jesień

jesień

piątek, 9 września 2011

365 dni na wsi

Dokładnie dziś mija rok, odkąd wbiliśmy łopatę... wróć, odkąd ostatecznie wprowadziliśmy się do DOMU. Nie zbudowaliśmy go, kupiliśmy już zbudowany. Przeprowadzka trwała ponad tydzień, bo okazało się, że mamy mnóóóóóstwo rzeczy! Ale 9. września 2010 roku, po 3 miesiącach oczekiwania na klucze doczekaliśmy się. Zamieniliśmy na dom TO:
... czyli śliczne 51metrowe mieszkanie w ohydnym wieżowcu, mieszkanie, z którego na piechotę chodziliśmy na Starówkę, z którego wszędzie było blisko, ale nienawidziliśmy tego bloku, smrodu, wycia cudzych psów, komunistycznych placów zabaw, życia niczym szczury w klatkach, więc zamarzyliśmy o domu...
... to znaczy ja zamarzyłam i zaraziłam tym marzeniem Miłego...
... po czym się okazało, że domy w Mieście kosztują majątek i nigdy nas nie będzie na nie stać...
...zaczęliśmy więc szukać pod Miastem, tak tylko, żeby się zorientować w ofertach.
I niemal od razu znaleźliśmy ten dom:
Spodobało nam się w nim wszystko: wielkość, rozkład pomieszczeń a nawet kolory ścian (człowiek w emocjach niewiele widzi). Ale wtedy, a było to ponad 3 lata temu, spłacaliśmy jeszcze kredyt za mieszkanie, więc z żalem odjechaliśmy i porzuciliśmy poszukiwania domów na następne półtora roku. Przez ten czas śniłam o tym domu, a im bardziej o nim śniłam, tym bardziej mi się podobał. Modliłam się żeby dom na nas poczekał, żeby nikt go nie kupił. I choć modły o to były zupełnie irracjonalne, to się spełniły. Dom na nas czekał. Tyle, że był znacznie droższy. Ale my już byliśmy w amoku i postanowiliśmy go kupić niemal za wszelką cenę. Po drodze okazało się, że właściciele to paranoiczni popaprańcy a formalności związane z kolejnym kredytem są niczym w porównaniu z użeraniem się z tymi ludźmi. W końcu jednak wszystko się skończyło dobrze, to znaczy podpisaliśmy umowę notarialną, zaprzedając duszę diabłu czyli bankowi ... i wtedy powrócił zdrowy rozsądek. Ale było już za późno. Okazało się, że posiadanie domu wiąże się z mnóstwem pracy, że dodatkowy stary dom na działce stanowi tylko kłopot, że nic nie możemy znaleźć, bo mamy za dużo pokojów, że te pokoje trzeba urządzić a to kosztuje, itd. itp. Zanim się z nową sytuacją oswoiłam, spadł śnieg. 30 listopada, 2 i pół miesiąca po przeprowadzce. A dokładniej - spadło pół metra śniegu naraz. I tak zostało do lutego. Nie wiem, jakim cudem nie zwariowałam albo nie popełniłam samobójstwa, w każdym razie byłam blisko. Na szczęście wiosna w końcu przyszła a wraz z nią nadzieja, że będzie dobrze. No i jest coraz lepiej, choć wciąż miewam chwile zwątpienia. Ratuje mnie to:

Przyrodę kochałam zawsze, więc jest szansa, że się zaaklimatyzuję.

Już nie przynudzam.

Tylko jeszcze pozwólcie, że umieszczę w tym miejscu APEL do wszystkich, którzy chcą się przeprowadzić do domu - nie róbcie tego jesienią!
Do domu należy się wprowadzać wiosną, wtedy wszystko wydaje się łatwiejsze!

Pozdrawiam ze Wsi. Jeszcze ze 2 lata i powiem - z MOJEJ wsi ;)

10 komentarzy:

  1. Rok to nie wiele :) Zdążycie się jeszcze do wszystkiego przyzwyczaić, pokochać waszą wieś. A zima- ja zawsze jestem na skraju obłędu zanim wiosna wróci :D

    OdpowiedzUsuń
  2. dobry rok w dobrym kierunku :) Trzymam kciuki za TWOJĄ wieś :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję tego najtrudniejszego, pierwszego roku. Trzymam kciuki za kolejne!

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję wam wszystkim za dobre słowo! Od razu mi lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratulacje! Pierwszy rok za Tobą, kolejne powinny być z górki - rozkład pomieszczeń ogarnięty, więc nie będziesz się gubić ;), ogród z weekendu na weekend ładniejszy... Teraz tylko odcinać kupony od dobrej decyzji :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ty rok, nam sześć strzeliło. Jak z bicza zresztą. Ogród znasz, za pięć lat Twój taki będzie.
    A teraz zapytam, to miasto, to był Lublin? To po Poznaniu, najdroższym, moje drugie ukochane miasto...

    OdpowiedzUsuń
  7. Gaju - tak, mieszkałam w Lublinie, a teraz mieszkam pod Lublinem ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. No to pozdrawiam Lublin i okolice! Te Motycze, Zemborzyce i inne, Twoje oczywiście też!

    OdpowiedzUsuń
  9. Gaju, ja akurat po przeciwnej stronie od Zemborzyc mieszkam, zupełnie przeciwnej :) Ale przynajmniej korki do miasta mniejsze. Dzięki za pozdrowienia, a Ty skąd znasz Lublin?

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo gratuluję ! Zyczę wytrwałości ia miłość do miejsca i domu niehc rosnie z kazdym dniem:))))

    OdpowiedzUsuń