jesień

jesień

czwartek, 6 października 2011

Jesienne prace i jesienne klimaty

Nigdy w życiu nie pracowałam tyle fizycznie, serio, nie przypuszczałam nawet, że w ogrodzie jest tyle pracy. Ale nie martwi mnie to (już), przynajmniej nie gnuśnieję przed telewizorem czy komputerem. Inna sprawa, że nie mam na nic czasu.
Wczoraj miałam również mnóstwo pracy. Najpierw zabrałam się za dwie Hakuro, które trzeba było koniecznie przyciąć, bo wyglądały strasznie kudłato i niechlujnie. Wzięłam więc ogrodowe nożyce i sekator (moje ulubione narzędzia) i zrobiłam z nich to:
Widzę, że trochę krzywo, trzeba będzie poprawić. Ale... Jezusicku, jaka to była siłownia! Nożyce ogrodowe są ciężkie, a tu trzeba było trzymać ręce cały czas w górze! Mięśnie naramienne mocno pracowały, na szczęście nie mam zakwasów.
Resztę wolnego czasu zajęło mi przygotowywanie podłoża dla wrzosów. Przekopałam trawnik, wywaliłam darń, wrzuciłam kwaśny torf i sosnowe igły (jak radziła Gaja) i wszystko razem wymieszałam. Nie wymieniałam całej ziemi, bo mam tam piach i wygląda na kwaśną (w cieniu rośnie mech) a w ogóle to jest takie leśne miejsce. Potem wsadziłam wrzosy. Cztery, bo tylko tyle miałam ale posłuchałam Gai, że lepiej im będzie w ziemi niż w doniczce. W związku z tym moje wrzosowisko to mini-mini, tyci-tyci wrzosowiseczko:


Moim zdaniem, choć na razie marnie to wygląda to i tak widać, że w tym miejscu brakowało wrzosów i że jest to dla nich idealne otoczenie: sosny, jałowiec, jodła i azalie; z tyłu brzozy niczym w lesie mieszanym.
Ale nie przywiązujcie się zbytnio do tego widoku, ponieważ mój kochany Miły KAZAŁ MI dokupić wrzosy. Zwykle nie jestem posłuszną żoną, ale w tym wypadku ochoczo spełniłam polecenie Pana Męża, choć naprawdę nie mamy pieniędzy. Miły nie uznaje półśrodków, więc kazał dokupić nie 6 wrzosów, jak planowałam, ale... dwadzieścia. Kupiłam więc 6 wrzosowych, 6 różowych i 5 białych, które są właściwie ecru. Razem 21. Zdjęcia wrzucę wkrótce. Jestem szczęśliwa, choć to niedobrze, że oboje jesteśmy nierozsądni :)

A klimaty, jakimi chcę się podzielić, to:

- pięknie przebarwiające się brzozy:
- czerwony winobluszcz:


- kończąca (chyba) kwitnienie fuksja, niechże kończy, bo muszę ją wykopać!


- kudłate trawy (w ogrodniczym, który mam po drodze jest wyprzedaż traw, ledwo się powstrzymałam):


- i na koniec kwiaty typowo jesienne, czyli chryzantemy. Okazało się, że mam dwa rodzaje. I wiecie co? Zaczęłam uważać, że chryzantemy są bardzo piękne! To nasze skojarzenie ze świętem zmarłych im nie służy, ale to są przecież kuzynki astrów i to świetnie, że kwitną o tej porze roku! Ja zamierzam posadzić ich w ogrodzie więcej.


 To tyle. Pozdrawiam ciepło; szykujcie kurtki, bo od jutra w dzień 10-11 stopni - przynajmniej u nas na wschodzie.

3 komentarze:

  1. To jest życie, co? Takie realne, namacalne, dogłębne, takie prawdziwe.
    Zamiast nowej torebki - naręcze wrzosów (to u Ciebie), zamiast nowej kiecki - bertram albo wory mąki orkiszowej (to u mnie). I robota ręczna:))))
    Również nie skazywałabym chryzantemów jedynie na żywot cmentarny.
    Dziś jeszcze słońce nas rozpieszcza, jak dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczny jest Twój ogródek. Zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja bym chciała i naręcze wrzosów, i nową torebkę...

    OdpowiedzUsuń