jesień

jesień

czwartek, 28 lipca 2011

Sielsko nie-anielsko czyli PRAWDZIWE życie na wsi

Problem z nami, mieszczuchami zmęczonymi miastem polega na tym, że idealizujemy wiejskie życie. Marząc o domku na przedmieściach/wsi skupiamy się tylko na własnych, sielskich i bardzo naiwnych fantazjach, nie słuchając żadnych głosów krytycznych. Wydaje nam się, że mieszkanie w domu to pasmo szczęśliwości - picie kawy na tarasie, dużo miejsca na wszystko, piękny ogród i - co słyszałam wielokrotnie - cisza, spokój. W rzeczywistości jest trochę inaczej...

Kawa na tarasie... najczęściej jest na nią za zimno albo za gorąco lub zbyt deszczowo; często też nie ma na nią czasu. Ale jak już jest, to oczywiście smakuje cudownie.

Dużo przestrzeni... metraż przeciętnego domku jest zdecydowanie większy niż metraż przeciętnego mieszkania w bloku, ale... sprzątnięcie 120 czy 160 metrów kwadratowych to nie lada wysiłek. Warto wiedzieć, że w domu jest ZAWSZE brudno. Jak się mieszka w bloku na piętrze wyższym niż najniższe, to wszelki brud z butów zostawiamy na klatce schodowej albo w windzie. Mieszkając w domu, wszystko wnosimy do swojego wiatrołapu albo hallu, skąd roznosi się w tajemniczych okolicznościach na resztę domu. Oczywiście można mieć "panią do sprzątania" ale tak naprawdę powinna ona przychodzić codziennie. Stać was na to?

Ogród... cudownie mieć piękny, ale to ciężka praca od marca do listopada. Gdy pracuje się zawodowo i wraca do domu nawet o 16.00, to staje się przed wyborem: zająć się ogrodem czy domem? Nie da się jednocześnie ogarnąć jednego i drugiego.

Cisza i spokój... W zasadzie jest, poza chwilami gdy przez wieś jedzie traktor, tir albo samochód. I przygotujcie sobie zatyczki do uszu na lato, bo jazgot wiejskich psów nie daje spać.

Posiadanie własnego domu to jak zarządzanie przedsiębiorstwem. W bloku wszystko za nas robią krasnoludki. W domu musimy sami zadbać o wszystko, to znaczy:
- podpisać umowę ze "śmieciarzami" i co tydzień lub miesiąc wystawiać odpowiednio przygotowane śmieci w odpowiednie miejsce. Problem jest wtedy, gdy planujemy dłuższy wyjazd, bo mamy do wyboru: wystawić śmieci 2 tygodnie wcześniej żeby śmierdziały w całej wsi, albo ominąć kolejkę (ale trzeba i tak zapłacić).
- załatwić sobie szambiarza i co jakiś czas zaglądać, czy szambo już pełne czy jeszcze nie. Potem dzwonić do człowieka żeby przyjechał, podeptał nasze rośliny i nasmrodził w całej okolicy (punkt ten nie dotyczy oczywiście szczęśliwców podłączonych do kanalizacji/oczyszczalni)
- zadbać o ogrzewanie. Do wyboru jest gazowe, elektryczne albo węglowe. Gazowe możliwe, jeśli mamy dociągnięty gaz. Jeśli nie, trzeba nieźle zapłacić. Elektryczne drogie jak cholera a węglowe strasznie upierdliwe - kupić węgiel, miał i drewno, dostarczać regularnie do kotłowni, rozpalać w piecu i kombinować, co zrobić z dziką ilością popiołu. No i czyścić całe mieszkanie z czarnego brudu.
- zadbać o ciepłą wodę. Jeśli mamy piec węglowy to zimą/jesienią trzeba w nim napalić, żeby się wykąpać zaś wiosną i latem korzysta się z bojlera, który trzeba włączyć (my stale zapominamy).

Ponadto życie na wsi niesie za sobą takie prace, jak:
- odśnieżanie zimą, i to codziennie albo kilka razy dziennie; użeranie się z błotem pośniegowym i modlenie się, żeby nie spadło więcej śniegu. Oczywiście w mieście z osiedla też trudno wyjechać, ale przynajmniej można dotrzeć do pracy pieszo.
- wiosną, latem i jesienią odchwaszczanie ogródka, w zasadzie codziennie
-  codzienne dojazdy do pracy: musimy mieć zawsze zdrowy kręgosłup i kolana, oraz sprawne auto; oczywiście można też jeździć do miasta busem, ale jak się ma dzieci i pracę to jest to cokolwiek trudne
- wymiana butli gazowej, jeśli nie mamy gazu ziemnego; problem w tym, że na butli nie ma kontrolki i nigdy nie wiadomo, kiedy gaz się skończy
- czyszczenie kominów, samodzielnie albo z pomocą kominiarza; punkt zupełnie nieistniejący w rzeczywistości blokowej
- chodzenie po schodach kilka/kilkanaście razy dziennie (jeśli mamy dom piętrowy); poprawia nieco wygląd pośladków ale przede wszystkim powoduje ból ud
- użeranie się z dziką ilością much i muszek, których jest więcej niż w mieście, łatwo im wlecieć do domu oraz są bardzo upierdliwe
- użeranie się z wiejską zwierzyną: krety, nornice, pędraki, gąsienice, chrabąszcze, i milion innych szkodników
- podlewanie ogródka, przy suchym lecie codziennie, przy mokrym modlimy się żeby nam rośliny nie pogniły
- koszenie trawnika, co najmniej 2 razy w tygodniu
- wszelkie naprawy i sprawy okołodomowe musimy załatwić sami - od braku prądu po zniszczony dach - nie da się zadzwonić do spółdzielni, która wszystko załatwi.

Na pewno jeszcze coś pominęłam. Z tego wynika, że najlepiej byłoby mieć dom w mieście, metraż maksymalnie 100m2, a w ogrodzie wyłącznie tuje i beton. Tylko że nijak się to ma do sielskości.

Zatem jeśli chcesz mieć sielsko, drogi mieszczuchu, to przygotuj się na całoroczne zapierniczanie. Albo wynajmij ogrodnika, sprzątaczkę, elektryka i hydraulika.

I żeby było jasne: nie tęsknię za wieżowcem. Ale widzę, jak bardzo byłam naiwna w tych marzeniach o sielskości. I z całą pewnością nie jestem w tym jedyna.

15 komentarzy:

  1. Zgadzam się z Tobą w 100%, niestety natrudzić się trzeba strasznie. Ja jeszcze nie mieszkam a i tak poświęcanie niemal każdej soboty na skoszenie trawnika nie wywołuje u mnie fali entuzjazmu :/ Cóż mam nadzieję, że mimo wszystko plusy mieszkania na wsi przewyższą minusy i ostatecznie zadowolona będę z podjętych decyzji. Wiesz czego mi najbardziej teraz brakuje tam? Jakiejś fajnej babki, która by mi powiedziała jak wygląda to życie na tej wsi i na co zwrócić szczególną uwagę, na co się przygotować... Szkoda żeś tak daleko bo wpadłabym na herbatkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Święte słowa Kochana i świetnie napisane (czyta się jednym tchem). Niestety, w życiu piękne są tylko chwile (np. te na tarasie z kawą).

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja myślałam, że mi się oberwie za ten tekst... Dziękuję, dziewczyny, za wsparcie.
    Aradhel, rzeczywiście trochę daleko ode mnie mieszkasz, ale jakbyś przypadkiem była w okolicy, to zapraszam na tę herbatę.

    A tak w ogóle, to wbrew pozorom bywam tu bardzo szczęśliwa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś jako dziecko jadłam na wsi morwy (podobne do jeżyny tylko słodsze). Bardzo mi smakowały. Widzieliście je gdzieś teraz?

    OdpowiedzUsuń
  5. morwy rosną przy drodze między Krerami a Przerębem:)
    święte słowa fuks_jo:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Łał! Łał! Wiem, że jestem kontrowersyjna i jak zauważam niestety, szczera. Jednak ten post i wyznania innych bloggerów mnie poruszyły i akurat tak się składa, że to właśnie tutaj się wypowiem. Jeśli moja wypowiedź nie będzie na rękę proszę ją z czystym sumieniem usunąć. Przy czym zaznaczam, że to co poniżej jest napisane nie przedstawia mojego całego punktu widzenia, jedynie namiastkę. Z tego powodu sądzę, że wiele osób może mnie źle zrozumieć i zapewne pogrążę się w jeszcze większym nielubieniu mimo, że ten komentarz jest zwykłym wypowiedzeniem moich kilku myśli w dyskusji. Piszę ten komentarz w tonie życzliwym przedstawiając inny punkt widzenia. Jeśli ktoś ma ochotę może do mnie napisać.
    Już od dawna zastanawiałam się co ja robię w blogowym świecie ludzi z miasta mieszkających na wsi. Ludzi remontujących stare domy czyimiś rękami, rękami wynajmowanych robotników (swój remontowałam własnoręcznie, bal po balu, deska po desce, przez dziesięć lat). Nie pasuję do śliskiego przedstawiania wspaniałości wsi przez ludzi, którzy we wsi widzą tylko jakieś idyllyczne czy wręcz utopijne wyobrażenia. Widzę w blogach dużo (na szczęście nie wszędzie) takiego właśnie błędnie interpretowanego życia na wsi i pokazywania super wspaniałych sielskich domków i biegania boso po trawce, a potem głębokiego rozczarowania. Wolę gdy ktoś jasno mówi nie podoba mi się tutaj. Tak jest lepiej. Mi się nie podoba w mieście. Strasznie mi się nie podoba. Wolę jasno postawione granice wiejskie: ty jesteś dobry, bogaty, biedny lub zły. Wolę to niż fałszywą przykrywkę udawania jak tu pięknie, wszystko jest wspaniale, bo tak na wsi nie jest. Na prawdziwej wsi tylko ci wytrzymują, co to życie znają a i tak wielu z tych co je znają, jak pewnie zauważacie, z prawdziwej wsi po prostu uciekają. To jest twarde życie. Jestem babą ze wsi, jestem z tego duma, uwielbiam pracę wiejską. Tak się złożyło, że pamiętam czasy żniw z kręceniem snopków na powrósła, wstawania z kurami i padania z nóg wieczorami po ciężkiej wyczerpującej pracy żniw ciągnącej się tygodniami (nie tak jak dziś kombajnem w cztery dni). Znam jednak smak pracy w mieście i strasznie tęsknię do "samoistnie roznoszącego się brudu" w domu, bo na wsi nie ma czasu na takie głupoty, jak zmianę obuwia. Tęsknię do tego spokoju, że nie muszę co chwila latać ze zmiotką i sprzątać, bo szczęśliwie tak się składa, że życie na wsi polega na ogarnianiu ważniejszych spraw niż zamiatanie podłogi (co robi się przy okazji), co pozwala na zrozumienie pełnego sensu życia. Przy właściwym podejściu, życie wiejskie w wersji "light" czyli tylko zapierniczanie przy grządkach, masowanie bolących pleców i kolan, czy nawet dojeniu krów (och przepraszam, teraz się trzyma kozy) jest właśnie sielskim życiem.
    Właściwe podejście jakie powinno być, moim zdaniem jest prawdą wypowiedzianą przez bardzo starego człowieka, który kiedyś opowiadał mi swoje życie i w pewnym momencie na pytanie czy czegoś tam nie żałował, że może jednak kiedyś nie powinien był być postąpić inaczej, odpowiedział: "dlaczego mam żałować? przecież sam tak zdecydowałem". I to jest prawdziwe, skoro na coś się SAMI decydujemy, wyprowadzamy na przykład na sielską pseudowieś pod miastem nie narzekajmy na wymianę butli z gazem, na ciągnący się po domu dym z pieca, na odśnieżanie drogi, tylko znieśmy to pogodnie i znajdujmy w tym przyjemność.
    Pozdrawiam bardzo ciepło, pozaglądam sobie tutaj czasami :) Dziękuję za szczerość, bardzo mi tego brakowało na tych wszystkich blogach

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapomniałam dodać, że chętnie spotkam się przy kawie, bo też jestem z Lublina, prawie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej, aneta, dzięki za konkretną wypowiedź. Masz rację, skoro się zdecydowałam na dom na wsi, bez sensu jest narzekać. Sęk w tym, że nie do końca wiedziałam na co się decyduję, dlatego mam tyle rozterek. Nigdy nie mieszkałam na wsi i nie czuję się kobietą ze wsi, dlatego pewnie mam przedłużoną fazę adaptacji :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Aneta, bardzo proszę o taki komentarz również na moim blogu:), bo jest świetny. A z narzekaniem to jest tak, że każdy czasem stęknie i ja to rozumiem, gorzej jak robi z tego martyrologiczną ideologię swojego życia. Pomiędzy idyllą a męczeństwem jest zwykłe życie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Każdy wybór jest dobry (nie ważne na wsi czy w mieście, w bloku czy domku), tylko niech pozostanie wyborem. Po więcej przemyśleń zapraszam na...

    http://mimo-za-monika.blogspot.com/2011/08/kazdy-wybor-jest-dobry-nie-wazne-wies.html

    OdpowiedzUsuń
  11. Mieszkanie na wsi nie jest proste. Niestety wszystko ma plusy i minusy. Dla mnie takim złotym środkiem pomiędzy wyborem wsi a wielkiego miasta jest małe miasto. Tam mogę mieć własny ogródek i nie mam aż tak daleko do przychodni czy fajnych sklepów. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Różnice kulturowe są wielkie

    OdpowiedzUsuń
  13. Ona z dużego miasta, on zw wsi.. Tu nie chodzi o wykształcenie, ale o to ile mają oboje lat i czy zdołają się porozumieć.. Jeśli oboje są młodzi i nie mają uprzedzeń, to tak, ale gdy różnią się bardzo standardem życia i są już starsi, może zacząć się problem. Różnice przyzwyczajeń, wychowania, warunków życia w młodości, mogą ich bardzo poróżnić. Miasto inaczej żyje niż wieś. Nawet cykl dobowy życia jest inny. Inna kultura i inne standardy. Na to wszystko nakłada się jeszcze charakter. Czasem uprzedzenia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Konserwatyzm na wsi jest większy. Ludzkie przyzwyczajenia inne. Na wsi ludzie są bardziej uparci często, (bo tak ich ukształtowało ciężkie życie). Nie są tak elastyczni. Nie zawsze możemy się dogadać. Wieś bywa piękna, przyroda i widoki. Ale to nie wszystko. Na wsi często jesteśmy odizolowani społecznie. My z miast. Czujemy się zagubieni. Ludzie na wsi są mądrzy, ale maja inną wiedzę niż my, najczęściej inną mentalność. Inne zainteresowania i inne postrzeganie. Spojrzenie na życie. Czasem to wieś gardzi miastem.

    OdpowiedzUsuń