lato

lato

poniedziałek, 29 czerwca 2015

środa, 10 czerwca 2015

Żyję. Mam się różnie.

Pięć tygodni wyjętych z życiorysu z powodu trzech zapaleń oskrzeli, jednej anginy i jednego zapalenia zatok, z czego dwa pierwsze u Młodej, jedno pierwsze i jedno drugie u Starszej a trzecie moje plus frustracja i wkurw sięgające zenitu. Jak mam w takich warunkach pracować? Ogród zapuszczony, stan finansów opłakany, nastrój zmienny, zgodnie z pogodą. Ale walczę, nie zamierzam się poddawać. I właśnie że będę szczęśliwa.  

wtorek, 5 maja 2015

Foto story - ogród tuż przed majówką

Wszystko dzieje się tak szybko, że część zdjęć jest już nieaktualna.

No i magnolia, na której kwitnienie czekaliśmy cztery lata. Warto było.


wtorek, 14 kwietnia 2015

Ogród połowy kwietnia... w oszukańczym słońcu

Oszukańczym, bo dziś było potwornie zimno. Lodowato. Miałam pracować w ogrodzie, ale nie dałam rady, zwłaszcza, że wirus, który raczył mnie nawiedzić tydzień temu, wciąż u mnie gości. Nie zaryzykowałam więc przemarznięcia do kości (no proszę, zaczęłam rapować). Zdążyłam zrobić zdjęcia i uporządkować nieco ogród po wietrznych dniach... i wróciłam do cieplutkiego domu. 

W ogrodzie z dnia na dzień jest piękniej. Uwaga, będzie dużo zdjęć.

Najpierw hiacynty - fioletowy, różowy i biały rosną sobie wśród róż od południowej strony domu. Jak dla mnie okropnie śmierdzą, więc w domu ich nigdy nie hoduję ale na powietrzu ich duszący aromat się rozprasza, więc daje się wytrzymać. Niezależnie od aromatu, są śliczne.

Dalej niezawodne miodunki, prymule i fiołki.

Wkrótce zakwitnie magnolia, pierwszy raz od posadzenia, już się nie mogę doczekać! Marzy mi się jeszcze magnolia gwiaździsta i w ogóle wiele magnolii. W ogrodzie by się zmieściły, niestety, więc pewnie się pojawią.

Moje nowe nabytki - malutkie byliny. Przylaszczka i nie wiem co, bo już zapomniałam. Zdaje mi się że ordecja, ale ogrodnik Google nie zna takiej rośliny. Może wy wiecie, co to? (chodzi mi o drugie zdjęcie). Rosną w tzw. przedogródku, czyli przed wejściem do domu. Kwitną tam jeszcze sasanki, śliczne jak zawsze.

Lubię bardzo szafirki, mam też jasnoróżowe w starym ogrodzie, marne bo młodziutkie albo mają za dużo cienia:

I jeszcze puszkinie mam, kupiłam głównie ze względu na nazwę ;-) ale też i dlatego że cebulowe, niezniszczalne i rozrastające się. Są w starym ogrodzie. Mocno się napracowałam, żeby usunąć spośród nich perz (skutki uboczne mieszkania na wsi).

Na wrzosowisku majestatycznie króluje wrzosiec:

Zagadka: jakie kolory lubi Fuks_ja wiosną? Odpowiedź a) ciepłe - żółte i pomarańczowe. Odpowiedź b) zimne - różowe, fioletowe i lila ;-)))))



No dobra, jest jeden wyjątek:

A w sobotę zrobiłam porządki w ogródku ziołowym. Poprzesadzałam trochę i teraz wszystkie ziółka są razem: oregano, cząber, melisa, tymianek, czosnek niedźwiedzi i lubczyk. A dla towarzystwa rabarbar. W maju dołączy bazylia i rozmaryn. Mięta jest w dzikiej części ogrodu (taki eufemizm na "zaniedbana"), nie zamierzam jej tu przesadzać, bo wszystko zagłuszy.


A na koniec - najwcześniejsza piwonia. Drzewiasta też przezimowała, ale jeszcze w fazie pąków. Inne chińskie w starym ogrodzie jeszcze malutkie, ta jakaś pionierska. Kwitnie na bladoróżowo, śliczna. Obok wyłażą śniedki.
Uff. Wystarczy, co?

Wiosna naprawdę przyszła! Hurra.

poniedziałek, 30 marca 2015

poniedziałek, 23 marca 2015

Chwile z filmem

Tak rzadkie, że aż żal i jak jest chwila, to nie wiadomo, za który film się złapać. W sobotę wieczorem w ramach nadrabiania zaległości obejrzeliśmy z Miłym "Obywatela" duetu Stuhr-Ojciec - Stuhr-Syn. Obu niezmiernie lubię i podziwiam. "Obywatel" mnie zaskoczył, może dlatego, że spodziewałam się komedii. A to film bardzo smutny i bardzo symboliczny zarazem. Albo straciłam poczucie humoru.

A w niedzielę wybrałyśmy się z córką na "Kopciuszka" w reżyserii Kennetha Brannagh, którego też bardzo cenię i lubię. Ten z kolei film był jak weselny tort - tak przepiękny, że pieścił oczy, ale po spożyciu całości było trochę mdło i miało się ochotę na parówkę z musztardą, jeśli wiecie, co mam na myśli. Ale najpiękniejszy tort to ten trochę kiczowaty, więc się nie czepiam. Zwłaszcza, że wisienką na torcie była Cate Blanchett w roli Macochy. Absolutnie genialna. Swoim talentem i charyzmą wypełniła film po brzegi. Plus neurotyczna Helena Bonham Carter jako... dobra wróżka.

Kostiumy prześliczne. No i płakałam jedynie cztery razy ;))) 

                                                                                            Zdjęcia oczywiście z sieci.


wtorek, 17 marca 2015

Co roku to samo... ale cieszy tak samo

Właściwie nie to samo, bo dopiero od 3-4 lat mamy krokusy, i co roku jest ich coraz więcej, bo się rozrastają, kochane kwiatuszki. A wrzosów też nie miałam zawsze... ale tak się zakorzeniłam na wsi, że mam wrażenie, że zawsze tu mieszkałam. 

Dziś przycinałam wrzosy, bo to już najwyższy czas. Zmarzłam przy tym okrutnie - u nas na wschodzie było dziś bardzo wietrznie. Pozachwycałam się kwitnącymi krokusami, prymulami, przebiśniegami, wychodzącymi mocno z ziemi miodunkami i hiacyntami (będą kwitły lada dzień). Widać pączki na lilaku, drzewiastej piwonii, wychodzą powoli inne cebulowe - szafirki, cebulice, śniedki... 

A krokusy stulone, bo to już na wieczór szło i cień znad domu naszedł. W świetle słońca są w pełni rozwinięte a wokół nich jak oszalałe uwijają się dzikie pszczoły.

Życie jest piękne o tej porze roku i perspektywy też nienajgorsze - zaczyna się sezon tarasowo-ogrodowy :)