wiosna

wiosna

wtorek, 5 maja 2015

Foto story - ogród tuż przed majówką

Wszystko dzieje się tak szybko, że część zdjęć jest już nieaktualna.

No i magnolia, na której kwitnienie czekaliśmy cztery lata. Warto było.


wtorek, 14 kwietnia 2015

Ogród połowy kwietnia... w oszukańczym słońcu

Oszukańczym, bo dziś było potwornie zimno. Lodowato. Miałam pracować w ogrodzie, ale nie dałam rady, zwłaszcza, że wirus, który raczył mnie nawiedzić tydzień temu, wciąż u mnie gości. Nie zaryzykowałam więc przemarznięcia do kości (no proszę, zaczęłam rapować). Zdążyłam zrobić zdjęcia i uporządkować nieco ogród po wietrznych dniach... i wróciłam do cieplutkiego domu. 

W ogrodzie z dnia na dzień jest piękniej. Uwaga, będzie dużo zdjęć.

Najpierw hiacynty - fioletowy, różowy i biały rosną sobie wśród róż od południowej strony domu. Jak dla mnie okropnie śmierdzą, więc w domu ich nigdy nie hoduję ale na powietrzu ich duszący aromat się rozprasza, więc daje się wytrzymać. Niezależnie od aromatu, są śliczne.

Dalej niezawodne miodunki, prymule i fiołki.

Wkrótce zakwitnie magnolia, pierwszy raz od posadzenia, już się nie mogę doczekać! Marzy mi się jeszcze magnolia gwiaździsta i w ogóle wiele magnolii. W ogrodzie by się zmieściły, niestety, więc pewnie się pojawią.

Moje nowe nabytki - malutkie byliny. Przylaszczka i nie wiem co, bo już zapomniałam. Zdaje mi się że ordecja, ale ogrodnik Google nie zna takiej rośliny. Może wy wiecie, co to? (chodzi mi o drugie zdjęcie). Rosną w tzw. przedogródku, czyli przed wejściem do domu. Kwitną tam jeszcze sasanki, śliczne jak zawsze.

Lubię bardzo szafirki, mam też jasnoróżowe w starym ogrodzie, marne bo młodziutkie albo mają za dużo cienia:

I jeszcze puszkinie mam, kupiłam głównie ze względu na nazwę ;-) ale też i dlatego że cebulowe, niezniszczalne i rozrastające się. Są w starym ogrodzie. Mocno się napracowałam, żeby usunąć spośród nich perz (skutki uboczne mieszkania na wsi).

Na wrzosowisku majestatycznie króluje wrzosiec:

Zagadka: jakie kolory lubi Fuks_ja wiosną? Odpowiedź a) ciepłe - żółte i pomarańczowe. Odpowiedź b) zimne - różowe, fioletowe i lila ;-)))))



No dobra, jest jeden wyjątek:

A w sobotę zrobiłam porządki w ogródku ziołowym. Poprzesadzałam trochę i teraz wszystkie ziółka są razem: oregano, cząber, melisa, tymianek, czosnek niedźwiedzi i lubczyk. A dla towarzystwa rabarbar. W maju dołączy bazylia i rozmaryn. Mięta jest w dzikiej części ogrodu (taki eufemizm na "zaniedbana"), nie zamierzam jej tu przesadzać, bo wszystko zagłuszy.


A na koniec - najwcześniejsza piwonia. Drzewiasta też przezimowała, ale jeszcze w fazie pąków. Inne chińskie w starym ogrodzie jeszcze malutkie, ta jakaś pionierska. Kwitnie na bladoróżowo, śliczna. Obok wyłażą śniedki.
Uff. Wystarczy, co?

Wiosna naprawdę przyszła! Hurra.

poniedziałek, 30 marca 2015

poniedziałek, 23 marca 2015

Chwile z filmem

Tak rzadkie, że aż żal i jak jest chwila, to nie wiadomo, za który film się złapać. W sobotę wieczorem w ramach nadrabiania zaległości obejrzeliśmy z Miłym "Obywatela" duetu Stuhr-Ojciec - Stuhr-Syn. Obu niezmiernie lubię i podziwiam. "Obywatel" mnie zaskoczył, może dlatego, że spodziewałam się komedii. A to film bardzo smutny i bardzo symboliczny zarazem. Albo straciłam poczucie humoru.

A w niedzielę wybrałyśmy się z córką na "Kopciuszka" w reżyserii Kennetha Brannagh, którego też bardzo cenię i lubię. Ten z kolei film był jak weselny tort - tak przepiękny, że pieścił oczy, ale po spożyciu całości było trochę mdło i miało się ochotę na parówkę z musztardą, jeśli wiecie, co mam na myśli. Ale najpiękniejszy tort to ten trochę kiczowaty, więc się nie czepiam. Zwłaszcza, że wisienką na torcie była Cate Blanchett w roli Macochy. Absolutnie genialna. Swoim talentem i charyzmą wypełniła film po brzegi. Plus neurotyczna Helena Bonham Carter jako... dobra wróżka.

Kostiumy prześliczne. No i płakałam jedynie cztery razy ;))) 

                                                                                            Zdjęcia oczywiście z sieci.


wtorek, 17 marca 2015

Co roku to samo... ale cieszy tak samo

Właściwie nie to samo, bo dopiero od 3-4 lat mamy krokusy, i co roku jest ich coraz więcej, bo się rozrastają, kochane kwiatuszki. A wrzosów też nie miałam zawsze... ale tak się zakorzeniłam na wsi, że mam wrażenie, że zawsze tu mieszkałam. 

Dziś przycinałam wrzosy, bo to już najwyższy czas. Zmarzłam przy tym okrutnie - u nas na wschodzie było dziś bardzo wietrznie. Pozachwycałam się kwitnącymi krokusami, prymulami, przebiśniegami, wychodzącymi mocno z ziemi miodunkami i hiacyntami (będą kwitły lada dzień). Widać pączki na lilaku, drzewiastej piwonii, wychodzą powoli inne cebulowe - szafirki, cebulice, śniedki... 

A krokusy stulone, bo to już na wieczór szło i cień znad domu naszedł. W świetle słońca są w pełni rozwinięte a wokół nich jak oszalałe uwijają się dzikie pszczoły.

Życie jest piękne o tej porze roku i perspektywy też nienajgorsze - zaczyna się sezon tarasowo-ogrodowy :)

wtorek, 24 lutego 2015

No to przycięłam

Dzieci dały mi przepustkę z domu. 
W godzinę przycięłam 21 krzaczorów, czyli wszystkie pęcherznice. 
Daje to niecałe 3 minuty na krzak minus wędrówki do ogniska z taczką pełną patyków. Jedyne 80 metrów w jedną stronę, kilka razy. Oprócz tego wielokrotne kucanie i podnoszenie się, schylanie i prostowanie, nie wspominając o motoryce małej, czyli pracy mięśni dłoni prawej. 

Nadmieniam, że przycinanie krzewów nie polega na tym, że tniemy pod kreskę. Tak sobie można ciąć tuje, a i tak przeważnie nie jest łatwo (o w mordę, tuje też mam). Krzaczor natomiast ma to do siebie, że ma w swoim składzie wiele gałęzi, pomysłowo rosnących w przeróżnych kierunkach. Zatem każda gałąź to oddzielna decyzja do podjęcia. Ja lubię ciąć i jak zacznę to nie mogę przestać (całe szczęście że nie jestem fryzjerem; albo chirurgiem), jednakowoż to dość męczące zajęcie, zwłaszcza w wydaniu perfekcjonistycznym.

Może bym i jeszcze coś wycięła - mam w cholerę drzew, drzewek, krzewów i krzewinek w ogrodzie - ale coś zaczęło mi latać dookoła głowy. Nie były to nietoperze, lecz tzw. mroczki. Nie Mroczki, na szczęście, ale i tak przekonało mnie to do odwrotu. 

W każdym razie pęcherznice odfajkowane. Hurra!

(Design płotu - sąsiad; stylista gałęzi - ja)

Jestem fizycznie wykończona. Ale przynajmniej nie mam wyrzutów sumienia, że znowu nie poćwiczyłam z Chodakowską.


poniedziałek, 23 lutego 2015

Coś się powoli zaczyna dziać

Wprawdzie wiosny jeszcze nie widać, a cieplej jest od dwóch dni, to jakaś nowa energia wstąpiła w "nasze" ptaki, rośliny, koty i w nas też, choć ja akurat czuję potworne zmęczenie (oby to było przesilenie wiosenne). Nasze własne krokusy dopiero zaczęły wyglądać nieśmiało z ziemi, ale lepsze to niż nic.

Ostatnie dni były bardzo pracowite. Miły przyciął nasze jabłonie i śliwy, perukowca i wierzbę Hakuro, posiał pomidory i kto go tam wie, co jeszcze. Sikory nadal karmimy, jak widać.

A ja porobiłam rozsady pelargonii. Nie nadaję się na ogrodnika, żal mi było każdziutkiego listka, ale gdybym zostawiła wszystko, to potrzebowalibyśmy z sześciu skrzynek. Nie miałabym ich gdzie ustawiać ani teraz, ani latem. I kto by to podlewał. Więc są dwie skrzyneczki i trzy doniczki, reszta poszła na kompost. Odmłodziłam też pokrzywkę argentyńską, to akurat robi się cztery razy w roku.


Przycięłam też w ogrodzie powojniki. Jeszcze winorośl, zapomniałam, Nie wiem, czy już mogę ciąć pęcherznicę, muszę zapytać ogrodnika.
Odkryliśmy też wrzosy, ale jesteśmy czujni. Róże i budleje wciąż w zimowych ubraniach.

Najbardziej raduje fakt, że choćby zima miała nawet wrócić (tfu, tfu), to i tak nieuchronnie zbliża się jej koniec. A najzabawniejsze jest to, że co roku cieszę się z tego na nowo.

Znowu czuję, że się odradzam. Znowu mam ochotę na nową fryzurę i nową figurę ;)

Żebym tylko przestała być taka zmęczona.