jesień

jesień

środa, 26 października 2011

A tymczasem...

... dziecię buduje osiedla z klocków (mam nadzieję że nie z tęsknoty za wieżowcem):


a my wydajemy pieniądze, których nie mamy, na rzeczy, które tylko nam wydają się niezbędne:


Siedem róż. Musieliśmy kupić już ;) Posadzone w miejscu, gdzie latem były dziwaczki. Mam nadzieję, że furczak gołąbek vel koliber będzie nadal zaglądał...
Z drugiej strony tarasu planuję niskie iglaki, ale postanowiłam poczekać z tym do wiosny, ponieważ istnieje możliwość, że mi się odmieni.
Oprócz powyższych niezbędnych roślin zostały również przez Miłego zakupione niemal hurtowe ilości drzew i krzewów owocowych (ten człowiek inaczej nie umie): 6 jabłoni, 2 albo 3 grusze, 3 czereśnie, ze 6 śliw, 2 winorośle i pigwowiec. A mamy już (po poprzednikach) 3 wiśnie, jakieś 10 krzaków porzeczek (w tym 9 czarnych), milion krzaków malin i podobną ilość truskawek. Ciekawe, kto to będzie pryskał i się tym zajmował. No niech zgadnę :)

Poza tym w ogrodzie jest jeszcze mnóstwo pracy. Człowiek który wymyślił hasło "ogród bezobsługowy" powinien stanąć pod pręgierzem ;) Bo przecież beton plus tuje to nie jest ogród; wszystkie inne wymagają ciężkiej roboty.
Przycięłam już krzaki malin, wykopałam kanny i lilie (nie lubię kwiatów, które trzeba wykopywać na zimę); wykopałam fuksję (no dobra, dla niej mogę zrobić wyjątek), przycięłam lawendę (pewnie za późno, ale cały czas kwitła a kazali po kwitnieniu), Miły skosił trawnik - pewnie po raz ostatni. Nie mogę się jednak zebrać do grabienia, nie lubię tej roboty bo nużąca i czasochłonna, na szczęście mam pretekst w postaci silnego wiatru. Ale i tak zgrabić trzeba.
Słoneczniki wycięte a nawet wykopane; ptaki zjadły wszystko, co dla nich tam było (na szczęście odłożyłam trochę pestek dla sikorek), przydałoby się jeszcze trochę rabatek skopać i uporządkować co się da, żeby wiosną było mniej pracy. Tylko to zbyt dużo dla jednej osoby, a Miły wraca gdy już ciemno. O, i jeszcze meble tarasowe trzeba zaolejować. I liście zgrabić. Raz, drugi, trzeci, dziesiąty... I za chwilę okrywać lub okopywać rośliny - oczywiście okazało się, że mamy mnóstwo roślin wrażliwych na mróz. I spalić wycięte gałęzie drzew (bo przycinałam forsycje, orzecha, wiśnie, wierzby), chwasty, łodygi malin. I przydałoby się kompostownik wreszcie zbudować (wykonania tej pracy odmawiam!) I okna przed mrozami umyć, niemalowane wcześniej ściany pomalować (nie wytrzymam dłużej żółtej klatki schodowej), nie wspominając o bieżących zajęciach domowych i rodzicielskich...
Kurczę, nie mam czasu, nie mam czasu, niemamczasu...

5 komentarzy:

  1. Nie ogarniam? Ostatnio tak właśnie mam na imię z początkiem każdego tygodnia. Pomyśl - ani centa wydanego na aerobik czy siłownię! - oszczędność wyższego rzędu. A że pasja kosztuje... no ale w co do cholery inwestować jeśli nie w pasję???
    Kilo benedyktyńskiej mąki orkiszowej firomowanej znaczkiem hildegardy - 15zł (słychać westchnienie?).

    OdpowiedzUsuń
  2. ojtamojtam....
    pieniądze zawsze się znajdą, a czas ...? Im masz go mniej tym więcej...
    I żeby było jasne! Naprawdę w to wierzę...:)

    OdpowiedzUsuń
  3. A co tam słychać u Twojego zestawu antydepresyjnego? Mozna już przyjeżdzać ?:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na zestaw antydepresyjny zapraszam, radzę się pośpieszyć bo nalewka jest zbyt smaczna żeby miała szanse dotrwać do zimy ;) Wino jeszcze niegotowe, ale ostatecznie można wypić i takie, gdy życie mocno przygniecie :)

    OdpowiedzUsuń