lato

lato

wtorek, 15 lipca 2014

Nagle i niespodziewanie zaczęły się wakacje

I nawet przyszło lato, choć były przesłanki że nie przyjdzie. A że przyszło nagle, to i nagle wyjechaliśmy. Byliśmy tu i ówdzie.

Trochę odpoczęłam ale z radością wróciłam do domu. Tak mam, odkąd wyprowadziłam się na wieś. Strasznie tęskniłam za ogrodem. Ogród chyba też tęsknił, bo z rozpaczy znalazł sobie liczne towarzystwo. I teraz nie wiem, jak się tych nieproszonych gości pozbyć. Są wszędzie. 
Dlatego poniżej tylko jedno zdjęcie z ogrodu, bo tam chwasty mają małe (co niestety nie znaczy żadne) szanse na rozsianie się. No i chcę się pochwalić nową aranżacją pod tarasem.


Marzę o wypadzie w Bieszczady. Tak bardzo, że aż boli. 

czwartek, 26 czerwca 2014

Wbrew

Mimo wszystko cieszymy się życiem. W tzw. międzyczasie Ktoś Znajomy o mało nie umarł a Ktoś Inny umarł naprawdę, więc tym bardziej cenimy to, co mamy i to, że mamy siebie. Chociaż może nie zawsze umiemy to okazać.
Pisałam niedawno o upałach, aż trudno uwierzyć, że kiedykolwiek były. Czekamy na nie cierpliwie, gdyż są nam potrzebne w celu spędzenia urlopu na pewnym Pojezierzu. A zimna woda do pływania to nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej. 
Tymczasem w ogrodzie szaleją róże, mamy ich całe mnóstwo, Miły kocha róże, tym bardziej, że chyba mu się wydaje, że nie ma innych kwiatów ;) Ja też róże lubię, ponieważ mają to, co ja - delikatność i kolce ;)

Moją jak na razie największą ogrodową miłością są jednak funkie czyli hosty. Dostałam wczoraj w prezencie 9 kolejnych, dzięki czemu mam ich w tym momencie około 40. I wciąż apetyt i miejsce na więcej...
Naprawdę nie wiem, co ja w nich widzę, takie tam liście. A jednak tętno mi przyspiesza, gdy je widzę. Ślimakom też, niestety.

Wspaniale rosną powojniki, szaleńczo rozrosła się lawenda. Gdy w końcu rzucę tę moją cudowną pracę albo gdy ona rzuci mnie, będę mieć plantację lawendy, może na niej zbiję fortunę.

Generalnie wciąż nie ogarniamy tego naszego ogrodu, jednak jest dość spory. Ale z tygodnia na tydzień i z roku na rok jest coraz lepiej. Są już nawet ładne miejsca.


W Noc Kupały urządziliśmy ognisko. Okazało się, że jestem w stanie wytrzymać więcej niż dwie osoby naraz. Jeszcze się okaże, że się zrobiłam towarzyska.... E, bez przesady ;)))))

A ponieważ mamy lato - byle jakie, ale jednak - to powróciły marzenia o domu na odludziu. 
Miną z pierwszym śniegiem.

czwartek, 19 czerwca 2014

Będzie dobrze

Mamy po dwie ręce, dwie nogi, mądre głowy i wielkie serca. Jesteśmy zdrowi i wciąż młodzi. Mamy waleczne dusze i sporo pomysłów na dalsze życie. Na dalsze życie tutaj, na naszej wsi.

Aktualnie natomiast jesteśmy bardzo zajęci oglądaniem telewizji. Mundial, sorry.

A tak na szybko: stanęła altana. Ogród jest coraz piękniejszy. Za to warzywnik w tym roku kiepski, niemal nic nie wykiełkowało. Ale pomidory będą :)

Stary ogród wypiękniał, kwitną róże historyczne, które nabyłam zeszłej jesieni. Zdjęcia wkrótce. Albo po mundialu ;))))

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Nie rzucim ziemi

Zawsze, gdy napiszę coś bardziej intymnego, mam moralnego kaca. 
Nie będę się więcej nadmiernie wywnętrzać na blogu, w końcu ma on być o życiu na wsi, a nie o tym czy mamy pieniądze na kredyt i chleb, czy nie mamy. 
Obiecuję, że jeśli nas bank wyrzuci z domu i ogrodu z powodu niewypłacalności, założę nowego bloga. Już nawet mam nazwę: "Moje nowe życie pod mostem".


Tymczasem doświadczamy afrykańskich upałów i aktywności polskich moskitów. Przyjaciółka z drugiej strony Polski pisała, że u nich komary wielkości psów. U nas komary są wielkości bakterii, to znaczy nie widać ich i nie słychać a wysysają krew jak wampiry. Szczególnie upodobały sobie moją, psiamać, w związku z tym moje świeżo wyrzeźbione kończyny są podwójnej grubości.

"Robi się" altana, będzie naprawdę świetna. Oczywiście, naszym zdaniem. Mocno przypomina górską wiatę, już widzę kwaśne miny co poniektórych znajomych. Ale mam to gdzieś.

Dojrzewają truskawki, poziomki i jagody kamczackie. Kwitną dzikie róże, ostróżki, piwonie i czarny bez. Jest cudownie. I tak ma pozostać, nigdzie się stąd nie ruszam.

wtorek, 3 czerwca 2014

"Podaruj mi trochę słońca"


Pisałam tu już kilka razy o tym, że nie mamy pieniędzy, że być może trzeba będzie wyprowadzić się z tej wsi... Dziś nie będę o tym pisać, chociaż ta straszna perspektywa jest realniejsza niż kiedykolwiek. Tyle, że nie mamy dokąd się wyprowadzić, ponieważ poświęciliśmy domowi na wsi wszystko. Pieniądze, które mieliśmy i których nie mieliśmy. Nie wiem, co będzie, wiem tylko że jeśli musiałabym opuścić mój dom na wsi, a zwłaszcza mój ogród, pękłoby mi serce.

Dlatego poproszę trochę słońca. Tego na niebie, ale i tego w życiu.



Wybaczcie, że smęcę, ale jeśli nie dotknę dna, nie będę się miała od czego odbić.




piątek, 23 maja 2014

Trzymając gardę

Potopu nie było, nawet jeśli wliczę powódź łez to i tak jakoś nas ominęła wielka woda. Jedyne niefajne skutki ulew to zapadnięta w kilku miejscach ziemia. Tam, gdzie jesienią były wykopki pod rury gazowe, teraz powstały spore wąwozy. Trzeba uważać, żeby nie złamać nogi. Wyrównamy to oczywiście. Kiedyś. 

Przychodzi lato, więc znowu marzy mi się dom na odludziu i w dziczy. Póki dzieci małe, marzenie musi poczekać. Tymczasem więc robimy sobie własną dzicz, sadząc kolejne rośliny oraz pozwalając - z przyczyn od nas niezależnych jak to się sprytnie mówi - rosnąć chwastom. Gdybyście chcieli założyć plantację podagrycznika, perzu, gwiazdnicy lub pokrzywy, służę sadzonkami.

Okoliczności przyrody idealnie kontrastują z okolicznościami życiowymi. Wszystko nam się wali. Muszę trzymać gardę, ale już mnie ręka boli...

czwartek, 15 maja 2014

W oczekiwaniu na potop

Miły chciał zbudować arkę, ale odwiodłam go od tego pomysłu. Mam nadzieję, że nie będę żałować. Póki co, zbudował schron dla ostróżki, bo ma ona bardzo delikatne łodygi i połamały się już trochę od wcześniejszych wiatrów. Nie jest ów schron może szczytem designu, ale rozczuliła mnie troska Miłego:
Jak na razie rośliny niespecjalnie przejęły się aurą, robią swoje czyli kwitną. Ciekawe, gdzie podziały się pszczoły. Przydadzą się, jak już wyjdzie słońce.
Pnąca róża ma już pąki:
Zaczynają kwitnąć krzewuszki, serduszka (tu: wspaniała, mam jeszcze okazałą), powojniki. Bardzo lubię różowy kolor w ogrodzie, zwłaszcza wiosną.

Nasz nowy nabytek, azalia Rubineta, ma się świetnie. Podobnie bratki ;)
 
Piwonie chińskie mają już pąki (jestem dumna z tego zdjęcia), uwielbiam piwonie! 

A propos piwonii... to już mam tę drzewiastą vel krzewiastą (Paeonia suffruticosa). Kalina sztywnolistna będzie jutro. Wystarczyło odwiedzić sklep na A. Hosty "Elata" na razie nie znalazłam. Ale znajdę, oczywiście ;)

Zakwitła wreszcie pigwa, mam nadzieję na pierwsze owoce w tym roku. 
Ale najpiękniej w deszczu wygląda przywrotnik ostroklapowy.

I jeszcze kilka host, te większe są 1-2letnie, te małe z tego roku. Ten niebieski proszek to trucizna na ślimaki. Głównie na pomrowce, one uwielbiają hosty. Ale choć to straszne szkodniki, to trochę mnie sumienie gryzie, że je zabijam. Jestem chyba jednak trochę "miętka", pańciowata czy co ;) LECZ mimo rozterek moralnych, dla host jestem gotowa mordować :)

Mam nadzieję, że potopu jednak nie będzie.