jesień

jesień

wtorek, 6 września 2011

Przegląd fauny wiejskiej (in order of appearance)

Ponieważ wielkimi krokami zbliża się rocznica naszego „zwieśniaczenia”, naszło mię przeto na podsumowania i wspomnienia. Najsampierw podsumowanie zwierzyny jaka zamieszkuje na stałe bądź czasowo nasz ogród. Trochę tego było.

  1. Pędraki – protoplaści chrabąszczy majowych. Zwierz tłusty, biały i wijący się, a z przodu szczęki posiadający. Obrzydliwy i niebezpieczny – podgryza rośliny. Niekoniecznie da się go wytępić.
  2. Kret, zwany pajacem (inne określenia nie nadają się do publikacji). Jak wygląda każdy wie, choć rzadko daje się fotografować. Miłośnik pędraków (podobno), najbardziej lubi się podkopywać pod świeżo założony lub skoszony trawnik, ewentualnie pod cenne egzemplarze roślin, co powoduje atak apopleksji u właścicieli ogrodu. Jak dotychczas próbowaliśmy go wykurzyć za pomocą aparatu generującego dźwięki (skutek: jeszcze gorliwiej robione podkopy), próbując się z nim zaprzyjaźnić (nie wyszło) oraz próbując zignorować jego działalność, licząc na to, że mu się znudzi (nie wyszło). Ponieważ jesteśmy ludźmi miłosiernymi, nie zastosowaliśmy sposobu z saletrą ani tym bardziej z trucizną, więc pajac pajacuje nadal a nasz trawnik wygląda tragicznie.
  3. Myszy. W domu znalazła się jedna, a paniki było na dziesięć. Prawdopodobnie mieszkają u nas w stodole, o ile nie wyjadły ich koty. Nie sprawdzałam na wszelki wypadek.
  4. Ptaki. Sikory, wróble, dzwony, kopciuszki, kosy, rudziki, jaskółki… Zimą dokarmiamy, wiosną posialiśmy dla nich słoneczniki i zasadziliśmy ogniki. Chyba nas lubią. Jednak największą radość mają z tego koty – w dowód wdzięczności jeden z nich zostawił mi na tarasie ptasiego nieboszczyka.
  5. Koty. Własnych nie mamy, choć lubimy. Ale ponieważ nie mamy też psów, to odwiedzają nas koty cudze. W ilości dość znacznej. Mam nadzieję, że żywią się myszami ze stodoły, choć możliwe że wolą ptaki – jeden z nich stacjonuje na wszelki wypadek w karmniku, zwłaszcza w słoneczne dni, choć i przed deszczem jako tako można się tam schronić. Widok kociego dupska wystającego z karmnika jest naprawdę bezcenny.
  6. Mrówki. Mają dobrą prasę, bo niby takie pracowite. W rzeczywistości zdrajcy i kolaboranci – współpracują z mszycami, chroniąc je przed biedronkami bo im się to opłaca. Ponadto drążąc podziemne tunele są w stanie sporo zniszczyć. Włażą do domu, jak się straci czujność. Z domu wykurzyłam je jakąś trucizną (nie jestem z tego dumna), spod róż – inną trucizną (jw.) oraz proszkiem do pieczenia. Pomogło, i wydatnie zmniejszyło ilość mszyc.
  7. Mszyce. Podobno jest ich w Polsce 700 gatunków. Zatem walka z nimi to walka z wiatrakami. Jako przeciwniczka chemii stosowałam wodę z sodą, ale chyba było ich na różach za dużo, i musiałam kupić jakiś shit. Który pomógł. Pomogło też wykurzenie mrówek z rabatki różanej. Mam spiskową teorię, że mszyce pojawiają się po zastosowaniu nawozu, po to, żeby musieć zastosować preparat na mszyce. U mnie róże podsypane nawozem były oblepione mszycami, zaś róże nienawożone nie miały ani jednej mszycy. Przypadek?
  8. Chrabąszcze majowe. Wykształcają się z pędraków, najeżdżają sady, wsie i miasta faktycznie w maju, gdzie tną wszystko co popadnie, a najchętniej drzewa i krzewy owocowe. Majowe wieczory przypominają więc atak bombowców – niebo jest od nich niemal czarne (wcale nie przesadzam!). Sposobu na nie nie ma, bo nawet opryski nie dają gwarancji.
  9. Pszczoły, osy i trzmiele. Zapraszamy w nasze progi, bo podobno coraz mniej na świecie a przecież bez nich zginiemy. Mamy więc na działce mnóstwo kwiatów kwitnących od lutego (prymule) po marzec i kwiecień (tulipany, hiacynty), maj (róże), czerwiec i lipiec (budleja, róże, kosmosy, słoneczniki, dalie itd.), sierpień (róże, aksamitki, rudbekie, facelia), aż po wrzesień i październik (aksamitki) a nawet listopad (chryzantemy). Mamy też kwitnące drzewa i krzewy. Nasze owady szczególnie lubią maliny, słoneczniki, aksamitki i facelię.
  10. Motyle. Niepożyteczne ale i nieszkodliwe. Sprawiają że ogród ożywa i pięknieje. Korzystają z pyłku naszych kwiatów, a szczególnie lubią budleję (czyli to prawda, co o budlei piszą).
  11. Muchy i muszki. Muchy paskudnie brzęczą, muszki rozmnażają się chyba przez pączkowanie, bo z jednej nagle robi się dziesięć. „Dzięki” muszkom nawet banany trzymam w lodówce, co im oczywiście nie sprzyja (bananom, muszki wlatują nawet do lodówki). Małe toto, a strasznie upierdliwe.
  12. Komary: no comments. W czerwcu i lipcu ich nie było, odbiły sobie tę nieobecność później – i to z nawiązką.
  13. No i psy. Na działce nie ma, ani nas nie odwiedzają cudze, ale mieszkają po sąsiedzku. Małe, głupie, jazgotliwe. Szczekają za każdym razem, jak się podchodzi do własnego płotu, szczekają prawie cały czas w nocy. Od czasu do czasu przypominają sobie, że są kuzynami wilków i wyją. A ja warczę pod nosem słowa nie nadające się do druku.
Oczywiście ta lista obejmuje tylko zwierzęta najczęściej u nas występujące, bądź wzbudzające najwięcej emocji. Nie wymieniłam pająków, gąsienic, ślimaków, koników polnych, ciem i wielu innych robali.
Krótki wniosek na koniec, żeby nie przedłużać – mieszkanie na wsi nie jest dla paniuś, co to piszczą na widok pająka. Twardym trzeba być, nie miękkim ;) Jednocześnie ta dzika ilość zwierzyny uświadamia, że jesteśmy tylko częścią przyrody i to wcale nie najważniejszą. Mnie ta myśl uspokaja.

3 komentarze:

  1. Prawdziwe ZOO... Rzeczywiście, jako "typowy mieszczuch" rzadko mam sposobność oglądać okazy z Twego ogródka w takiej ilości. Poza muszkami... powinny rosnąć na drzewach razem z owocami. Skąd one się biorą? Ze sklepu w siatce z owocami przynoszę? Wzmianka o kotach jest - taka mocno "kocia"! (G.K.)

    OdpowiedzUsuń
  2. No to gratuluję "zawieśniaczenia"! Ja już sześć lat i ani grama wątpliwości, że należało tak zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam wątpliwości ciągle, ale taka już moja natura ;)

    OdpowiedzUsuń