jesień

jesień

czwartek, 11 sierpnia 2011

Nie chwal dnia przed zachodem słońca...

Wietrzny, zimny, nudny dzień sierpniowy spędzony pod znakiem gotowania (zupa koperkowa, leczo) i pieczenia (ciasto marchewkowe), urozmaicany od czasu do czasu występami małoletnich - podczas gdy inni ciężko pracowali,

znienacka - w wyniku mojego szalonego pomysłu oraz szalonej zgody Miłego - uprzyjemnił się wieczorną wycieczką do Kazimierza, który o tej porze (19.30-20.30) był niemal wyludniony, dzięki czemu wyraźniej widać było jego urok.




Ale żeby dzień ów stał się niezapomnianym, w drodze powrotnej auto nasze nagle całkowicie odmówiło posłuszeństwa. Perspektywa spędzenia nocy w środku lasu, 20 km od domu nie wydawała się atrakcyjna, zwłaszcza dla małoletnich a i my nie mieliśmy na to szczególnej ochoty. Pchanie auta w całkowitych ciemnościach pod górkę nie było najprzyjemniejszą częścią wycieczki, z górki było lepiej ale i tak bezowocnie. Atakowi paniki u córek zapobiegła moja oscarowa kreacja pt. "Nic się nie stało, wszystko będzie dobrze". Na szczęście rzeczywiście wszystko dobrze się skończyło, ale ciało zmęczone rolą Oazy Spokoju zemściło się okrutnym skurczem żołądka. A córki, zwłaszcza Duża, nie mogły zasnąć z emocji.


Zatem nie nazwałabym tego dnia nudnym, oj nie.

5 komentarzy:

  1. Kazimierz... Tak dawno nie byłam... A gdyby tak większe zdjęcia?
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kazimierz ze zdjęć śliczny jest. A ja ciągle obiecuję sobie, że kiedyś się wybiorę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gaju, zdjęcia mogę Ci przesłać na maila, jeśli chcesz. A przy okazji - weszłam na Twojego bloga i wsiąkłam. Natychmiast stałam się jego fanką, jak widzę nie jedyną. Ogród masz przecudowny!

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimie, wybierz się koniecznie!!! Janowiec też polecam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj lubię, lubię :D Knajpa "U fryzjera" i muzyka klezmerska, ach :)

    OdpowiedzUsuń