jesień

jesień

środa, 20 lipca 2011

Trudne pytania

"Mamusiu, a co to jest bóg?" zapytała mnie Córka przy okazji wieczornego czytania Jasia i Małgosi, usłyszawszy tekst "dobry Bóg nie opuści nas" (czytam dziecku oryginalne wersje baśni braci Grimm).

Co to jest Bóg, dobre pytanie. Myśli przemknęły przez moją głowę z szybkością błyskawicy, jak to się malowniczo mówi. Pierwsza myśl była taka, że moja babcia natychmiast by dostała zawału, gdyby się dowiedziała, że czteroletnie dziecko nie wie, kim jest Bóg. Druga myśl - czy mam powiedzieć dziecku to, w co ja wierzę, czy to "powinna" usłyszeć (a co powinna?). Myśl trzecia - w co ja właściwie wierzę? No więc się zaplątałam. Powiedziałam, że Bóg to ktoś, kto się nami opiekuje, że niektórzy w to wierzą (źle, przecież powinnam powiedzieć o starcu z brodą patrzącym dobrotliwie na nas z nieba!). Potem się zapultałam dalej, bredząc coś o niebie ale i o tym, że Bóg jest wszędzie. Córka z całą otwartością przedszkolaka przyjęła moje słowa ze spokojem. Zapytała tylko, pokazując na siebie, czy Bóg jest też tutaj. (Ach, Bóg jest właściwie przede wszystkim Tutaj, moja ukochana córeczko, Ty jesteś największym dowodem na to, że On istnieje!) Powiedziałam że "tutaj" też jest. Córce to wystarczyło. Na razie.

Uświadomiłam sobie, że mój problem polega na tym, że chcę ją wychować na osobę myślącą, otwartą i tolerancyjną, co oznacza, że nie jestem w stanie udzielić jej prostych odpowiedzi. Czy to dobrze, czy źle? Może jednak powinna usłyszeć o brodatym starcu? Albo o tym, że ślub się bierze, bo to największe szczęście dla kobiety jeśli ma męża i dzieci? Ale jeśli szanuję moje dziecko i uważam za pełnoprawnego człowieka, to czy nie uwłaczałoby jej godności to, że plotłabym jej farmazony czyli coś, w co sama nie wierzę?

Z kolejnej strony - a może dziecku trzeba dawać proste i standardowe odpowiedzi, nawet jeśli myśli się inaczej?

I jeszcze przyszło mi do głowy, że lepiej bym sobie poradziła z pytaniem o seks niż o Boga. Choć na razie, droga Córko, nie zadawaj mi pytań o seks. Muszę sama to sobie poukładać w głowie ;)


1 komentarz:

  1. Stuk puk, przepraszam, że przeszkadzam ale tak czytam Twoje kalendarium i mi się spodobało. Ja też wyniosłam się z miasta na WIEŚ, z bloku do DOMU(nauczka- trzeba rozsądnie marzyć bo marzenia się czasem spełniają) i moja młoda też zadaje takie pytania- jak to jest, chcemy aby nasz dzieci były takie mądre, otwarte, chcemy żeby były naszymi lepszymi odbiciami ale same nie możemy zobaczyć się w lustrze i tak strasznie poszukujemy swojej tożsamości( nowoczesne czy konserwatywne; wyznające równość i pełną tolerancję czy broniące swego stada przed obcymi; postępowe czy broniące tradycji i wzorców, Matki Polki Karmicielki Agronomki na szpilkach z krążkiem i smart fonem w tipsach. Pokolenie dzieci z kluczem na szyi stara się wychować pokolenie otwartych ale rodzinnych umysłów. Czasem mam wrażenie że my nadal mamy ten klucz na szyi i strasznie staramy się być dorośli i odpowiedzialni z tymi naszymi domami, furami, kredytami a pod skórą aż nas świerzbi żeby się wymknąć, zwiać, zrobić coś strasznie debilnego. Uff, ale sobie upuściłam, już nie przynudzam; fajny blog

    OdpowiedzUsuń