jesień

jesień

piątek, 14 października 2011

Jeszcze o Innym Świecie i Zadupiu

Wiecie co, ja się nie zachwycam szeregowymi domami, mieszkaniami w bloku ani głupimi nowobogackimi nie mającymi czasu dla swoich dzieci. Nie dość dokładnie wyraziłam swoje myśli w poprzednim poście. Najbardziej to mi chodziło o dwie rzeczy:
1. MOŻLIWOŚCI rozwoju dla dziecka. Łatwo jest powiedzieć, że lepszym rodzicem jest ten, który z dzieckiem rozmawia niż ten, który je zapisuje na zajęcia. A co, jeśli rodzice robią jedno i drugie? Znajomi u których byliśmy, mają troje dzieci, i kochają je bardzo, i zajmują się nimi. Rozmawiają i mądrze dyscyplinują. A przy tym w nie inwestują. Te dzieci mają dostęp do najnowszych technologii, najlepszych ubrań, sprzętów i szkół; rodziców stać na opłacenie im również zajęć dodatkowych. W tym kontekście moje dziecko jest skazane na upośledzenie, bo ja nie mam możliwości zapewnienia mu takich możliwości ;) Czy tamte dzieci są przez to szczęśliwsze? Nie wiem. Wiem za to, że najprawdopodobniej osiągną znacznie więcej niż moje, a niestety w naszych czasach liczy się to, jaką szkołę skończyłeś i ile języków znasz.
2. Standard życia. Po prostu rusza mnie to, że w tamtym domu jest drewno egzotyczne i włoski gres a u mnie najtańszy parkiet i płytki drugiej kategorii. Że ich dom jest dwa razy większy niż mój. Że ich firma wysyła ich na szkolenie do Bostonu a ja muszę płacić za konferencję w Pcimiu Dolnym z własnej kieszeni. Że odkąd kupiłam dom, nie stać mnie praktycznie na nic. I zaczęłam się zastanawiać - a może trzeba było sprzedać mieszkanie i wynieść się do Dużego Miasta zamiast kupować dom na wsi? I im dłużej o tym myślę, tym bardziej się boję, że odpowiedź brzmi: tak. Zwłaszcza, że naprawdę lubię klimat dużych miast.

Z drugiej zaś strony, Miły kupił dziś sadzonki drzew owocowych w celu założenia mini-sadu. I nie powiem, że sprawiło mi to przykrość.

Dziękuję wam za komentarze i chętnie poczytam więcej :)

Agatko, witaj na pokładzie :)

12 komentarzy:

  1. Ach te dylematy :)
    Też je przegryzam. Skoro nie mam mozliwosci ,to daje to co mam ,coż,takie jest życie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ani egzotyczne drewno, ani włoski gres, ani najlepsze kursy świata nie sprawią, że ludzie posiadający je będą szczęśliwsi.A o to chodzi, prawda?
    Syn moich przyjaciół z Zadupia Strasznego, gdzie spędził dzieciństwo i młodość, za chwilkę będzie profesorem, bo tego chciał. Wiele zależy nie tylko od nas.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak. Jest tak ja piszesz. Często. Czasami.
    Ludzie mają lepiej. Niektórzy. Niektórzy dużo lepiej.
    Życie nie jest sprawiedliwe, a dzieci nie mają takich samych warunków wyjściowych.
    Chodź na wódkę !:)
    Ps1
    ”Szczęście jest czymś więcej niż zewnętrzną pomyślnością; warunki wewnętrzne więcej dlań znaczą”
    Ps2
    Zawsze sprzątam, staram się ładnie wyglądać i przygotowuję sprawdzone jedzenie na przyjazd gości. Zwłaszcza tych, których rzadko widuję. Ty nie?
    No chyba, ze trafiłaś na Rodzinę Roku. To masz pecha :)
    Ps3
    Każda rzeczywistość ma swoje drugie dno. Wszystko ma swój koszt.
    Ps4
    Tak naprawdę, to niewiele jest takich decyzji „na zawsze”. Na pewno nie jest nią miejsce zamieszkania….

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dopadło Cię podstępne choróbsko o nazwie "trawa po drugiej stronie płotu zawsze zieleńsza"? Lekarstwo? Umów się z nami na wódkę!

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej, dzięki za wasz odzew. Oczywiście nie trafiłam na rodzinę roku i nie uważam, że trawa po drugiej stronie płotu jest bardziej zielona. Takie mnie po prostu dopadają smuteczki ostatnio, bo sobie od roku klepię biedę i to jest zupełnie okropne.

    A na wódkę chętnie się umówię :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dołączam się do "wydźwięku" obecnych komentarzy. U mnie dźwięczy podobnie: wódka wypita w dobrym towarzystwie, nawet ta najtańsza, smakuje najlepiej. Co do szans rozwojowych - jestem przekonany, że największy wpływ ma wiara we własny sukces i własna motywacja. Tych rzeczy dziecko może nauczyć się tylko od rodziców (niezależnie od majętności). A co do względności oceny - marzę byśmy kiedyś mogli (ja i O.) zamieszkać w takim domu jak Wasz:) (G.K.)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiara we własny sukces jest bardzo ważna, ale jeśli człowiek ma możliwość próbowania różnych rzeczy, sprawdzania swoich talentów czy wreszcie szanse na porządne wykształcenie, wtedy nie traci czasu na to co zbędne i szybciej odnajduje swoją życiową drogę. Skąd moje dziecko ma wiedzieć, że ma zdolności językowe czy taneczne, jeśli nie ma szans popróbować takich zajęć? I jak rozwijać talenty bez pieniędzy? Może i można, ale dochodzenie do czegokolwiek trwa wtedy latami. Czy nie szkoda życia?
    Kochany G.K., cieszę się że lubisz mój dom, ale jeśli dalej będę idealistką, to go będę musiała oddać bankowi...

    OdpowiedzUsuń
  9. A, i jeszcz jedno: ja nie wolę taniej wódki w dobrym towarzystwie ani drogiej w złym. Ja chcę mieć jedno i drugie (oczywiście w przenośni). Czy jest w tym coś złego?

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jest. O ile to chcenie Cię unieszczęśliwia, zabiera siły i nie pozwala korzystać z tego co masz.
    Nie ma jeśli Cię motywuje, inspiruje, uatrakcyjnia Twoje życie lub ewentualnie jest wentylem bezpieczeństwa, dając okazję do pomarudzenia w doborowym towarzystwie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. wycofuję swój poprzedni komentarz! Chcę drogiej wódki (G.K.)

    OdpowiedzUsuń