jesień

jesień

piątek, 5 sierpnia 2011

Sianokosy i chwastobranie

Sianokosy, czyli cotygodniowe koszenie trawy, były przedwczoraj. Kosił mój Miły. Dziś za to stosy suchej trawy czekały na zgrabienie i wrzucenie do kompostownika. Zgrabiłam. Wrzuciłam. Zajęło mi to absurdalną ilość czasu, jakieś 6 godzin, dzięki czemu ułożyłam Pierwsze Prawo Niedoświadczonego Ogrodnika. Brzmi ono tak: Wszelkie prace ogrodowe zajmują nieskończenie więcej czasu niz jesteś to sobie w stanie wyobrazić. Nie myślcie sobie, ze mamy jakiegoś fioła na punkcie trawnika. Nie, nie. Nasz trawnik nie wygląda bynajmniej jak pole golfowe. Trawa ma służyć temu, zeby mozna było po niej chodzić boso, żeby rozłożyc koc, żeby biegać. Zresztą, zważywszy na skład owego trawnika, bardziej adekwatną nazwą byłaby "chwastnik". No ale kosić toto trzeba. I zgrabiać. I wyrzucać do kompostownika. Którego zresztą nie mamy. Zamiast niego jest pryzma rozkładających się roślin. Wielka pryzma, na szczęście bezwonna - albo tak mi się wydaje :)
Na kompost wyrzuciłam dziś 10 takich taczek siana. W związku z czym boli mnie teraz kazdy centymetr ciała. Tak to jest, jak się mieszczuch chwyta za grabie :)

Przy okazji zgrabiania dokonałam wstrząsającego odkrycia:
chwasty mogą rosnąć naprawdę wszędzie! No ja wiem, że wszyscy to wiedzą. Ale nie wiecie, co jest na tym zdjęciu! Otóż jest to druga część "pochlewika" pozostałość fundamentu, czekająca na postawienie na niej altany. Ów fundament składa się zatem z betonu i cienkiej warstwy żółtego piachu. To wystarczy komosie, czy jak się zwie ta roślina, aby zapuścić korzenie. Jakie więc szanse w walce z TAKIMI chwastami ma ogrodnik taki jak ja - czyli nie używający chemii? Żadne, proszę państwa.




Ale tak naprawdę, to dzisiaj było baaaardzo sielsko...

Posted by Picasa

3 komentarze:

  1. A ja kocham chwasty. Za ich siłę przebicia i wytrwałość. Wzrusza mnie ich widok, jak dzielnie wyrastają spomiędzy płyt chodnikowych. Są jak feniksy z popiołów, zawsze się odrodzą:)
    Kocyk, misie i banieczki - proszę jak potrafi być pięknie!:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bez urazy, ale chyba nie wiesz, co mówisz. Gdybyś musiała codziennie walczyć, dosłownie! z chwastami, które tłamszą Twoje warzywa albo kwiaty, to przestałabyś je kochać. Ja je podziwiam, owszem. Ale ich siła przebicia doprowadza mnie do rozpaczy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Walka z chwastami to orka na ugorze, ale dzielnie dbasz o swoje. Szparagówka -rewelacyjna.

    OdpowiedzUsuń