wiosna

wiosna

piątek, 4 kwietnia 2014

Po deszczu

Popadało dzisiaj u nas przez chwilę, dzięki czemu powietrze nabrało cudownego aromatu, najpiękniejszego o tej porze roku. To zapach niepowtarzalny i nie do podrobienia. Uwielbiam. Wyskoczyłam, gdy jeszcze mżyło, by sprawdzić stan roślinnego inwentarza. I oto, co uchwyciłam.

Cebulowe mają się świetnie, hiacynty, szafirki, cebulice, puszkinie:
Spod ziemi wyłazi rabarbar, kojarzy mi się z jakimś horrorem. Tylko czekać, aż bestia się rozprostuje :) Dokupiłam mu dziś towarzystwo.
Wojtek - jagoda kamczacka oraz lilak, zwany powszechnie bzem, mają już duże liście. A i lubczyk całkiem spory:

Niedawno Miły przywlókł ze złomowiska takie garnki. Są tak paskudne, że aż piękne. Na pewno coś w nich posadzę, tylko jeszcze nie wiem, co. Przed nimi świeżo posadzone narcyzy, byłam dziś w ogrodniczym ;) (mam cholernie po drodze)

A tutaj widać jedno z miejsc na funkie. To jest idealne, więc posadziłam tam mnóstwo moich ulubionych "liściaków". Wcale nie jest łatwo je sadzić, ponieważ kupiłam bardzo różne co do wielkości i wybarwienia, po czym natychmiast zapomniałam, która jest która oraz jak wyglądały te, które już tu rosły ;) A kłącza identyczne. Nieważne, i tak będzie pięknie. Teraz jest ich tu kilkanaście, może jeszcze dołożę, jeśli się zmieszczą :)

A wieczorem już nie padało, więc tradycyjnie cyknęłam fotkę przez kuchenne okno ;)

czwartek, 27 marca 2014

Następcy krokusów

Ach, krótki żywot krokusów. Ledwie zakwitły, już po nich. Ile to minęło? Tydzień? Dwa może? Żal, ale nie ma czasu się smucić, bo już-już kwitną kolejne rośliny.
Hiacynty:
Pierwszy tulipan:
Szafirki:
Nie-pamiętam-jak-się-to-nazywa, ale rośnie na skalniaku:
Fiołki, uwielbiam, ale niemal wytępiliśmy je z działki, oczywiście niezupełnie świadomie:
Miodunka, przesadzona z rabaty północnej pod sosny, niedługo będzie miała liczne towarzystwo funkii:
I nowe cebulowe na nowej rabacie przy starym domu:
cebulica Bifolia Pink
 oraz Puszkinia:
Mam nadzieję, że na tej nowej rabacie będzie więcej kwiatów, sporo posadziłam jesienią cebul.

Wkrótce zabieram się za sadzenie bylin. Kupiłam funkie, liliowce, jeżówki, floksy. Łącznie 28 roślin za jedyne 143,92 zł. Nie mam pieniędzy na buty, ale na rośliny - zawsze. Taki nałóg.

piątek, 21 marca 2014

Wiosna zaskoczyła ogrodnika

Ciepło i wiosennie jest od dobrych kilku dni, po zimie nie było przedwiośnia a my zamiast bronować, siać, sadzić i przesadzać, czekaliśmy na... chyba na wieści, że zima wraca. Wcale tej zimy nie pragnąc. Wydawało się jednak, że w naszej strefie klimatycznej bardziej prawdopodobny jest śnieg w maju niż plus dziesięć w lutym. I to nas zgubiło. W ogrodzie - tyły straszliwe. Coś tam posiane, coś tam poodkrywane, ale generalnie kicha. Wzięłam więc dziś do ręki ulubione narzędzie ogrodnicze i zabrałam się za ulubione zajęcie. Cięcie. Drzewa przyciął Miły, mnie pozostały "jedynie" krzewy, krzewinki i bylinki ;) Hortensje. Wrzosy. Róże. Uschnięte badyle piwonii i ostróżek. Przemarznięte pędy glicynii i jeżyn. Budleja. Może coś jeszcze. Dziś oczywiście nie cięłam wszystkiego. Zdołałam doprowadzić do porządku piwonie i ostróżki, przycięłam niektóre róże i rozgarnęłam im kopczyki. Co ciekawe, liście puszczają róże w starym ogrodzie, choć tam zimniej bo cienisto. Róże pod domem mają super ciepło, a jeszcze śpią. Natomiast te pierwsze to przeważnie róże historyczne, jak mniemam są bardziej odporne i żywotne, nie żadne tam "fafarafa" herbaciane.
Wrzosy ciąć zaczęłam, bo nie byłam pewna czy mogę. W domu doczytałam. Mogę. Chociaż szkoda ich ciąć, są takie piękne. Nie chcem, ale muszem - to dla ich dobra.

Do wrzośców nie mam szczęścia albo ręki. Bardzo mi się podobają, więc regularnie je kupuję. A i tak, niezależnie od ilości zakupionych, na rabacie jest tylko jeden, cały czas ten sam.

Jak pomyślę, ile roboty jest w ogrodzie, to żałuję, że mamy taką dużą działkę.
Ale gdy pomyślę, jaki ogród bym chciała, to żałuję, że mamy taką małą działkę ;)

Póki co, wydałam majątek na hosty, jeżówki, liliowce i floksy.

Wysiałam cynie i gazanie.

I po raz setny pogratulowałam sobie pomysłu, żeby wynieść się z miasta :)

niedziela, 9 marca 2014

Nasza własna wiosna


Plus dwie biedronki i cytrynek!!!!


poniedziałek, 3 marca 2014

Dalsze przyjemności w dniu urodzin... i o nieprzyjemnościach też :)

Czytaliście "Dzieci z Bullerbyn"? Ja uwielbiałam, teraz uwielbia Córa. Tytuł dzisiejszego posta właśnie stamtąd pochodzi, oczywiście pierwsza jego część.

Dzień moich urodzin był rzeczywiście bardzo przyjemny. Oprócz odjazdowych prezentów, które pokazałam w poprzednim poście, dostałam inne odjazdowe prezenty, na przykład... bujany fotel. Ekstra, co? Życzenia złożyli mi wszyscy, którzy zwykle je składali oraz kilka osób, które mnie zaskoczyły. Córa namalowała dwa obrazki specjalnie dla mnie. Oraz laurkę. Miły zrobił bardzo udany tort. To był wspaniały dzień.

A z nieprzyjemności... cóż, wygląda na to, że zmieniam pracę. Tyle, że jeszcze nie wiem, na jaką.

piątek, 28 lutego 2014

W przerwie między "jest źle" a "będzie źle"

Uprawiamy ostatnio z Miłym wiele mentalnych sportów. Jesteśmy całkiem nieźli w dyscyplinie 'zamartwianie się', w 'czarnowidztwie' mamy kilka medali, osiągamy mistrzostwo w 'panice',  'rozpaczy' i 'wyuczonej bezradności'. 
Mimo wszystko potrafimy cieszyć się wczesnym przedwiośniem. Nawet u nas na wschodzie to widać:

Widok kiełkujących roślin cebulowych nie dziwi, co innego stokrotka:

Koty mają podejrzanie niewinne miny, chyba miały zamiar uprawiać wiosenne miłosne harce.
Widok kota niemal zawsze mnie rozbraja.

Trudno też się smucić, gdy dostało się tak wspaniałe prezenty urodzinowe:

Chociaż oczywiście zawsze można posmęcić na temat: "ale jestem stara". Jednak chwilowo mi się nie chce. Może dlatego, że jest to wysoce niekonstruktywne. A może dlatego, że się upiłam na wesoło. 

Cha, cha, cha.




wtorek, 18 lutego 2014

W oparach absurdu

Zamiast sikor, dokarmiamy kota.

Dostałam ofertę szkolenia z komunikacji, przy czym grupą szkoloną miała być jedna osoba. 

Piszę bajki terapeutyczne o jelonkach, jeżykach i innych pingwinkach, z tym, że ja nie lubię bajek terapeutycznych a mój poziom infantylności wynosi minus 10.

Budda postanowiła pomóc mi zwariować.

Zima postanowiła wyglądać jak wiosna.

Właśnie napisałam projekt, w którym udowadniałam, że jestem kim jestem i umiem to, co umiem. Z tym, że brak stosownych zaświadczeń oznacza, że nie umiem tego, co umiem oraz nie jestem tym, kim jestem. 

Na tablecie córki karmię wirtualne rybki oraz przewijam wirtualnego Kartofla.


To ja może poproszę jakiegoś innego Matrixa.