lato

lato

piątek, 28 sierpnia 2015

Przed-wrześniowe obrazki

Już tylko cztery dni zostały do cholernej szkoły. Jej cholerność polega głównie na tym, że lekcje zaczynają się o 8.00. Masakra. A od dawna już wiadomo, że umysł dziecka o tej porze jeszcze nie funkcjonuje. Dla mnie - i dla wielu innych rodziców - 1. września to przede wszystkim symbol powrotu do kieratu, codziennych wyzwań logistycznych i stresu. Cieszmy się więc ostatnimi chwilami wakacji. A wrzesień sam w sobie, bez tych skojarzeń, jest cudowny, wystarczy popatrzeć na wrzosy.

Śniadanie na tarasie - jedna z większych radości mojego wiejskiego życia.

Inna radość - hamak pod drzewem orzecha, tym samym, który pierwotnie miał być ścięty. Obecnie tworzy tak ogromny parasol, że na pewno się go nie pozbędę. A w tym roku może nawet będą orzechy - włoskie, moje ulubione. A laskowych orzechów mamy całkiem sporo - jedna z nielicznych fajnych pozostałości po poprzednikach to kilka leszczyn.

Sąsiadka ma szczęśliwe kury i szczęśliwe krowy, więc jajka i mleko kupujemy tylko u niej. Świadomość, że moje dzieci mają dostęp do prawdziwego jedzenia jest bezcenna. My też staramy się coś wyhodować, jak wiecie w tym roku kiepsko z warzywami (choć super że są pomidory), ale za to mamy pierwsze jabłuszka.

A na wsi już po żniwach - to mój ulubiony widok z końca naszego ogrodu

Wychodzę na dwór. Lub na pole, co kto woli :)

wtorek, 25 sierpnia 2015

Chwile w Lublinie

Moje miasto Lublin. Moje, choć wcale się tu nie urodziłam. Moje, choć bardzo długo go nie znosiłam - było takie brzydkie a ja taka w nim samotna. Moje, choć od pięciu lat mieszkam na wsi. Lublin ma w sobie to "coś". Kocham i już. I mam to szczęście, że pracuję w samym jego centrum.

W Lublinie nawet rowerom jest wygodnie:

Mamy mnóstwo klimatycznych miejsc, gdzie nowe miesza się ze starym, a gustowne z kiczowatym:

Jest caaaałe mnóstwo świetnych knajpek i kawiarni a większość z nich jest przyjazna dzieciom. Moje dzieci zresztą też są bardzo przyjazne knajpkom i kawiarniom (dziedziczne?). Dziś byłyśmy na kawie i lodach w jednej z naszych ulubionych, Świętoduskiej Cafe. Zresztą, spróbujcie pójść z dziećmi do knajpki, której nie lubią, hehe:

A trawa w centrum miasta wygląda tak:
Po prostu strasznie, prawda?

Wiem, że mój blog zaczyna przypominać instagram, ale na insta na razie się nie przenoszę. Jakoś źle mi się kojarzy ;-)

Siedzę w altanie i czekam na deszcz. Ma być. Gdybym paliła papierosy, zapaliłabym sobie teraz.

niedziela, 23 sierpnia 2015

Wbrew schematom

Ciasto drożdżowe z lodówki. Wbrew wszystkiemu, czego nauczyłam się o drożdżach ;)


Przepyszne. Było, bo nagle zniknęło. Warto przełamywać schematy ;)

Obiecanki-cacanki


Takie piękne chmury przyszły... rozejrzały się i poszły. Nie uroniły ani jednej kropli.

Ostatnio padało u nas 14 lipca. Jest źle. Modlić się o deszcz, tańczyć, zaklinać???

czwartek, 20 sierpnia 2015

Upał skończył się gwałtownie, ale to wciąż lato

Polskie lato w zasadzie takie jest, przypominam wszystkim malkontentom, przecież jesteśmy Ludem Północy.

Tylko gdzie się podział trawnik???

środa, 19 sierpnia 2015

Buongiorno pomidory!

Jedyne, co nam na działce wyrosło, to pomidory. Tylko albo aż, bo kochamy pomidory!


Będziemy je jeść na śniadanie, obiad i kolację, na surowo, jako sos, jako sok, w sałatach i surówkach. Dobre i to. 

sobota, 8 sierpnia 2015

Susza

Odkąd mieszkam na wsi, stwierdzam, że nie ma dwóch takich samych "roków", każda zima, wiosna, jesień i lato różnią się od siebie. Nie wiem czy wniosek ów wynika z faktycznych zmian w klimacie, zawodnej pamięci czy też bardziej wnikliwej niż za miejskich czasów obserwacji przyrody.

Z całą jednak pewnością takich upałów dawno nie było. Odkąd mieszkam na wsi - nigdy. I choć nie cierpię narzekania - jest lato a więc powinno być ciepło, wszystko jest w porządku - to jednak trudno pogodzić się z tym, że większość dnia spędza się w domu a ogród umiera na naszych oczach. Oczywiście drzewa jakoś dają radę, ale generalnie jest kiepsko. Popatrzcie sami:

To jest (był) trawnik. Podlewamy go codziennie. Chyba przestaniemy, bo szkoda wody, on już umarł.

To jedna z rabat kwiatowych, tu ledwo zipią rudbekie i liliowce:
Pomidorki koktailowe:
Jeżyny wyglądają tak:

Borówki amerykańskie - równie źle:

A deszczu na horyzoncie brak. Cholera.

I pomyśleć, że za "miastowych" czasów problem suszy pojawiał się w moim umyśle przez pięć sekund, gdy w tv mówiono o zakazie wstępu do lasu. Kiedyś susza latem to było coś, o czym się marzyło, bo przecież deszczowe wakacje to koszmar. Teraz bardzo wyraźnie widzę, jak bardzo byłam krótkowzroczna...

wtorek, 4 sierpnia 2015

Bardzo Państwa przepraszam za ten upał

Było mi za zimno, no to mamy Afrykę. Ale może nie wszyscy chcieli, sorry. Ja narzekać nie będę, bo mi nie wypada. Ale ogród szczęśliwy nie jest. Susza, panie, taka, że trawnik przypomina step, z tymi swoimi wyłysiałymi plackami. Natomiast tam, gdzie jest zielony, rośnie raczej koniczyna niż trawa. Po raz kolejny podziwiam chwasty za ich możliwość przetrwania w każdych niemal warunkach. Czy słońce, czy deszcz, susza czy mróz, beton czy glina - rosną wszędzie.

W tym roku dokuczają nam także mrówki, krety i nornice, do tego stopnia, że zaczęliśmy stosować środki chemiczne, których jesteśmy przeciwnikami. Ale wizja zawalonego domu czy kostki jak również CODZIENNA syzyfowa praca polegająca na rozgarnianiu kopców zmieniła nieco nasze nastawienie. Wiecie, ja generalnie mam szacunek dla każdego życia ale widzę, że chwilami tylko darwinizm się sprawdza - nie ja ich, to one mnie.

W ubiegłym tygodniu odwiedzili nas Rodzice - dwie Mamy i jeden Tata, dzięki czemu warzywnik wygląda przepięknie! Chociaż zdjęcie, robione wieczorem, nie oddaje jego urody. Musicie mi uwierzyć na słowo.

Warzywnik nigdy tak nie wyglądał, i prawdopodobnie nigdy już nie będzie, bo przecież nie dajemy rady z tym wielkim ogrodem. 

Mam takie marzenie - rzucam pracę i pracuję wyłącznie w ogrodzie, ech... Jak tylko wygram w Totka, dam wam znać.

Generalnie - mam doła ale staram się z niego wyskoczyć :-)