zima

zima

piątek, 12 lutego 2016

Piątek, dziewiąta.

I już po śniegu.

Ciekawe, czy teraz już będzie przedwiośnie, czy zima znowu wróci. Dziecię zaczyna ferie, coś czuję że tego bałwana to jednak nie ulepi...

Według tvnmeteo, jeszcze będzie zimnawo, ale bez śniegu.
Zobaczymy.



czwartek, 11 lutego 2016

Czwartek. Ósma rano


I w ten oto sposób zdjęcie główne znowu stało się adekwatne. 

sobota, 6 lutego 2016

Efekt buuu

No nie ma już śniegu. A było tak pięknie! Sama nie wiem, co mi się znowu w głowie przestawiło, że w tym roku cieszyłam się ze śniegu. Może dlatego, że jestem lepszym kierowcą i już mnie jazda w śniegu nie przeraża. Może dlatego, że mam trochę lepszy samochód. Może dlatego, że czynność odśnieżania podjazdu nie była ani tak ciężka ani tak przerażająca jak mi się wcześniej wydawało (mam więcej sił i mniej depresji). Bardzo dobrze na moją psyche działała też świadomość, iż "jakby co", to w bagażniku wożę szpadel. 
W tak zwanym międzyczasie aura nie mogła się zdecydować, czy zmierza ku wiośnie czy pozostaje przy zimie, i znowu mieliśmy huśtawkę emocjonalną.

Najpierw było brzydko, jak to zwykle bywa po roztopieniu się czyściutkiego śniegu. Widok rozebranej a do tego przewróconej przez wiatr choinki także nie napawał radością.

Potem zaczął padać śnieg:
Następnie deszcz, choć nie samodzielnie:
W rezultacie znowu zrobiło się ładnie:
Ale nie na długo:

I teraz znowu jakby wiosna, choć dziś akurat zimno.

Zdaje się że czas wysiewać pomidory. Oj, nie. Kasia Bellingham odradza. Trzeba sobie dać na wstrzymanie ;-)


piątek, 15 stycznia 2016

Efekt WOW

Padało przez pół dnia. Jest prześlicznie.
Od zachodu:
Od północy:
 Od południa:

Musiałam odśnieżyć nasz podjazd, 60 metrów długości. Na szczęście śnieg był leciutki jak puch. Ale i tak nieźle się zmachałam. W takich chwilach przestaję marzyć o domu na odludziu.

Tyle miałam do odśnieżenia:
Cieszę się w imieniu roślin.
Jako kierowca się martwię. Ale nie tak bardzo :-)

wtorek, 12 stycznia 2016

A jednak zima

Aura niczym Femme Fatale. Piękna i niebezpieczna zarazem. 



piątek, 8 stycznia 2016

Nareszcie po świętach :-)

Już wystarczy. Ileż można jeść, pić i się weselić? Czas wrócić do rzeczywistości, codziennego kieratu obowiązków i smuteczków. Nie robiłam noworocznych postanowień; nie mam złudzeń. Aktualnie staram się przetrwać styczeń, jak wiecie, jest to dla mnie najtrudniejszy miesiąc. Za długi. W tym roku na uczelni sesja dopiero od lutego, więc dłuższy niż zwykle. Uch. 
Po pogodowej sinusoidzie (+10 w drugi dzień świąt, -15 w Sylwestra), pogoda się ustabilizowała. Mamy od kilku dni marne minus 5 i śnieg. Chociaż to ostatnie słowo jest mocno przesadzone. Taki rodzaj opadu nazywam cukrem pudrem.


Nie wiedzieć czemu, w tym roku żywi się u nas niewiele ptaków. Dosłownie kilka sikorek, a bywało ich kilkanaście, a nawet ponad 20. Mam nadzieję, że nic im się nie stało, nie zostały otrute ani zjedzone przez kocury. Mam nadzieję, że to tylko foch i żywią się gdzie indziej. Chociaż wolałabym je widzieć u nas.

Właśnie piekę dla Miłego ciasto czekoladowe z płatkami chilli. Na urodziny. Bo w styczniu czekają nas jeszcze dwie imprezy, znowu trzeba będzie jeść, pić i się weselić. Toż to przecież jakaś masakra jest ;)))))

niedziela, 27 grudnia 2015

Film w sam raz na święta :-)

Ostatnio w kinie byłam z Lubym jakieś 6 lat temu, więc gdy trafiła się możliwość  (czytaj opieka do dzieci w postaci rodzinki), bardzo starannie przejrzałam repertuar kin. I zaskoczyłam samą siebie - zamiast "Listów do M." zdecydowałam się na "Most szpiegów" Spielberga. Wcale nie jestem fanką tego reżysera. Ale było warto. Aktorstwo przepyszne. Kostiumy, zdjęcia - wspaniałe, klimat lat 1950., panowie w kapeluszach i garniturach,  panie w sukienkach i starannie wyondulowanych włosach. Fabuła zainspirowana faktami. Film trwał prawie 2 i pół godziny a nie nudziłam się ani trochę, chociaż dużo w nim "gadania" a mało strzelania :-)
Niezła odskocznia od świątecznego przesłodzenia.