jesień

jesień

wtorek, 1 listopada 2011

Jesień na tak, zima na nie

Nie pamiętam, kiedy ostatnio padał większy deszcz. Tyle już dni świeci słońce, że nie robię w domu tego, co sobie zaplanowałam - skupiam się na pracach ogrodowych, póki jest ładnie. Teraz wprawdzie dzień będzie krótszy, ale na razie zupełnie nie mamy powodu do narzekań, prawda? Za to z niepokojem oglądam prognozy długoterminowe, na razie nie zapowiadają śniegu, uff. Nie chcę śniegu, nie chcę śniegu, niechcęśniegu, niechcęśnieguniechcęśniegu... Perspektywa zimy wciąż mnie przeraża, owszem, przeżyliśmy poprzednią, nie mieszkamy na odludziu ani w lesie, mamy blisko drogę wojewódzką, ale to i tak był koszmar. Dlatego nikomu nie doradzę by miał dom w dziczy. Chyba że ma własną odśnieżarkę i samochód z napędem na 4 koła. Ja nie mam ani jednego ani drugiego. Za to mam dom oddalony od ulicy o co najmniej 60 metrów. Jest to świetne przez 3/4 roku, ale ta jedna czwarta... Nie rozumiem tych, którzy lubią zimę ani tych, co utknięcie w hałdzie śniegu traktują jak zabawną przygodę. Mnie to, cholera, nie bawi. Jeśli zatem niebiosa ogłoszą jakieś głosowanie, to ja optuję za zimą bezśnieżną. Wolę dżdżystą i mglistą, najlepiej brytyjską, żeby można było ją przechodzić w pantoflach. Howgh, powiedziałam.
A tymczasem parę widoczków z ogrodu. Znaczy, ekhm, przypadkowych acz hurtowych nasadzeń w obrębie zakupionej działki.

Od lewej: przekwitnięty powojnik, przebarwiony rozchodnik okazały, pośrodku miskant, z prawej dwa berberysy i rozchodnik mały :) Miskant chiński ale nie olbrzym, przynajmniej mamy taką nadzieję. Jednakże po obejrzeniu kolejnego odcinka "Roku w ogrodzie", zamarzył nam się również i ten kilkumetrowy wielkolud. Mamy go gdzie posadzić przecież. No i zakochałam się w rozplenicy japońskiej, muszę ją mieć, bo jest przepiękna!

Od lewej: zbrązowiałe liście magnolii, strona zachodnia domu z kilkuletnimi sosnami, czarne kikuty rudbekii (okazałej, zdaje się), które tak wyglądają odkąd ciocia z Olsztyna wykopała kwitnące i mi dała a było to w sierpniu; dalej huśtawka z córką albo córka z huśtawką, poniżej hortensja i przebarwiony modrzew. Hortensje na działce mam dwie, ale chyba im się u nas nie podoba. Nie wyglądają tak, jak hortensje "u ludzi". Marnie kwitną, liście im szybko brązowieją, i w ogóle stroją fochy. Może w przyszłym roku się poprawią, a może nie.

A tu widoki południowo zachodnie plus kawałek naolejowanego mebla. Olejowanie się udało, więc nadal uważam, że to świetna robota.

Faaajna jest ta jesień, niech więc trwa jak najdłużej...

2 komentarze:

  1. To ja się bezczelnie podpisuję pod tą modlitwą. Zima choć bywa uroczo malownicza wpędza mnie w stany depresyjne. Jesień panująca tego roku baaaaardzo mi odpowiada ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nienawidzę zimy, ale mimo, że mieszkam na końcu wsi, żadne śniegi mi nie straszne, bo...przede mną mieszka PAN SOŁTYS i drogę mam zawsze przejezdną! Nie pomyślałam o takich korzyściach, a są! Zimy, w kwestii odśnieżanie, a przerobiłam już sześć, są u mnie o niebo lepsze niż w miastach!

    OdpowiedzUsuń