uważać, że chryzantemy są bardzo piękne! To nasze skojarzenie ze świętem zmarłych im nie służy, ale to są przecież kuzynki astrów i to świetnie, że kwitną o tej porze roku! Ja zamierzam posadzić ich w ogrodzie więcej.


 To tyle. Pozdrawiam ciepło; szykujcie kurtki, bo od jutra w dzień 10-11 stopni - przynajmniej u nas na wschodzie.

wtorek, 4 października 2011

Zestaw antydepresyjny na zimę

Czyli nalewka z malin i wino z winogron :) Oba trunki robione pierwszy raz w życiu. Maliny własne, winogrona od przyjaciół. Przepis na nalewkę mam z "Działkowca" i wygląda on mniej więcej tak: 2 kilo malin, 3/4 kg cukru, 2-3 goździki, 2-3 zmiażdżone pestki ze śliwek, 1/2 l spirytusu, 1/2 l wódki. A ja robię tak: malin na oko, cukru na oko, pół litra spirytusu i szklanka wody; jak mi się przypomni to wrzucę te goździki. Przepis na wino równie twórczo potraktowany ;) Najgorsze w tych trunkach jest to, że trzeba na nie czekać wiele tygodni, choć w przypadku nalewki wydaje się to doprawdy zbędne ;)

poniedziałek, 3 października 2011

Prognozy, komentarze i kalendarz księżycowy

Prognoz ciąg dalszy: moja mama mówi, że zima będzie bardzo łagodna, "gdzieś w telewizji mówili". Na razie nie wygląda, bo już od piątku mają być temperatury maksymalne rzędu 10-12 stopni. I pochmurno, w jednym dniu na tvnmeteo napisane jest nawet "ponuro" ;) Cóż, trzeba będzie uruchomić zestaw antydepresyjny...

Komentarze: blogger postanowił mnie doprowadzić do szału i nie mogę niczego komentować, to znaczy napisać komentarz sobie mogę, ale opcja "zamieść" powoduje jego zniknięcie. Ci co mnie znają domyślają się zapewne, jak mi to podnosi ciśnienie. Zatem tu muszę skomentować parę spraw.
mimo-za: wiewióraka upiekłam, nawet w dzień chłopaka mi się udało ;) Moje uwagi są takie: najpierw przejrzeć orzechy z lupą pod kątem skorupek, a ponadto spokojnie może być mniej cukru. Zastanawiam się też nad wersją tylko z jabłkami, zresztą jakby się zastanowić to właściwie jest keks, więc wszystko można wrzucić ;)
Gaja: pomysł z wrzosowiskiem mi się bardzo podoba, rzeczywiście mogę przecież zacząć od trzech wrzosów. Może mi się uda w tym tygodniu, choć nie wiem czy warto, skoro ma być zimno. Czy wrzosy są bardzo ciepłolubne? Tak na chłopski rozum, to chyba nie, skoro rosną w polskich lasach... I cudne masz trawy, one i rozchodniki to moja nowa wielka miłość.
Aneta: cieszę się, że Cię poznałam :)

A kalendarz księżycowy leży przede mną, w czymś co się nazywa "Przepis na ogród", i już wam szybko donoszę, że:
od 3 do 5. października jest dobry czas na zbiór plonów na przetwory. "Przekopujemy rabaty i przygotowujemy glebę do uprawy rozsad na wiosnę. Wykopujemy cebule mieczyków, dalii, pacioreczników oraz begonii" (fuksji też, o ile nie kwitną, tak jak moje).
5-7. października: "wykopujemy późne odmiany marchwi, ziemniaków i pietruszki. Rozmnażamy przez odkłady powojniki, wiciokrzewy i hortensje pnące".

Biegnę zatem zbierać, przekopywać i wykopywać, czego i wam życzę ;)